18.06.2018

Horror

"Bardzo powoli, z wyraźnym zadowoleniem 
obdzierano ją ze skóry, paseczek po paseczku."

To jasne, że wobec takich wyjątkowych dzieł jak zwykle nie wiem, od czego zacząć. Gdy tylko zobaczyłam Horror w zapowiedziach, przeszedł mnie dreszcz. Dziubakowe warzywa, do tej pory tak uroczo przedstawiane (np. w Gratce dla małego niejadka), tym razem miały wystąpić w niemal upiornej roli! Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Utopiony burak, przebity kalafior, owoce dogorywające w zupie niczym w garze pełnym krwi. Pierwsze moje wrażenie było... nietypowe. Pewnie, jestem fanką wszelkiego rodzaju horroru, uwielbiam literaturę grozy i równocześnie zachwycam się dziecięcymi picturebookami, a taki Horror zupełnie zbił mnie z tropu. Przyglądałam mu się z daleka, na wpół zmieszana, spłoszona, na wpół zafascynowana nową formą, jaką Emilia Dziubak nadała swoim ilustracjom. Już wtedy szaleńczo marzyłam o Horrorze. Nie spodziewałam się, że to, co znajdę w środku, to nie tylko mrożące krew w żyłach spojrzenia torturowanych warzyw (wcale nie przesadzam), ale i jeden z lepszych... horrorów swojego rodzaju! Madlena Szeliga stworzyła mocne, obłędnie kryminalne historie z warzywami i owocami w rolach głównych. Zabawne, ale i poruszające, bardzo sugestywne i niemal przeszywające na wskroś. A to wszystko o książce dla dzieci?  

"Wziął więc nóż, położył ją, oskórowaną, na blacie kuchennym, gdzie okruszki soli, pieprzu i pikantnych przypraw podrażniały świeże rany, i wbił jej go w samo serce". Mowa oczywiście o cebuli. Podobny los spotkał marchew, kapustę, pieczarki, jak i inne owoce i warzywa, którym nie było dane doczekać się naturalnie pomarszczonej skórki. Ginęły jedne po drugich. Niektóre w samotności, inne w grupie. Człowiek sprawca tych wszystkich plugawych zbrodni, nie robił sobie nic z warzywich łez, krzyku i cichych nadziei na ocalenie. Mnie za to aż serce rwało, gdy czytałam te, swoją drogą, wyśmienite kryminalne opisy, których pozazdrościć by mógł niejeden twórca literatury gatunku! Doskonałe puenty, błyskotliwe porównania, a przy tym ukryty humorystyczny klimat, bo w końcu o czym my mówimy...? Na co dzień traktujemy nożem pomidory i chrupiemy jabłka, i bynajmniej nie mamy przy tym wyrzutów sumienia.

Sztuką jest przedstawić to wszystko w tak niesamowity, sugestywny sposób na tyle sugestywny, że przez moment zastanawiałam się, czy aby nie przejść na frutarianizm. Ale... bądźmy dorośli. Nie mam tylko pewności, czy Horror nadaje się dla dzieci (a jeśli tak, to dla dzieci w jakim wieku?). Takie mroczne przedstawienie dramatu warzyw i owoców może wpływać negatywnie na małych niejadków (bo jak teraz zjeść obdartego ze skóry ziemniaczka, albo pieczarkę w zupce?). Jednak Madlena Szeliga na końcu książki wyjaśnia, że to wszystko trochę na żarty, wiadomo, i że dorośli (no właśnie) bardziej się Horroru przestraszą niż dzieci. Mimo mieszanych emocji, jakie mi zgotował, dla mnie Horror to majstersztyk pod każdym względem. Powinien spodobać się osobom gustującym w mroczniejszych klimatach, jak i każdemu, kto przepada za czarnym humorem, dobrą kreską i niebanalnym pomysłem na kryminał "z życia wzięty" ;)














Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:


Wg mojej skali 5/5

Horror
Madlena Szeliga
il. Emilia Dziubak
Wydawnictwo Gereon
Rok wyd. 2018



02.06.2018

Tyczka w Krainie Szczęścia

" Śmiejesz się, Tyczko - zauważył pan Jacobi,
kiedy sunęliśmy po turkusowej wodzie. Cieszysz się."

Po cudownym Domu, który się przebudził  byłam przekonana, że i w tym wypadku duet Widmark-Dziubak nie zawiedzie. I rzeczywiście, piękne (jak zwykle) ilustracje Emilii Dziubak zachwycają, przyjemnie cieszą oko, koją, jednocześnie mocno podciągając niejasną, enigmatyczną i nie do końca chyba przemyślaną historię. Co się stało z Widmarkiem z mądrego, głębokiego Domu

Tyczka jest bajeczką bez większego morału, chociaż można snuć o niej przeróżne domysły. Opiekunka Julia opowiada przed snem małemu Danielowi o swojej dawnej przygodzie. Jak była mała, zaginął jej starszy brat. Załamana dziewczynka trafiła do owadziej Krainy Szczęścia, ale szybko została wydana przez chrząszcza Jacobiego w łapy (szczypce?) wielkiego Kraba, by w niewoli łowić dla niego perły. Wkrótce okazało się, że Krab więził nie tylko ją.

