27.02.2015

Przestrzenie grozy odc. 5



"Powierzchnia bajora nadal pochłania światło, a to coś w dole cały czas czeka, miotając się w swym głodzie, istota złożona wyłącznie z pragnień, jak za życia, tak i po śmierci". Pod wodą w stawie Baala słychać nienaturalny szelest podwodnych liści. Woda jest tak zielona, że nie widać zanurzonych czubków palców. Właśnie w to miejsce zaciągnęła go jego dziewczyna i to tutaj smakowali wzajem swoich ust i młodości, która często bywa synonimem odwagi. Odwagi, która pcha w mroczne odmęty stawu. I potem puszczasz czyjąś ciepłą, bezpieczną dłoń, aby zanurzyć się w nęcącej czerni wodnego świata. Dziewczyna wskoczyła do wody. Ciemna zieleń wchłonęła jej młode, jasne ciało i już nie wypuściła, a on nie wiedział, czy za nią wołać, czy skoczyć; czy woda porwie go, czy odda ciało ukochanej. W końcu skoczył i zanurzył się aż po samo dno. Widział potworne rzeczy. Widział zielone pnącza, które oplotły ciało dziewczyny. Widział dziwną chatkę leżącą na dnia stawu, i gdy pnącza przeobraziły się w przerażającą, starą istotę, stracił nadzieję, że uratuje jeszcze swoją Catherine. Brakowało mu tchu, a potwór był nienasycony.

To krótkie opowiadanie Johna Connolly'ego pt. Głęboka, ciemna zieleń [1], to doskonałe preludium do tego, co chcę Wam za chwilę napisać. Wodna istota, starucha ze stawu żyjąca w chacie pod wodą, spija z ust topiącej się dziewczyny młodość i ostatnie tchnienie życia. A wszystko to w ciemnej, głębokiej zieleni stawu Baala. Kim była ta wodna zabójczyni? Okrutną rusałką, starą babą wodną? Topielicą? Po co były jej te niewinne młode istnienia? Connolly uznawany za następcę M. R. Jamesa, czy H. P. Lovecrafta, tutaj nie do końca ujawnił swój rzekomy talent. Opowiadanie jest proste, dość mroczne, ale jednak brakuje mu tej wiekowości, choć stylistyką naśladuje dzieła mistrzów klasycznego horroru. Jednak sam tekst czyta się dobrze, a historia inspiruje do zagłębienia się w stare podania i legendy o wodnych duchach, które żywo zasilały szereg najbardziej tajemniczych mitologicznych demonów.

Tym razem nie będzie filmu, a niesamowita rosyjska animacja Alexandre Petrova pt. Γοργόνα (Rusalka).
Mroczny klimat, niepokojąca atmosfera. Zderzenie konserwatywnej wiary z tajemnymi, niejasnymi siłami i pokusami, które ujawniają się pod postacią rusałki. Zwróćcie uwagę na niesamowitą akustykę i płynięcie barw. Warto poświęcić te 10 minut, naprawdę!


"Siła magiczna emanująca ze szmeru i toczenia się strumienia, z tafli jeziora, czy fali morskiej, wywoływała uczucia złożone z obawy i fascynacji..."[2] W folklorze słowiańskim woda miała charakter oczyszczający i uzdrawiający. Wprawdzie zmywała z człowieka złe moce, to wymagała jednak odpowiedniej ofiary (tzw. "karmienie żywiołu"). Do wody składano chleb, sól, kury, a także jagnięta [3]. A skoro woda dla dawnych Słowian była tak istotnym żywiołem, budzącym jednak pewien respekt, nie mogła pozostać... pusta. Coś musiało czaić się pod gładką taflą jeziora, czyhać u źródeł leśnego potoku, przepływać między bosymi stopami bawiących się przy brzegu dzieci i chwytać je za palce! Coś musiało przyciągać spojrzenia młodzieńców i wciągać ich za ręce do wody. Bowiem woda nęciła, niepokoiła swoją głębią i nieprzeniknionością, swoim nieokiełznaniem, a przede wszystkim straszyła duszami ofiar, którym przyszło skończyć życie w jej okrutnych i nieprzebłaganych ramionach. Dlatego zaczęto podejrzewać, że skrywa woda istnienie demonicznych stworzeń. W jej szumie nasłuchiwało się syreniego śpiewu lub cichego nucenia starego wodnika. Tak powstała barwna i niepokojąca mitologia wodnych strachów.

