21.10.2017

O urodzinach i o książkach, albo o książkach z okazji urodzin

Październik to dla mnie wyjątkowy miesiąc, o czym często wspominałam przez tych kilka lat blogowania. Wyjątkowy z wielu względów; również dlatego, że w październiku mam urodziny. Własne. Nie obchodzimy z Przestrzeniami urodzin Przestrzeni (we wrześniu tego roku po cichutku stuknęła im czwórka), więc nie pozostaje nam nic innego, jak obchodzić moje. Za oknem drżą kolorowe listki, powietrze jest ciepłe, trochę niepaździernikowe. Łąki w pobliżu naszego domu oblało babie lato. W mieszkaniu na podłodze leżą dynie, piekarnik zionie chłodem, bo nie miałam kiedy upiec urodzinowego ciasta. Spod łóżka wystaje wielkie pudło. Mój prezent. Trochę mój własny, trochę wspólny. Leży tam już od ponad miesiąca, a ja tylko raz skusiłam się, by sprawdzić, czy jego zawartość nadal tam jest. I była. Czekała na tę okazję. Dlatego wyjmuję po kolei Atlas lądów niebyłych, Przewodnik wędrowca, wznowienie pierwszej powieści Lema Astronauci. Ekspedycję, Beksińskich, Człowieka z Wysokiego Zamku od dawna wymarzone. Wyjmuję najnowszą, świeżutką jeszcze Sharon Bolton, która do pudła trafiła kilka dni temu. Na końcu Skrzaty odebrane z poczty w dniu urodzin. I cieszę się, jakbym widziała te książki po raz pierwszy. Wszystkie są piękne. Wybrane, wyczekane, wyjątkowe. Do tego doszedł cudowny niedźwiedziowy zestaw z Dixie Lion, przyprawy z rożnych stron świata i syrop z pigwy. Chętnie zaprosiłabym Was na korzenną herbatę, budyniowe ciasto i rozmowy o książkach.
    






12.10.2017

Jak zmieniły się Przestrzenie

Jesień. Przestrzenie tekstu od wielu miesięcy gdzieś się gubią. Nie mogą trafić na swoje miejsce, miotają jak szalone, na chwilę otwierają oczy (i serce), a potem milkną. Nieco zgaszone brakiem odzewu, trochę odepchnięte. A jednak wciąż pełne hulania wiatru i literackich porywów, podekscytowane, chociaż ich młodość pewnie już się skończyła. Mam wrażenie, że zrobiły się bardzo stare. Może nie wszyscy z Was pamiętają, ale pierwsze wpisy, jakie pojawiły się na Przestrzeniach tekstu, to był koniec roku 2013. Chyba nie świętowaliśmy urodzin. Może je zaniedbałam. Może Was zaniedbałam. Kilkukrotnie w ciągu roku mam ochotę zamknąć bloga na cztery spusty, zarchiwizować, odejść i zapomnieć. A potem ratuje go mój własny sentyment, bo ilekroć wchodzę w spis treści wracają wspomnienia. To działa jak pamiętnik. Każdy wpis to pewien szczególny moment w moim życiu. Doskonale pamiętam okoliczności, jakie towarzyszyły czytaniu danej książki, pamiętam emocje przy pisaniu. Amosa Oza Wśród swoich czytałam tuż przed wyjazdem do Izraela, Rybkę i słońce Wechterowicza po trudnym rozstaniu, Joyland Kinga słuchałam w wersji audio chodząc wśród wysokich traw rano do pracy.

PRZESTRZENIOWA MAGIA
Raczej rzadko mogę powiedzieć o czymś, czego dokonałam w swoim życiu (o jakimś swoim dziele), że jest wyjątkowe. Tak, napiszę to głośno Przestrzenie tekstu są dla mnie wyjątkowe. Pod każdym względem. Kilka razy zmieniałam ich wygląd, czcionkę, kombinowałam z szablonami, mierzyłam się z HTML-em, ale nie myślałam, że dojdę do tego momentu, w którym od kilkunastu miesięcy nie mam ochoty na jakiekolwiek zmiany, bo... uwielbiam to, jak jest. Może recenzje mogłyby być krótsze, bardziej zwarte, solidniejsze, mniej osobiste. Na pewno powinnam skończyć zmienianie starego stylu wpisów. Jednak gdy patrzę na cały szablon, za każdym razem cieszą mi się oczy. Magia.