Bardzo bajkowe, ale przy tym trochę nielogiczne. Chrząszcz Jacobi z Krainy Szczęścia najpierw sprawia, że Julia od czasu zaginięcia brata znowu się śmieje, by za chwilę oddać ją w niewolę. Nie widzę zupełnie morału w tej ucieczce od Kraba. Nie ma jasnego zakończenia. Nie wiadomo, czy brat Julii naprawdę się odnalazł, czy wszystko było tylko snem nieszczęśliwej dziewczynki. Chociaż ta perła... Osobiście jestem za tym bajkowym, sennym rozwiązaniem, nawet jeśli cała historia nijak do mnie dociera i chyba nawet nie porusza. Wielka szkoda, ale może wcale nie w tym tkwi jej prawdziwa wartość. Może dopatrzycie się swojej!








Wg mojej skali 4/5

Tyczka w Krainie Szczęścia
Martin Widmark
il. Emilia Dziubak
Wydawnictwo Mamania
Rok wyd. 2017
s. 32

30.05.2018

Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos

"Powiem ci tak szczerze, to jest syf, gnój, 
sperma na ławkach kościelnych."

Niedowierzanie, zgorszenie? W obecnych czasach może niekoniecznie. Od dawna w świadomości społecznej istnieje zjawisko pedofilii wśród katolickich księży, a tabloidowe wiadomości typu: "Duchowny z parafii X w miejscowości Y przez wiele lat molestował seksualnie 6-letniego Z" przestają bulwersować, zlewając się z innymi kontrowersyjnymi newsami. Bombardują nas memy o księżach pedofilach i czasem dochodzi do tego, że na każdego mężczyznę w sutannie patrzymy krzywym okiem. Już w mocnym reportażu Justyny Kopińskiej mogliśmy spotkać się z załamaniem autorytetu osób Kościoła (w tym wypadku zakonnic), jednak nie kojarzę zbyt wielu podobnych publikacji w temacie pedofilii księży (sprawdziłam na szybko  w 2013 roku Czarna Owca wydała książkę Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią autorstwa Ekke Overbeeka). Tym razem Artur Nowak i Małgorzata Szewczyk-Nowak próbują poskromić nieprzyjemny temat, w dużej mierze oddając głos ofiarom.

Zanim o treści... Współczesny wywiad-reportaż rządzi się swoimi prawami. Im mniej ugładzone wypowiedzi, tym większa wiarygodność, im więcej szokowania słowem, tym i więcej emocji. Tyle że to nie słowo powinno szokować, a wydarzenia, co z kolei czasem idzie w parze (Kopińska). Jednak o sukcesie literackiego reportażu nie przesądza sama poprawność literacka, płynność, czy nawet wstrząsanie autentycznym opisem. Reportaż powinien mieć to coś, co nie pozwala przejść obojętnie obok zjawiska, które przedstawia. Nie mogę zarzucić Żeby nie było zgorszenia braku literackiego ładu, ani  że tak to określę  skąpego materiału dowodowego. Autorzy postarali się o wielu świadków, których wypowiedzi zamieścili w książce. W zasadzie cała ona jest jednym wielkim wywiadem, ale na końcu dostajemy całkiem niezłe reporterskie podsumowanie (przedstawienie sytuacji od strony Kościoła) i muszę przyznać, że dopiero tutaj zaczęłam wciągać się w ten tragiczny temat.

Przez połowę książki coś było zdecydowanie nie tak. Słuchałam głosów dorosłych już ofiar dewiacji polskich duchownych. Bólu wspomnień, rozczarowań, wstydu, braku zrozumienia. Niektóre opisy były bardzo oględne, inne przesadnie szczegółowe, jednak żaden z nich nie potrafił do mnie dotrzeć. Nie wierzyłam im. Nie dlatego, że nie wierzę w to, co dzieje się na zapleczu polskiego Kościoła — wręcz przeciwnie, nie wierzyłam z tego względu, że wypowiedzi ofiar były takie jakieś obojętne, innym razem przesadnie odważne, czasem sprawiały wrażenie niemal... fikcyjnych, wymyślonych, wyssanych z palca (np. przypadek molestowania przez polskich egzorcystów). Nie zarzucam autorom, że dali się ponieść wyobraźni, jednak ich przełożenie wypowiedzi tych wszystkich poszkodowanych osób (zarówno chłopców, jak i dziewcząt) nie do końca do mnie trafiało. Może to też ta wysoka poprzeczka, jaką stawiam autorom reportaży. W tym przypadku nie tylko nie dostałam szczególnie wybitnego, czy wyróżniającego się tekstu, ale zabrakło mi pewnego warsztatu literackiego, dobrych puent wynikających z namysłu nad sytuacją. Oczywiście było sporo ciekawych informacji, np. z wywiadów z ekspertami, czy z opisu postawy Kościoła. Bardziej drażniło mnie tonowanie emocji, z równoczesną (nie do końca udaną) próbą zaszokowania czytelnika.

