24.07.2017

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?

 „Ale najgorsze były uderzenia w głowę. 
Tak jakby chciała dostać się do środka”

„Pobiję ją, a potem spalę” —  mówił jeden z wychowanków. W Ośrodku Sióstr Boromeuszek w Zabrzu lśniły podłogi. Dziewczynki miały zaplecione warkocze, chłopcy czyste ubrania. Ówczesna dyrektor siostra Bernadetta sprawiała wrażenie osoby opanowanej i w zupełności poświęconej swojej misji (pomocy potrzebującym). Odznaczona medalem św. Kamila budziła szacunek wśród zabrzan. Nikt nie przypuszczał, że pod dachem jej sierocińca, a tym bardziej z jej polecenia, rozgrywa się prawdziwy horror.

O sierocińcu mówi się jako o wylęgarni morderców, pedofilów, osób na zawsze naznaczonych piętnem przemocy. Trafiały tam dzieci z patologicznych rodzin, często upośledzone. Nie czekała na nie żadna profesjonalna pomoc medyczna, ani opieka psychologa. Przeciwnie — były bite, nieustannie karane i wykorzystywane seksualnie przez innych wychowanków. Siostry krzyczały, biły warzęchą, kijami, kluczami, czymkolwiek, co miały pod ręką. Znęcały się, wyśmiewały, zamykały w pokojach, nie pozwalając przez długie godziny korzystać z toalety. Dzieci myły się raz w tygodniu, tyle samo razy zmieniały bieliznę. Jeśli któryś z chłopców zmoczył w nocy prześcieradło, wachlował nim tak długo aż wyschło.

„Siostra Monika trenowała boks na dziewczynkach.
Potrafiła najpierw pobić kilkuletnią wychowankę,
a potem podnieść ją do góry i rzucić o stół”.

 „Wcześniej prowadziłam sprawy zabójców, pedofilów, ale nawet oni odczuwali jakieś wyrzuty sumienia. A siostry były zupełnie zaskoczone naszą interwencją” to ostatnie Kopińska usłyszała od prokurator Joanny Smorczewskiej, żywo zaangażowanej w sprawę Ośrodka. Jednak to molestowania, których dopuszczały się dzieci, starsi wychowankowie na młodszych, a potem ci młodsi na kolejnych  molestowania, które stały się codziennością i przestały być molestowaniami, a przerodziły w przyjemność, wzbudzają najwięcej emocji i budzą największy bunt. Siostry wyzywały chłopców od pedałów, a potem zamykały ich w jednej celi. Zamykały oczy, zaciskały pięści. Wymierzały razy. Tak było od lat.

„To atak na Kościół!” krzyczała siostra Bernadetta, prywatnie Agnieszka F., która w 2014 roku została skazana na 2 lata więzienia za dopuszczanie się i nagabywanie do przemocy, a także zezwalanie na akty pedofilii wśród wychowanków Ośrodka Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Justyna Kopińska przeszukuje masę zeznań, odtwarza dialogi, dzwoni do osób powiązanych ze sprawą i kontaktuje z byłymi wychowankami. Niekiedy zmienia im imiona. Jeden z nich po wyjściu z Ośrodka został skazany za morderstwo nieletniego chłopca. Byli podopieczni Boromeuszek po doświadczeniach wyniesionych z dzieciństwa wciąż dopuszczają się aktów homoseksualnych. Nie są przygotowani do normalnego życia. Ich psychika została na zawsze spaczona; normy, jakie panowały w sierocińcu nie pokrywają się z normami panującymi w świecie za murami. Jednak to nie tym dzieciom, które w dniu procesu płakały na sali sądowej (ze wstydu, z przerażenia, ze strachu, że wrócą do sióstr i oberwą za nieprzychylne zeznania), dawano z początku wiarę. Założenie, że zakonnice są dobre i nie mogłyby nikogo świadomie skrzywdzić, zgubiło wielu zainteresowanych ówczesną sytuacją w Ośrodku. Jeszcze do tej pory siostry Boromeuszki z innych miast nie dowierzają w prawdziwość oskarżeń, a wiele z nich nie chce się na ten temat w ogóle wypowiadać.

Kopińska nie pozwala, by sprawa została zatuszowana, a społeczeństwo uwierzyło w niewinność katolickiej zakonnicy tylko dlatego, że stoi za nią autorytet. Reporterka drąży, mocno rozdrapując rany. Przytacza poruszające relacje dzieci, powtarza je w książce wielokrotnie, jakby chciała, by czytelnik przypadkiem nie stracił ostrości spojrzenia. Z drugiej strony próbuje zrozumieć, jak w ogóle mogło dojść do tak potwornych wydarzeń w katolickiej instytucji. Rozmawia z psychologiem, socjologiem, z zakonnicami. Doskonale trafia w sedna, chowając się za rzetelną, bezosobową narracją. Ze stron jej reportażu przebijają się sumienność, konsekwencja oraz duże zaangażowanie. Jedynym mankamentem wydają mi się tylko te powtórzenia przytaczanych wcześniej zeznań (jakby już wtedy nie wbiły się wystarczająco do głowy!). Poza tym książka jest prawdziwie wstrząsająca i nie widzę  przesady w stwierdzeniu Pawła Moczydłowskiego, że nie wszyscy będą w stanie ją przeczytać.

Wg mojej skali 4,5/5

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? 
Justyna Kopińska 
Wydawnictwo Świat Książki 
Rok wyd. 2014 
s. 240

 

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.