W mitologii germańskiej istniały Niksy, demoniczne wodne stwory (pierwotna nazwa określa je jeszcze jako "nocne"), znane Germanom, Skandynawom i Anglosasom. Jeziorne, rzeczne lub morskie potwory, olbrzymy, byty wodne występujące w postaci zarówno żeńskiej, jak i męskiej. Niksy żeńskie od pasa w dół miały rybi ogon, lecz od pasa w górę przypominały kobietę (stąd skojarzenie z klasycznymi syrenami). Męskie niksy obierały wygląd bardziej zwierzęcy niż ludzki. Spotykano niksy o końskich kształtach (zwane wtedy rzecznymi końmi). Niebezpieczne dla człowieka, wabiły swoje ofiary grą na skrzypcach, aby w rezultacie wciągnąć je do wody i utopić. Żeńskie niksy czyhały szczególnie na młodych mężczyzn, ale porywały również dzieci. Aby zabić takiego niksa (lub niksę) należało wypowiedzieć jej prawdziwe imię. Nie wszystkie jednak niksy były złe. Zdarzały się te dobrze nastawione do ludzi, pomagające im w życiu codziennym i zabawiające swoim pięknym graniem [4].

W ludowych wierzeniach Słowian najbardziej charakterystycznymi wodnymi istotami były rusałki, wodniki, utopce, syreny, ćmuchy, bogunki, czy też baby wodne. Stworzenia te zamieszkiwały szuwary, jeziora, potoki, bagna i leśne źródła. Podczas gdy rusałki i bogunki przybierały postać pięknych i zmysłowych dziewcząt, które z łatwością wabiły w wodne odmęty zauroczonych nimi nieszczęśników, to ich podstarzała wersja — stare i brzydkie baby wodne zamieszkałe nad brzegiem jezior i rzek, z nikłym powodzeniem kusiły młodzieńców do wejścia do wody. Wodniki oraz utopce siłą wciągały swoje ofiary do jezior i stawów (utopce nawet do studni). Z kolei ćmuchy bały się ludzi i raczej unikały towarzystwa. Jednak wszystkie te wodne stwory wykazywały pewne niecne zamiary wobec ludzi i zwierząt. Zwykle było to ich... topienie [5].

Według mitologii wschodniosłowiańskiej, nie wszystkie rusałki zamieszkiwały zbiorniki wodne. Od wiosny do jesieni pojawiały się w lasach lub na polach, dopiero zimą opanowywały jeziora i rzeki. Młode, nagie, piękne, z długimi zielonymi włosami... Istoty demoniczne i bardzo groźne dla tych, którzy mieli z nimi do czynienia. Rusałką stawała się zwykle dziewczyna, która utonęła [6].

Z kolei o topielcach bardzo ciekawie pisze Bohdan Baranowski w rozdziale Wodny świat topielców i rusałek. Podaje nawet stare dane statystyczne z terenów niektórych województw, dotyczące rodowodu demonów wodnych. Większość badanych za demony wodne uznawało dusze ludzi, którzy popełnili samobójstwo poprzez właśnie utopienie się. Przytacza również bardzo realistyczne opisy topielców. Pisze o wodorostach wplecionych we włosy, sinym, zielonkawym ciele i wybałuszonych oczach [7].

Kilka obrazków rusałek, wodników itd. z rosyjskiej mitologii.
Fragment książki B. Baranowskiego: "Wodny świat topielców i rusałek"




[1] John Connolly, Głęboka, ciemna zieleń, [w:] John Connolly, Nokturny, C&T, Toruń 2004.
[2] Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006.
[3] Zob. tamże.
[4] Zob. Artur Szrejter, Bestiariusz germański. Potwory, olbrzymy i święte zwierzęta, Maszoperia Literacka, Gdańsk 2012.
[5] Zob. Paweł Zych, Witold Vargas, Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, BOSZ, Olszanica 2012.
[6] Zob. Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Rebis, Poznań 2007. 
[7] Zob. Bohdan Baranowski, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1981. 
     

Baba wodna
obrazek pochodzi z książki Bestiariusz słowiański

 Przestrzenie grozy odc. 1, odc. 2, odc. 3, odc. 4

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.