Na okładce trafiamy na zdanie: "Czas przerwać milczenie  również dla dobra Kościoła, ale przede wszystkim  dla dobra dzieci". Zgadzam się z tym w pełni, lecz tutaj, zamiast porządnego przerwania milczenia, jest poprawny opis zjawiska. Rozumiem jednak, że autorzy nie są pisarzami, czy reporterami (pan Artur jest adwokatem, a pani Małgorzata psychologiem). Pod kątem merytorycznym Żeby nie było zgorszenia to publikacja zdecydowanie godna uwagi. Niestety u mnie osobiście nie poruszyła tych strun, które potrafią poruszyć naprawdę dobre reportaże.  


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:
http://www.krytykapolityczna.pl/wydawnictwo

Wg mojej skali 3/5

Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos
Artur Nowak, Małgorzata Szewczyk-Nowak
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Rok wyd. 2018
s. 224


14.05.2018

Kredziarz

"Wyglądał jak duch, albo wampir 
i pewnie w innych okolicznościach bym się go przestraszył.
Ale teraz był dla mnie dorosłym, a ja potrzebowałem dorosłego,
żeby mi powiedział, co robić."

Nie lubię i nigdy nie traktuję serio żadnych porównań ni określeń typu "nowy Stephen King" (na "polski Stephen King" w odniesieniu do Dardy jestem wręcz uczulona), ale muszę przyznać, że w przypadku Kredziarza nabiera zasadności stwierdzenie "jak u Kinga". Stety i niestety. Trafiamy tu bowiem na atmosferę niemal kingową (której pełno ostatnio także w serialach) — małe miasteczko, chłopaki na rowerach, wieczór w lunaparku, pewna niesamowitość w powietrzu (tutaj bardziej dopowiedziana przez moja wyobraźnię) i dorosłe powroty do dawnych tajemnic (żywcem ściągnięte z It). Tylko zamiast klauna z balonikiem, mamy pana z kredą, a w miejsce wciągającej, choć snującej się, typowej dla Kinga narracji — prostą, skąpą literacko opowieść o zabarwieniu kryminalnym. Doceniam starania autorki i nie piętnuję za jej jawną inspirację Kingiem. Miło było przeczytać powieść w podobnym klimacie, jednak poza dobrą rozrywką, którą dostarczył mi Kredziarz, nie znalazłam w nim nic więcej. Żadnego "więcej", które u Kinga było w zasadzie clou całej zabawy. 

Niepokojące listy sprawiają, że dorosły już Eddie wraca do wspomnień ze swoich młodzieńczych lat — spokojnego rodzinnego miasteczka, przyjaciół, z którymi rozumiał się bez słów, pierwszej miłości, jak i do pewnego wydarzenia, które zburzyło senną atmosferę Anderbury. W listach pojawia się motyw z przeszłości — rysunek kredą.

Podobne wątki oraz dwutorowe poprowadzenie fabuły (akcja dzieje się w 1986 oraz 2016 roku) bardzo jednoznacznie kojarzą się z To Stephena Kinga. Tyle że Kredziarz to nie ten poziom. Jasne, jest to zgrabna, niedługa opowieść; z początku wciągająca, choć mało wymagająca. Wszelka wyjątkowość zginęła dla mnie jakoś w połowie, a ostateczne rozwiązania nie wydały się szczególnie ciekawe. W zasadzie to wcale nie chciałam dowiedzieć się, kim był Kredziarz, bardziej interesowała mnie atmosfera lata '86, wesołego miasteczka, aura młodzieńczych emocji. Dorosły już Eddie ogromnie mnie nudził, a i inne postaci nie odznaczały się szczególną charyzmą. Poza tym, skoro już autorka tak ochoczo inspiruje się Kingiem, choć nie dorasta mu do pięt, mogłaby pozmieniać chociaż kilka charakterystycznych detali (np. wprowadzić do gangu chłopaków dwie dziewczyny, a nie jedną — to podobieństwo szczególnie mnie drażniło). Należy jednak nadmienić, że Kredziarz to debiut C. J. Tudor, a dla czytelników nieobytych z literaturą Kinga może być ciekawym, trzymającym w napięciu, dość klimatycznym dreszczowcem. Dla mnie niestety za słabym.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:


Wg mojej skali 2,5/5

Kredziarz
C. J. Tudor
Wydawnictwo Czarna Owca
Rok wyd. 2018
s. 384


Wcześniej na blogu:

  https://2.bp.blogspot.com/-SxYS2MMRJdE/Wr5NqQ1FLlI/AAAAAAAAO5I/xa_eTv_VFwspz34Uh3irHkRn_K8DpaX5ACLcBGAs/s1600/621275-352x500.jpg      

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2018

2018 Reading Challenge

2018 Reading Challenge
Luka has read 0 books toward her goal of 60 books.
hide

Obsługiwane przez usługę Blogger.