19.03.2015

WANNA Z KOLUMNADĄ


"Nikt o tym nie marzył, po prostu tak wyszło. Adres ani dobry, ani zły. 
Czterysta metrów przeciętności z warzywniakiem po środku."

Typowy polski popeerelowski krajobraz to szare bloki przypominające pudełka od zapałek. Domino budynków stojących na baczność, które kiedyś wydawały się rajem upragnionym (własne M2, czy M3 z małym balkonem — wejdziesz, obrócisz się dookoła własnej osi i spluniesz w dół). Najpierw dom na obrzeżach miasta, małe mieszkanie w bezludnej jeszcze dzielnicy, a potem już tylko bloki "z widokiem na bloki". Osiedla z osiedlowymi sklepikami, osiedlowymi podwórkami zabaw i osiedlową monotonią, która wrasta w spojrzenie zapewniając równocześnie ład — obietnicę, że nic się nie zmieni. A raczej groźbę. W środku polskich miast wyrastają komunistyczne drapacze chmur (co najwyżej stratocumulusów), które kładą swój cień na zakorkowane ulice, na nieudolne naśladownictwo starożytnych kanonów architektury, na źle zagospodarowaną przestrzeń. Filip Springer przeraża nas tak dobrze znanym nam miejskim krajobrazem. Zapuszcza się w dzielnice przeciętności, rozmawia z przypadkowymi ludźmi. Ci przypadkowi ludzie nie są zadowoleni z miejsca, w którym żyją, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Oko też można do wszystkiego przyzwyczaić, ale gdzieś w środku krzyczy nasze poczucie estetyki. Filip Springer solidnie je nadweręża. Jego Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni to przykry obrazek totalnie polskich realiów. Dosłownie: obrazek, bo dużo w książce fotografii. Nieupiększanych, niepodrasowanych. Aż nie chce się na nie patrzeć, bo przecież wszystko to obserwujemy na co dzień. I nie jest to zjadliwy folklor, który ma tę właściwość rozczulania swoją brzydotą. Nie jest to folklor, jaki znam z książek o Bałkanach, o Rosji. To nasz polski, straszny, przewidywalny miejski horror. Przepraszam — folklor. Takim pokazuje go Springer, opisując anegdoty z przeszłości, wydarzenia, rozmowy z różnymi ludźmi. O budowlach, przestrzeni, architekturze, kiczu, złym smaku, funkcjonalności, płotach, rurach, polskich architektach. O tym jest ta książka-album. Na koniec pięknie podsumowana tekstem Andrzeja Stasiuka pt. Badziew z betonu. "Wszystko z dykty, z paździerza, z tubajforków, gipsu, tektury, z podróbki i mamidła".

Wannę z kolumnadą polecono mi już dawno temu, ale nie miałam pojęcia, że to taka mocna rzecz. Wiele szarości i brzydoty przebija się w reportażach o Polsce, ale nigdy nie zostało to tak... naocznie przedstawione. Jest to książka o polskiej przestrzeni wizualnej, z dużym zabarwieniem socjalnym. To nie tylko tekst o braku specjalistycznego i profesjonalnego podejścia do architektury, bezguściu i głupio zarośniętej przestrzeni. To tekst o ludziach z tych wszystkich brzydkich miejsc. Szczecin, Warszawa, Wrocław, Bolesławiec. Te budynki, trawniki i podwórka straszą nas z kart Wanny z kolumnadą i zaczynam zastanawiać się, czy ten polski krajobraz już nas nie koli w oczy, czy rzeczywiście zlewa się i powszednieje. Czy siedzimy w swoich blokowiskach, jak Jadzia z batorowej Piaskowej Góry, marząc chociażby o plakacie "z widokiem na raj". Filip Springer udowadnia nam w Wannie z kolumnadą, że polska urbanistyka może być ciekawym tematem. Wyłapuje detale, skojarzenia, inspiracje, szukając w polskiej przestrzeni jakiejś metody. Planu. Nie wiem, ile trzeba mieć optymizmu, aby dostrzec coś takiego w tym chaosie. Springer przytłacza, ale dostrzega. Bardzo dobra rzecz. Polecam do wglądu.

Wg mojej skali:  4/5

Wanna z kolumnadą.
Reportaże o polskiej przestrzeni
Filip Springer
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2013
s.248



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
104 KSIĄŻKI (19)
             

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.