28.02.2015

Wędrowny sokół


"— Co to ma znaczyć, Dawo Chanie, że podobno zamykają granice? (...)
Sądzisz, że coś w tym jest?

— Chyba nie. To przecież niewykonalne. Jakby ktoś próbował powstrzymać wędrówkę ptaków, albo szarańczy."

Opowiem Wam bajkę o Tor Bazie — tak mógłby zacząć swoją opowieść Jamil Ahmad. Wędrownym Sokole, którego stopy prowadziły przez surowe obszary Afganistanu, Pakistanu i Iranu. O tym, który kiedyś uniknął śmierci. I gdyby tak rzeczywiście zaczął swoją opowieść Jamil Ahmad, największy pakistański pisarz, który zmarł niecały rok temu, byłaby to baśń o Tor Bazie. Jedna z rodzaju tych z tysiąca i jednej nocy. Baśń o nieznanego pochodzenia handlarzu, szpiegu, przewodniku. Ubranym na czarno tajemniczym mężczyźnie, którego skrywa cień. Ale prawda jest trochę inna. W Wędrownym Sokole Wędrownego Sokoła niemal nie widać. Skrada się między przypowieściami, przemyka u stóp Beludżów, Bettanów; nie znajdziesz go jednak wśród tych, których zwą "wędrujący pieszo". Nie jest zatem koczownikiem, o których tak dużo pisze Ahmad. Nie jest Afridi. To nawet nie jest historia bezpośrednio o nim.

Ale tak naprawdę to właśnie Tor Baz jest spoiwem wszystkich opowieści, które Jamil Ahmad niespiesznie snuje, być może zaciągając się sziszą i patrząc w pustynne gwiazdy. Na kartach jego książki niemal czuć zapach zwierząt i traw, ostrość ziarenek piasku wciskających się w pory skóry i oblepiający oczy ziemisty brud. Dźwięczą koczownicze ozdoby, lustrzane błyskotki, które wkrótce będą musieli zdjąć, by nikt ich nie rozpoznał na trasie. Kobiety wieszają dziecięce kołyski na gałęziach drzew. Mężczyźni zbierają się w koło i rozprawiają. Słychać dźwięk bębnów, a z ust nie ulatuje smak mocnej herbaty. Szalony mułła zabija małego chłopca, a zakaz koczowniczego trybu życia, który uniemożliwia powindahom nieskrępowane przemieszczanie po rozległych krainach, uprawomocnia się, choć nie wszyscy mają zamiar się do niego stosować. Tor Baz jest synem dwójki uciekinierów, których przygarnęli żołnierze patrolujący posterunek przygraniczny. Niestety okrutny los odnalazł ich na tym niewdzięcznym odludziu. Ocalił jednak małego chłopca, który odtąd zmierzał tam, dokąd zabierali go przypadkowi ludzie. Sam o sobie mówi, że nie zna własnego pochodzenia. Nie wiadomo, w co wierzy i jakie ma cele. Wydaje się być jednak pogodzonym z losem i szukającym życia wśród tych, z pozoru nieprzyjaznych ziem.

Ta nieco baśniowa, magiczna opowieść pakistańskiego pisarza, celnie trafiła w moje serce. Tylko kiedy? Jak? Dlaczego? Od wieków nie czytam podobnych powieści, a ta mnie otumaniła! Może pakistańscy pisarze mają moc hipnotyzowania słowem pisanym, może książka zanadto przesiąkła dymem irańskich kadzideł, może porwie mnie zaraz wysoki jegomość w turbanie (taki Tor Baz) i zabierze na rozległe stepy (dobra, wiem, że nie!). Jestem pod wrażeniem i urokiem Wędrownego Sokoła. Początkowo myślałam, że to zwykły reportaż oparty na doświadczeniach samego Ahmada. Po części miałam rację, bo historia rzeczywiście opiera się na jego prawdziwych przeżyciach, lecz z pewnością nie jest to klasyczny reportaż. Rozdziały przypominają raczej przypowiastki, historyjki, bajania, które z kolei doskonale oddają realia koczowniczego życia. Pokazują ile dla tamtych ludzi znaczyła duma, przynależność do plemienia i akceptacja jego sztywnych zasad. Mnie uderzyła przede wszystkim ta potrzeba wolności. Jedyną rzeczą, jakiej najbardziej w życiu pragnęli "wędrujący pieszo", była nieograniczona niczym przestrzeń... Cóż, zaczyna mnie już bawić ta moja podejrzana egzaltacja. Cudowna książka i tyle.

Wg mojej skali: 4,5/5

Wędrowny sokół
Jamil Ahmad
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2015
s. 152



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
104 KSIĄŻKI (13)

Wcześniej na blogu:

      https://2.bp.blogspot.com/-2HBII7pcRaY/WgGBRSdUqHI/AAAAAAAAOZs/Gn5WyXti-hUZR3u-DHVhFikLdjVk2E56gCLcBGAs/s200/540343-352x500.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.