19.11.2016

"Polak sprzeda zmysły" vs "Przez morze"

"Szczęście to jest chyba takie coś,
co nigdy nie przychodzi."
            ~ Konrad Oprzędek, Polak sprzeda zmysły

Długo zastanawiałam się, czy powinnam zestawiać ze sobą reportaże kompletnie ze sobą niestyczne. Na pierwszy (ani na drugi) rzut oka nic ich nie łączy, nie mają żadnego wspólnego mianownika. Wydawnictwo Czarne versus Dowody na Istnienie. Niemiecki korespondent wojenny kontra polski polonista-dziennikarz. A tematyka... (brzydko się wyrażę) zupełnie od czapy. Co zatem sprawiło, że Polak sprzeda zmysły staje w szranki z Przez morze. Z Syryjczykami do Europy? I na dodatek (tutaj będzie spojler) stanowczo przegrywa? Jakbyście mnie nie znali! To, co zawsze. Moje emocje. Tak się złożyło, że oba reportaże czytałam równolegle, a kontrast, jaki pojawił się między nimi w mojej głowie, parzy mnie do dziś! Bo błahość tego po lewej (na zdjęciu) gryzie mnie od środka, a ważność tego po prawej nie pozwala spać. Tak to Wam tłumaczę.

"Polak sprzeda zmysły"

"Nie siedzę tylko w sieci. Wychodzę do ludzi, 
spotykam się z dziewczynami, ale ciągle czuję, 
jakbym klikał odśwież."

Rety — pomyślałam przenikliwie, docierając zaledwie do połowy książki. Serio? Do połowy dotrzeć trudno wcale nie było. Reportaż Konrada Oprzędka liczy sobie 150 stron, z czego wiele przestrzeni zajmują urywki ogłoszeń (przepisane lub wymyślone, bo w wielu przypadkach jakoś nie mogłam uwierzyć) i nasze własne wewnętrzne inwektywy wobec głupoty rodaków szerzącej się po internecie. Straszne. Tandetne. Banalne. Przez moment myślałam tak chyba o samym pisaniu Oprzędka i o tematach, które porusza, ale potem uznałam, że drażnią mnie również ludzie z tych jego tematów. Pomysł z zebraniem i skomentowaniem dziwnych, niekiedy śmiesznych, choć w większości żenujących ogłoszeń z sieci wydaje się dość oryginalny, dotarcie do autorów ogłoszeń jeszcze bardziej intryguje, ale całość jakoś mi nie leży. Takie to bulwersowanie na siłę. Oprzędek opowiada jak to w internecie rezolutny Polak "opchnie" prawie wszystko od używanych majtek, nudę, po pomysł na nadanie komuś sensu życia. Chociaż na sprzedaży wcale się nie kończy; anonse są rozmaite te śmieszne, te smutne, te godne politowania. Rozmowy z ich autorami również. Miałam wrażenie, że Oprzędek trochę sobie ułatwił sprawę, bo ludzie sami robili z siebie idiotów. Nie twierdzę, że pewne wstydliwe kwestie powinny być zamiatane pod dywan, ale Polak sprzeda zmysły stawia "nas" w tak złym świetle, że aż chce mi się gryźć. Przykre. Po co to. Ot, cały mój przemyślany komentarz.

Wg mojej skali 3/5

Polak sprzeda zmysły
Konrad Oprzędek
Wydawnictwo Dowody na Istnienie
Rok wyd. 2016
s. 150



"Przez morze. Z Syryjczykami do Europy"

"Widać po nim, gdzie naprawdę jest jego raj: 
pod starymi sklepieniami bazaru w Damaszku. 
Bezpowrotnie utracony."

Zapomnij przez chwilę, co słyszałeś/aś, czytałeś/aś i myślałeś/aś o uchodźcach. Imigrantach wojennych, czy tych zarobkowych. Fali nie do okiełznania. Zapomnij, ponieważ to, co zaproponuje Ci Wolfgang Bauer to z pozoru nic nowego. Temat ważny, choć wyświechtany, gdzieś tam wciąż kontrowersyjny, ale już może trochę mniej topowy. Przeczytasz —  tylko się od nowa zdenerwujesz. I w ten sposób może myśleć większość potencjalnych czytelników reportażu Bauera. Byłam jednym z nich do co najmniej 3/4 książki. Poważnie. Historia zamożnych Syryjczyków, którzy uciekali ze swojego dręczonego wojną kraju. Uciekali za wszelką cenę. Wysoko postawieni intelektualiści, inżynierowie, właściciele fabryk, biznesmeni. Wyobrażacie sobie wykształconego Europejczyka, który gdzieś na przedmieściach miasta wkłada w łapę szemranego przemytnika tysiące euro, byle tylko wydostać się z kraju wypływając nierejestrowaną łodzią w czarne morze? Mam wrażenie, że nie wszyscy pojmują sedno tragedii, jaka dzieje się ostatnio na granicach Europy. To tragedia obustronna. Tych, którzy chcą uciec do "raju", oraz tych, którzy czują, że ich "raj" został zagrożony. Wolfgrang Bauer wraz ze Stanislavem Kruparem, czeskim fotografem, postanowili pokonać drogę syryjskiego uchodźcy i sprawdzić, jak naprawdę wygląda prawdziwa ucieczka tych, którzy faktycznie tego potrzebują. Relacja jest szybka, pełna nerwów, trochę sucha, ale i przez to bardziej autentyczna. Wcale nie stara się nas poruszyć, skruszyć, albo uodpornić. Czytamy o przemycie, który funkcjonuje na wzór branży turystycznej. O sabotażach przemytników. O porwaniach. O tym, że droga do raju staje się często więzieniem dla uchodźców. "Byliśmy naiwni. Sądziliśmy, że morze stanowi największe niebezpieczeństwo". Ci, którym się udało, nie do końca chyba rozumieją, gdzie są. Szum bazaru zamienili na szum drzew. Odgłosy wystrzałów na obelgi ze strony tubylców. To uderza dopiero na samym końcu. Bauer nie pisze o niczym nowym, ale pisze tak, że nie wiem, gdzie schować wzrok. Że jest mi autentycznie głupio i źle. I źle i głupio. I tak na przemian.

O co chodzi z tym zestawieniem?

I dlatego myślę, że wszystkim bohaterom reportażu Polak sprzeda zmysły powinno też być głupio. Oprzędek ukazał nam nasze własne sztuczne problemy, nasze znużenie, dziwactwa, bzdety, które kiełkują w głowach, gdy siedzimy w czterech ścianach. Tych prawdziwych i tych gdzieś w nas. Internet otworzył ludziom świat, rozmył granice, pozbawił zahamowań i... jeszcze szczelniej ich pozamykał. W anonimowości i w poczuciu bezkarności. Poczuciu nieokreślonego nieszczęścia. Mi się wydaje, że ludziom po prostu pomyliły się te granice. Z pewnością łatwiej sprzedać w sieci własny mocz niż powierzyć komuś oszczędności życia, by przepłynąć morze w nadziei na lepszy byt. Wstrętne to porównanie, ale może czasem tak trzeba. A ja staram się nie być stronnicza jak Bauer, bo to też nie jest dobre. Nie opowiadam po żadnej ze stron. Po prostu się wkurzam. 
 
Wg mojej skali 4/5

Przez morze. Z Syryjczykami do Europy
Wolfgang Bauer
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2016
s.  144


Książki przeczytane w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(49)

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.