21.04.2016

Morderstwa nad Shadow Creek

"Z przerażeniem patrzyła na strumień krwi,
który trysnął z rany imponująco szerokim łukiem. 
Pięćdziesiąt wspólnych lat, pomyślała. Taki szmat czasu."

UWAGA! Poniższy tekst pierwotnie ukazał się na stronie portalu Carpe Noctem.

Albo mam przekłamane wspomnienia – jednak minęło sporo czasu, kiedy ostatnio czytałam coś, co wyszło spod pióra Joy Fielding, i mogę być zwyczajnie nieobiektywna – albo poziom jej pióra znacząco spadł. Sięgając po książki Joy nigdy nie spodziewałam się trafić na coś przesadnie wybitnego (i w sumie o to chodziło), ale miałam jako taką pewność, że przeczytam porządnie napisaną, intrygującą historię; do tego mocno psychologiczną i naturalnie — kryminalną. W pajęczej sieci, Szepty i kłamstwa to były książki na miarę Joy i żeby nie psuć sobie smaku, powinnam chyba pozostać w swojej młodzieńczej, idealistycznej wizji tamtej lekkiej, kryminalnej i naprawdę niezłej literatury. Moja awersja do kobiet piszących kryminały swojego czasu kończyła się właśnie na Joy. Dlaczego zatem teraz (właśnie teraz!) stało się coś, co sprawiło, że mój mały ideał sięgnął bruku? Mam wrażenie, że Morderstw nad Shadow Creek nie napisała Joy Fielding. A nawet bardzo bym sobie tego życzyła. Bardzo.

Zostawmy jednak to moje osobiste rozczarowanie na boku. Dostajemy nową książkę z sugestywnym tytułem i niezłą okładką. Jeśli nazwisko autorki nic nam nie mówi, to nawet lepiej — zawsze to jakieś świeższe, bezstronne podejście. Kolejna rzecz dotyczy pytania: czego spodziewamy się po takiej książce? Tajemniczych morderstw (bo tytuł)? Kryminalnej zagadki? Niczego takiego tutaj nie dostaniemy. Wszystko stanie się jasne już w prologu. Okazuje się bowiem, że autorka tym razem nie postawiła na tajemniczość, lecz na… obyczajowość. Na najzwyklejszą, prostą obyczajowość wciśniętą w kryminalne ramy. Można upierać się przy silnie psychologicznej stronie Morderstw. Dla mnie cała ta psychologia, tak charakterystyczna dla wcześniejszych książek Fielding, tutaj zupełnie nie zadziałała. Jest płytko, naiwnie i tandetnie. Ale chyba znajdę lepsze słowo, aby tak bardzo nie pogrążać autorki. Jest… wakacyjnie. Ot, dobra propozycja na urlop, gdy przychodzi ochota na coś mniej wymagającego. Dodatkowo sama sceneria w książce jest zdecydowanie urlopowa.

A co do treści… Był to dość przypadkowy, nieplanowany wyjazd. I nieszczególnie przyjemny. Przynajmniej dla Val. Jej córka Brianne wraz z ojcem i jego nową narzeczoną Jennifer mieli wybrać się w góry. Tymczasem to ona znalazła się w aucie z parą przyjaciół, Brianne i znienawidzoną Jennifer w drodze do Adirondack, bo jej niebawem były mąż nie mógł wyrwać się z pracy. Żadne z nich nie było zadowolone z towarzystwa i przymusowego nocowania w jednym pokoju hotelowym, a później na kempingu. Chociaż słyszeli o parze morderców, którzy nie tak dawno napadli na dwójkę staruszków w ich własnym domu i zamordowali w brutalny sposób, nie zaprzątało to głów wycieczkowiczów. Dopiero, gdy zaginęła Brianne, zaczęło się robić dość niebezpiecznie. Nie na tyle jednak niebezpiecznie, by nazwać Morderstwa nad Shadow Creek mocnym, trzymającym w napięciu thrillerem. Albo thrillerem w ogóle.

Książkę Fielding mogę spokojnie zaproponować jako dobrą, mało wymagającą rozrywkę na lato, na majowy weekend, albo najlepiej na kilka chwil przed snem. Nie wymaga przesadnego skupienia, nie męczy, w sumie nawet nie nudzi, bo akcja płynie szybko i nie zostawia po sobie miejsca na ewentualne przemyślenia. Tu nie ma nad czym myśleć, nie trzeba zagłębiać się w meandry psychiki bohaterów, nawet nie bardzo jest się czego bać, choć pewnie co strachliwsi znajdą w niej elementy grozy (ciemna noc, kemping, rwący deszcz). Dla mnie nic tutaj nie przypominało starej dobrej Joy Fielding, do której przywykłam. Dlatego, jako pierwszej książki autorki – nie polecę. Polecę jako lekką lekturę na urlop, szczególnie dla kobiet lubiących obyczajówki z kryminalną otoczką (ale nie za szeroką). Tyle w temacie nieudanych powrotów.

Wg mojej skali 3/5

Morderstwa nad Shadow Creek
Joy Fielding
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wyd. 2016
s. 352


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(19)
     

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.