16.04.2018

Lokatorka

"Odkąd tu mieszkam, dostrzegam,
że kilka rzeczy można by poprawić,
to wszystko."

Najbardziej urzeka chyba ta sterylność, surowość, uporządkowanie. Dwie historie toczące się w innym czasie, dwie kobiety opętane przez tego samego mężczyznę. Jedno, to samo mieszkanie. Klimat Lokatorki jest bardzo intrygujący. Nietypowe zasady wynajmu mieszkania sławnego architekta, kobiety  do złudzenia podobne  które otrzymują szanse wynajmu, aż w końcu samo lokum, zdecydowanie odbiegające od przeciętnych, niezależnie jak zmyślnie urządzonych miejsc. W mieszkaniu na Folgate Street 1 wszystko ma swoje określone zastosowanie i własną regułę. Prysznic, który dostosowuje temperaturę wody do upodobań lokatora, światło dobrane odpowiednio do sytuacji, system rozpoznający twarze. Zasady, których trzeba przestrzegać. Zarówno Jane, jak i poprzednia lokatorka Emma przywykają do nietypowej atmosfery mieszkania. A może najbardziej pociąga je jego tajemniczy właściciel? Edward Monkford niepostrzeżenie wchodzi w życie obu kobiet. Różnica polega na tym, że Emma już nie żyje, a Jane zaczyna podejrzewać, że jej śmierć nie była przypadkowa. 

Mimo że w thrillerze JP Delaneya wszystko z pozoru wydaje się grać  i styl, i stopniowanie napięcia, i interesująco przedstawione miejsce wydarzeń, a przeplatające się relacje Emmy i Jane budują całą akcję, to wciąż mam mieszane uczucia. Pomysł intryguje, tytuł intryguje, rozwiązanie zdecydowanie zaskakuje, ale spodziewałam się chyba czegoś innego, być może historii na kształt Ziarna demona Koontza. Jednak tutaj to człowiek — nie komputer, i nie mieszkanie  okazuje się tym nieprzewidywalnym i niebezpiecznym. 

Wg mojej skali 4/5

Lokatorka
JP Delaney
Wydawnictwo Otwarte
Rok wyd. 2017
s. 460

02.04.2018

Na skraju załamania | audiobook

Ewa Abart i czytane przez nią thrillery tak się składa, że te, które miałam okazję wysłuchać, były autorstwa B. A. Paris mają w sobie coś takiego, co sprawia, że mogłabym nie odrywać się od nich ani na chwilę; niezależnie czy są wybitne, czy przeciętne. W przypadku audiobooków to wielka zaleta. Nawet jeśli historia nie do końca satysfakcjonuje, a przez cały czas domyślamy się "kto jest mordercą", czy raczej (w przypadku Paris) co takiego dzieje się w domu bohaterów, to samo prowadzenie narracji, ton głosu lektorki i specyficzna, niepokojąca atmosfera nadają książce odpowiednich "rumieńców". I ja sama, niemal z rumieńcami, spędziłam tych kilka godzin w ekscytującym napięciu. Dlatego podkreślam, że opowiadając Wam o Na skraju załamania, najnowszym thrillerze psychologicznym B. A. Paris, mówię o audiobooku, gdzie jak wiadomo, połowa sukcesu leży po stronie nagrania.

Porywająca, mroczna, psychotyczna... O przepięknie zmarnowanym potencjale. Historia, w której kompletnie nie miało znaczenia, kto zabił, bo wszystko rozgrywało się głównie na poziomie psychologicznej gry. Przeczucie przedwcześnie nadchodzącej demencji (demencji, albo szaleństwa!) u Cass, młodej, dobrze sytuowanej nauczycielki mieszkającej wraz z mężem w pięknym domu na obrzeżach miasta. Z dnia na dzień postępujący obłęd, który B. A. Paris, posiłkując się codziennymi detalami, przedstawiła naprawdę znakomicie. Wciągnęłam się w ten rytm głuchych telefonów, strachu, zaników pamięci i niepokojących zdarzeń jednocześnie podejrzewając, co tak naprawdę dzieje się wokół Cass. Intuicja mnie nie myliła. Może to posmak znajomego motywu z Za zamkniętymi drzwiami, a może Na skraju załamania nie miało na celu zaskoczyć czytelnika wyszukaną puentą. Mimo że spędziłam przyjemny czas na słuchaniu audiobooka, to byłam zła na autorkę, że nie wysiliła się, by jakoś ubarwić zakończenie. Wystarczyłby jeden zmyślny manewr, naprawdę. Trochę szkoda.