  
A JEDNAK ZMIANY
Minimalne zmiany, jakich mogłam (miałam sumienie) dokonać, na pierwszy rzut oka są niemal niezauważalne. Jak spojrzycie na górę strony, zobaczycie nowe ikonki w nowych kółeczkach. Stare były mało czytelne, te są trochę odświeżone i powiększone. Pojawiło się też więcej treści w zakładce O BLOGU (to ta ikonka z moją podobizną;)). Poczułam, że Przestrzeniom należy się jakiś porządny opis, a ten aktualny chyba do nich pasuje. Ikonka z nietoperzami to zakurzony już cykl Przestrzenie grozy. Ikonka z książką to spis wszystkich recenzji (z podziałem na literaturę polską i zagraniczną). Tyle zmian. Na pewno odżył nieco profil Przestrzeni na Facebooku. Nie ukrywam, że od pewnego czasu z nadzieją patrzę na licznik polubień ("dobić chociaż do 600"), który niewiele się zmienia (co najwyżej spada), mimo mojej ostatniej aktywności. Facebook wprowadził jakieś drastyczne zmiany i widzę, że większość moich wpisów nie dociera nawet do połowy osób obserwujących profil. Szkoda. Trudno. To nie jest najważniejsze. Chyba.


PLANY?
Stali czytelnicy Przestrzeni tekstu wiedzą już z pewnością, że trzymanie się blogowych planów graniczy u mnie z cudem. Uwielbiam (nawet w życiu prywatnym) snuć plany, daje mi to ogromną radość. Jednak słabym punktem tego mojego planowania jest... realizacja. Nie jestem w tym dobra ;) Często działam sobie na przekór i dążę do tego, by jakiś plan upadł, aby zrobić miejsce na kolejny. Z reguły wszystko najlepiej wychodzi mi spontanicznie (pewnie dobrze to znacie). Dlatego nie będzie planów. Mogę sobie napisać, że PLANUJĘ wznowić Przestrzenie grozy (Halloween to taki świetny moment), pisać co najmniej jedną recenzję w tygodniu, robić podsumowania miesięcy, tworzyć wpisy bardziej osobiste etc. Jeśli mi się uda, to tak właśnie będzie. Jeśli zrobię sobie na złość, albo zabraknie mi czasu, to tylko Was (i siebie) zwyczajnie rozczaruję.

O NOWYCHSTARYCH PRZESTRZENIACH
Myślę, że stare Przestrzenie po cichutku same ustąpiły miejsca nowym, chociaż trudno powiedzieć, gdzie biegnie granica oddzielająca przeszłe porywy od teraźniejszej harmonii (pewnie gdzieś we mnie). Nowe Przestrzenie to pełna świadomość ich wartości. To dojrzałość, spokój, ład, niespieszność. Wybór literatury, którego nikt za nie nie dokonuje, który dzieje się gdzieś na marginesie osobistych myśli i zdarzeń. To zaufanie do Czytelników, że przyjmą Przestrzenie takimi, jakie są. To sympatia do Was. Bezustanna. Bezinteresowna. Chciałabym, by ten blog był miejscem, do którego zaglądacie z przyjemnością, nie z przyzwyczajenia i nie z przymusu. Jeśli jest coś, co mogłabym ulepszyć, proszę, dajcie znać. Czasem nie widzę wszystkiego. Może wystarczyłaby tylko jedna rzecz. Może Przestrzenie potrzebują wyjść poza zwyczajne recenzje. Może powinny zmienić trochę formę wpisów. Będę Wam wdzięczna za takie informacje.


11.10.2017

Dom

"Czym jest dom, gdy nie jest już nikomu domem?"

Mądra i wzruszająca opowieść autorstwa J. Patricka Lewisa, której narratorem jest wiekowy... dom. Poetyckie, poruszające teksty; niesamowite, monumentalne ilustracje, które wykonał Roberto Innocenti, znany mi już z Pinokia. Historii pajacyka Wydawnictwa Media Rodzina. Wszystko to tworzy naprawdę wyjątkową całość, obok której warto się zatrzymać i trochę zadumać.

