25.07.2017

Zawsze ktoś patrzy

Nadal istnieją ludzie, którzy czują się tak bezpiecznie, 
że odsłaniają okna i zapalają światła po zachodzie słońca. 
Nie wiedzą, że ktoś prawdopodobnie ich obserwuje."

Ona też ich obserwowała. Nieustannie. Taką miała pracę. Nawet teraz, przyczaiwszy się w krzakach przeciętnego osiedla Miami, wyciągnęła z torebki niewielką lornetkę, nieodłączny element jej roboczego wyposażenia. Lornetka, jak i czarne maskujące ubranie, dzięki któremu nikt jej nie zobaczy. Było już wystarczająco ciemno i mogła zacząć pracować. Ciemno na tyle, żeby nikt jej nie dostrzegł („zawsze ktoś patrzy”), ale i nie pomógł, gdy obcy mężczyzna, pachnący mentolową płukanką do ust, zajdzie ją od tyłu i zaatakuje.

„Every breath you take and every move you make. Every bond you break, every step you take, I’ll be watching you” śpiewam za The Police przywołując w głowie obraz z pierwszego epizodu Cat’s Eye, filmowej adaptacji opowiadań Stephena Kinga. Z początku byłam przekonana, że w najnowszej książce Joy Fielding to jej główna bohaterka Bailey Carpenter stanie się ofiarą jakiegoś psychopatycznego obserwatoraprześladowcy. Okazało się jednak, że młoda pani detektyw, pracująca dla prestiżowej kancelarii prawniczej, sama śledzi innych. Na zlecenie. Dopóki nie zostaje zgwałcona podczas jednej z akcji. Tego wieczoru nikt nie wygląda przez okno. Nikt nie widzi kobiety z lornetką ukrywającej się w krzakach, ani jej gwałciciela („Ale ja nie zniknęłam. Ktoś mnie zobaczył. Ktoś na mnie patrzył. Zawsze ktoś patrzy”). Policja ma niewielkie pole manewru, zaś Bailey — kiepsko radząca sobie z traumą, oskarża każdego podejrzanego mężczyznę. Na przykład faceta z apartamentowca naprzeciwko, którego obserwuje przez lornetkę.

Wiem, że to niełatwe, ale proszę sobie przypomnieć te krzaki. Czy oficer Marx naprawdę jest tak naiwna, myślę teraz. Nie wie, że pozostanę w tych krzakach do końca życia”. Zawsze ktoś patrzy to przede wszystkim psychologiczne studium zgwałconej kobiety, która nie mogąc powrócić do normalnego życia („Byłam skomplikowana, niejednoznaczna. A potem zostałam zgwałcona”) ma wrażenie, że postradała zmysły. Zawsze ktoś patrzy to również thriller, który trzyma w napięciu i przyciąga uwagę swoją niedosłownością, przerzucając środek ciężkości z wątku na wątek, z osoby na osobę. W książce Fielding nie do końca chodzi o umyślną obserwację, o śledzenie ofiary lub zwykłe sąsiedzkie podglądactwo, lecz o pewną ironię losu. Bo właśnie w tych właściwych, wyjątkowo istotnych momentach — nikt nie patrzy. Nie ma żadnego postronnego obserwatora, nie ma świadków. Nikt nie odpowiada na krzyk. Tymczasem ludzie nie gaszą świateł przekonani, że w swoich domach-twierdzach są bezpieczni, nietykalni. Że ci wszyscy, których spotykają codziennie w swoim najbliższym otoczeniu, to osoby godne zaufania.

Po nieudanych (moim zdaniem) Morderstwach nad Shadow Creek Fielding wraca na stare, dobre tory. Emocjonująca narracja zapiera dech w  piersiach. Traumatyczne przeżycia, rozczarowania, strach. Ale i skomplikowane rodzinne relacje, nieudany romans, zadry z przeszłości. Upalne Miami, luksusowe apartamentowce, ciche osiedla i sklepowe wystawy. Lubię ten amerykański klimat thrillerów Fielding. Doceniam to, że autorka nie poprzestaje na zwykłej kryminalnej historii, a koncentruje na jej warstwie psychologicznej.

Wg mojej skali 4,5/5

Zawsze ktoś patrzy
Joy Fielding
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wyd. 336
s. 2016

 

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.