Wg mojej skali 4/5

Na skraju załamania
B. A. Paris
audiobook
Wydawnictwo Albatros
Rok wyd. 2018
czyta: Ewa Abart
długość: 8 godz. 53 min.

26.03.2018

O tym można rozmawiać tylko z królikami

"Tak dobrze mi szło mówienie nie,
że zapomniałem, jak się mówi tak."

Może to prawda. Może o tym można rozmawiać tylko z królikami? Szczególnie, gdy jesteśmy w wieku, kiedy wszystko wokół tak bardzo napiera, a my zamiast mówić światu odważne "tak", mówimy "nie", choć najbardziej to chcielibyśmy skryć się w jakiejś króliczej norze i dygotać ze strachu. Królik z mądrej, ale też mrocznej, ponurej i niełatwej w odbiorze książki Anny Höglund — to typowy wrażliwiec, który "za dobrze słyszy", a może nawet "za dużo widzi, zbyt mocno czuje", tak jak w bliskiej mi piosence Edyty Bartosiewicz. Te królicze nastroje (wyobcowanie, niepokój, przerażenie światem, nieokreślony smutek) właściwe wieku nastoletniemu, mogły (ale i wciąż mogą) dotyczyć również nas. Wielu młodych, dojrzewających ludzi przypomina takiego królika — bywają płochliwi, niepewni siebie, zbyt silnie odbierający rzeczywistość ("Czy ona myśli, że to przyjemne, kiedy łzy palą pod powiekami tylko dlatego, że jakiś bileter jest nieuprzejmy?"), pasywni, nadwrażliwi; nie do końca wiedzą jeszcze, czym jest bliskość i w jakich sytuacjach mogą czuć się dobrze. Bywają tacy, którzy stronią od innych, mimo że bardzo ich potrzebują ("Właściwie lubię innych ludzi. Ale potrzebuję być sam, żeby się nie rozpłynąć"). W tak trudnym okresie, jakim jest dojrzewanie, młodzi często czują się nierozumiani przez otoczenie i niechętni do podjęcia dialogu, dlatego książka Anny Höglund wydaje się "trafiać w punkt".

Wyjątkowy picturebook O tym można rozmawiać tylko z królikami, adresowany głównie do młodzieży, pokazuje, że wokół jest wielu zagubionych, wrażliwych nastolatków i nikt nie musi czuć się dziwolągiem tylko z tego względu, że wydaje mu się, jakoby był inny niż reszta osób w jego wieku. To pozycja, po którą młodzież powinna sięgnąć bez żadnego wstydu, nawet jeśli z pozoru niczym nie różni się od książki obrazkowej dla dzieci (ciekawa, oryginalna wycinanka na pewno zwraca uwagę, chociaż nie wiem, czy jest dołączona do każdej książki). Ilustracje Anny Höglund są niepokojące, groźne, dziwne. Królik nie jest milutkim, pociesznym zwierzątkiem (do tego ma ludzkich rodziców, co trochę przeraża; mi kojarzy się też z Inland Empire Davida Lyncha). Jest niekształtny, niekiedy ciut straszny, odpychający, często smutny, poprzez co wzbudza w odbiorcy ambiwalentne odczucia. W rezultacie jednak rozumiemy tego niepasującego do świata długouchego. Mimo że tekst książki bywa chaotyczny i niespójny, nie jest ani trochę infantylny. A całość, nawet jeśli niełatwa w odbiorze, bo bolesna, prawdziwa, gryząca, jest przede wszystkim pokrzepiająca i bardzo wzrusza — szczególnie te nasze delikatne królicze dusze, które wciąż (może niepotrzebnie) staramy się ukrywać przed światem. 












