31.03.2017

Batalista

„Dlatego kadrował ten czasownik jest równie dobry
jak każdy inny linie proste i kąty z wyjątkową surowością,  
w nieco kubistycznej manierze, nadając ludziom i przedmiotom 
kontury niemożliwe do przekroczenia.”

Gdy jakiś czas temu przeczytałam opowiadanie Andrzeja Brychta pt. Zmienna ogniskowa, pomyślałam, że w dobrej prozie tematyka fotografii jest niemal niespotykana. I nie chodzi mi tu wcale o wzmianki, których czasem sporo, czy o to, że jeden z bohaterów jest fotografem, albo o książki, które o fotografii traktują z założenia (jak np. Na początku był negatyw Agnieszki Osieckiej choć to już nie tyle proza, co wspominanie). Myślę raczej o nieco specjalistycznym podejściu w zupełnie niespecjalistycznej literaturze. Albo o odczuwaniu fotografii komparatywnym z odczuwaniem świata. A potem natknęłam się na Historię światła i na Batalistę, który wcale nie skojarzyłby mi się z fotografią (batalista malarz tworzący obrazy o tematyce wojennej, jak głosi słownik), gdyby nie okładka nowego wydania Znaku z roku 2013, którą zamieszczam w stopce.

„Pewnego dnia podniesiesz aparat do twarzy 
i w obiektywie będziesz widział tylko linie, formy i kosmiczne prawa. 
Mam nadzieję, że w tym momencie mnie już nie będzie przy tobie, 
bo staniesz się nieznośny, kompletnie autystyczny, 
jak łucznik zen wykonujący pustymi rękami ruchy w powietrzu.”

Bo Batalista jest o fotografii i jest o malarstwie, o zatrzymywaniu makabry na cienkim materiale negatywu, jak i na ścianie wysokiej wieży, do której trudno dotrzeć. Ale przede wszystkim jest o patrzeniu przez obiektyw na sprawy zupełnie nieobiektywne, na sprawy straszne. Jest o zmianie, którą niekiedy wywołuje pojedyncze naciśnięcie spustu migawki zmianie w życiu człowieka sfotografowanego i zmianie w umyśle fotografa. Batalista umiejętnie, choć subtelnie grzmi na bezmyślność, bezczelność i brak wyobraźni wśród rzeszy fotografów, którzy zatracili poczucie taktownych granic między zimnym szkłem obiektywu a rozdartym ludzkim sercem. Pokazuje jakie konsekwencje może nieść przypadkowo uchwycony kadr kadr znakomity i równocześnie kadr śmiertelny.

„Proszę mi powiedzieć, panie Faulques, 
czy przeżycie grozy zaciera ostrość obiektywu?” 

Arturo Pérez-Reverte dość prostym, melodyjnym i uspokajającym językiem pisze o dramacie wojny na Bałkanach (w byłej Jugosławii), o ludzkim okrucieństwie, stracie i o rozliczaniu się z przeszłością. Faulques, były fotograf wojenny, próbuje wtłoczyć ciężar wspomnień w ścianę wieży, na której to ścianie maluje swój obraz. Ivo Marković chce zemścić się za jedno zdjęcie, które niegdyś przyniosło sławę Faulques. W tym celu wspina się na wieżę, aby zabić malarza. Zanim jednak to zrobi, chce zrozumieć. Podczas ich rozmów powstaje zupełnie nieprzewidywalny, nowy obraz zderzenie dwóch światów. Świata zza obiektywu, w jakim czynnie uczestniczył Chorwat, a tego skrytego za obiektywem, w przerażonych oczach batalisty. Tragizm obu tych światów jest nieporównywalny, choć zarówno Chorwat, jak i batalista odczuwają przewagę nad przeciwnikiem, nawet jeśli jest to tylko przewaga nieszczęścia. 

„Nie można sfotografować zagrożenia albo winy. 
Dźwięku, z jakim kula rozbija czaszkę.”

Wiele chciałoby się napisać o Bataliście. Może nawet więcej niż potrzeba. Malarstwo batalistyczne, podejście do fotografii, przerwana miłość, ustawianie odpowiednich parametrów w aparacie, krucha powierzchnia człowieczeństwa, którą roztrzaskuje dociśnięty spust migawki. Ciekawa jestem, czy niefotografujący czytelnik odebrałby Batalistę podobnie jak ja, czytelnik fotografujący. Chętniej jednak poleciłabym książkę moim znajomym fotografom i stępiła te ich wyostrzone spojrzenia. Tak na chwilę.

Wg mojej skali 4,5/5 

Batalista
Arturo Pérez-Reverte
Wydawnictwo Znak 
Rok wyd. 2013
u mnie ebook 

 

Wcześniej na blogu:

        https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.