Dom, który przetrwał kilka pokoleń. A zaczęło się od 1900 roku ("Patrzcie! Oto Dom Tysiąca Opowieści!"). Najpierw przelatywał przez niego samotny wiatr, aż odnalazły go bawiące się w lesie dzieci. Dom szybko zyskał nowych mieszkańców. Uczestniczył w ich zaślubinach, weselu, narodzinach dzieci, chwilach pożegnań i prostych radościach. Zwyczajnych wiejskich pracach, zmieniających się porach roku; dzielnie znosił czas wojny ("Czyja jest ta wojna, co trwa tysiąc światów?"). Aż w końcu umarł ostatni domownik i dom opustoszał. "Taki dom bez serca jest bezlistnym drzewem". To liryczna opowieść o przemijaniu, ale także o miejscu, które scala, staje się punktem odniesienia, schronieniem wśród życiowych burz. Poza cudownymi ilustracjami, bardzo podobały mi się wierszowane refleksje Lewisa, które kompletnie nie przypominały wierszyków dla dzieci. Dlatego myślę, że to właśnie dorosły odbiorca bardziej doceni przekaz i wykonanie Domu.












Wg mojej skali 5/5

Dom
J. Patrick Lewis
il. Roberto Innocenti
Wydawnictwo Bona
Rok wyd. 2012
s. 64


06.10.2017

W ciemnym, mrocznym lesie

"Zjechałaś z drogi, Lee."

Lee. A może Nora? A może... Leo. Leonora Shaw nie może pogodzić się z samą sobą i z własną przeszłością, choć świetnie to ukrywa. Mieszka samotnie w niewielkim mieszkaniu, pisze powieści kryminalne i nie utrzymuje kontaktów z nikim poza swoimi redaktorami. Pewnego razu dostaje e-maila od nieznajomej dziewczyny, która zaprasza ją na wieczór panieński swojej przyjaciółki. Wieczór panieński Clare. Nieoczekiwanie Nora pozwala powrócić do siebie niechcianym wspomnieniom i jedzie na weekend do skrytego głęboko w lesie domu, gdzie będzie świętować zamążpójście swojej przyjaciółki z lat szkolnych. Co sprawiło, że Clare chce ją znów zobaczyć i to z takiej okazji? Czemu nie zaprosiła jej na ślub?

Wiem, wiem, to wszystko brzmi bardzo przeciętnie. Ale nic nie poradzę, że mam słabość nie tylko do thrillerów psychologicznych, ale również (i zwłaszcza) do bohaterek z problemami. Jeśli dochodzi do tego obłędna sceneria lasu, szklanego domu, w którym bohaterowie czują się jak na scenie, obserwowani przez leśne zwierzęta i kogoś, kto mógłby zabłąkać się w te okolice lub... celowo podglądać ich przez wielkie okna — na moment tracę rezon i daję się porwać mrocznej atmosferze. Do tego ta atmosfera tutaj jest dość klaustrofobiczna. Grupka znajomychnieznajomych musi spędzić ze sobą dwa dni w miejscu oddalonym od głównych dróg. Jest zimno, jest listopad, pada pierwszy śnieg. Telefony komórkowe nie łapią zasięgu, a na ścianie wisi wiatrówka nabita ślepakami. Z tego może powstać wiele niezłych opowieści grozy, czy porządnych thrillerów, a wydaje mi się, że autorka W ciemnym, mrocznym lesie nie do końca wykorzystała potencjał własnego pomysłu. W moich oczach ratuje ją postać Nory zafiksowanej na punkcie własnej przeszłości — czyli tej trudnej bohaterki, do której z zasady powinnam mieć słabość. Ciężko jednak traktować poważnie osobę, która w wieku dwudziestu sześciu lat wciąż przeżywa uczucie miłosne, którego doświadczyła w wieku lat szesnastu. Do tego dochodzi dobrze zapowiadająca się fabuła potęgująca niezliczone domysły, ale ta ucina się nagle, by podać nam jak na tacy sztampowe, nijakie wyjaśnienie, którego można było domyślić się już na wstępie.

Gdyby nie atmosfera, sceneria, umiarkowanie ciekawi bohaterowie, poruszające ostatnie linijki i lekkie pióro Ruth Ware, W ciemnym, mrocznym lesie nie skupiłoby raczej mojej uwagi, a tak udało mi się przeczytać je w ciągu dwóch, trzech dni. Pozostał jedynie mały niedosyt. 

Wg mojej skali 4/5

W ciemnym, mrocznym lesie
Ruth Ware
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Rok wyd. 2017

 

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.