Wg mojej skali 5/5

O tym można rozmawiać tylko z królikami
Anna Höglund
Wydawnictwo Zamakarki
Rok wyd. 2018
s. 60


19.03.2018

2010: Odyseja kosmiczna | audiobook

Podtytuł tej mojej dzisiejszej recenzji nie-recenzji powinien brzmieć: "jak zacząć od końca". Pierwotnie planowałam zacząć... od początku, czyli od 2001: Odysei kosmicznej, ale uznałam, że skoro tak dobrze znam filmową adaptację książki Arthura C. Clarke'a w reżyserii Stanleya Kubricka, to mogę pójść krok dalej. Niestety na nic mi się to zdało, bo po rewelacyjnym słuchowisku audioteki pt. 2010: Odyseja kosmiczna wiem już, że i tak muszę wrócić do części pierwszej. O, na pewno nie odpuszczę sobie drugiej takiej uczty wrażeń i dźwięków!

Głosy znakomitych lektorów, cała ta kosmiczna fonia działająca na wyobraźnię, muzyka, która niepokoi, przeszywa na wskroś, dudni w głowie jeszcze długo po wyłączeniu słuchowiska. Oto jak dźwiękiem i słowem można oddać monumentalność wszechświata, kosmiczną pełnię, zjawiska wymykające się rozumowi, a równocześnie tak wielką człowieczą żałość i pustkę. Człowiek w 2010: Odysei, jego ziemskie życie, relacje między nim a otoczeniem, czy nawet kosmiczne eskapady okazują się być tłem wydarzeń większego kalibru. To nie człowiek, mimo swojej wiedzy i ogólnej sprawczości, rozdaje karty. W kosmosie jest coś więcej, coś, co przenika wszelkie struktury, czai się w mrocznej przestrzeni. W tej części Odysei podglądamy grupę astronautów i naukowców zmierzających w pobliże Jowisza, aby zbadać niepowodzenie misji załogi ze stacji kosmicznej Discovery. Przybyłym udaje się ponownie uruchomić HALa, komputer pokładowy obdarzony sztuczną inteligencją. Natrafiają jednak na nieoczekiwane niespodzianki.

Może z powodu obawy, że uleci ze mnie to początkowe, niepowtarzalne wrażenie pozostawione przez pierwsze słuchowisko, z jakim miałam do czynienia, postanowiłam nie trzymać się chronologii i od razu napisać o drugiej części z cyklu powieści science-fiction Arthura C. Clarke'a. Myślę, że nie zaburzy to nikomu odbioru, ani nie zniechęci do wysłuchania 2001: Odysei. Wy możecie do woli trzymać się chronologii, czy to w audio, czy na papierze, ale proszę, skosztujcie chociaż fragmentu tej niezwykłej superprodukcji. Krystyna Czubówna nadała jej obłędnego klimatu  na myśl przychodzą mi takie określenia jak: przygasły, sterylny, stalowy, apatycznie złowieszczy. Ciekawostką jest użyczenie głosu HALowi przez Roberta Jarocińskiego (znanego z trylogii z Szackim, od której zaczęła się moja przygoda z audiobookami). Rozpisuję się na temat słuchowiska, a tak naprawdę to geniusz Clarke'a sprawił, że Odyseje są tak przyciągające, hipnotyzujące, wpisane w klasykę rasowego sci-fi. Polecam w każdym wydaniu. 

Wg mojej skali 5/5

2010: Odyseja kosmiczna
Arthur C. Clarke
audiobook
Wydawca Audioteka
słuchowisko
długość: 7 godz. 55 min. 

Wcześniej na blogu:

    https://3.bp.blogspot.com/-eUucF-0mkxo/Wo7C1q7i-1I/AAAAAAAAOz0/0-6ipjyIwdUh1cpkPCEOiur1cT-rzBWgwCLcBGAs/s200/532922-352x500.jpg    

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2018

2018 Reading Challenge

2018 Reading Challenge
Luka has read 0 books toward her goal of 60 books.
hide

Obsługiwane przez usługę Blogger.