29.01.2017

Osiołkiem

"Myślałem:
Wlezę pod auto i gumówką schlastam ten rant.
Jak błotnik odleci, to szarą taśmą złapię. Taśmy miałem dość. 
Myślałem i myślałem, aż się prawie granica zrobiła."

Przeważnie tak bardzo chwalę Stasiuka, że muszę go raz też zbesztać (może niekoniecznie jego). Okropniejszej okładki to Czarne chyba jeszcze nie wymyśliło! Jaskrawożółta, prześwietlona, nieprzyjemna. A powinna być czarna, brudna, lepiąca się od kurzu i błota, bo Osiołkiem to jest podróż w trudne strony. Stasiuk pisze poetycko, ale konkretnie, po męsku. Jego infantylny Osiołek z tytułu to po prostu auto. Poza tym, co jest żółtego we Wschodzie? W Rosji? Kompletnie tego nie rozumiem. Osiołkiem. Na żółto. A niech już Stasiukowi będzie, że środek ważniejszy. Wyszedł mu. Po Wschodzie trochę się na niego gniewałam, ale teraz przyznaję, że może nie było o co. Tym razem naprawdę mu wyszło. Pomijając okładkę.

Nazwałabym to poezją spalin. Zaworów, błotników i przegrzanej gumy. Niebywała umiejętność literackiego opisu i duchowego chwytania bardzo fizycznego świata. Świata dróg i przydroży. Andrzej Stasiuk znów wraca do nas ze swoją prozą podróżną, która przylgnęła mi do niego na stałe. Ta z Fado i ta z Jadąc do Babadag. Ta z Dziennika pisanego później. I teraz cała ta proza podróżna, cały ten Stasiuk zmieścił się w tej żółtej książce. Zmieścił swoje nazwy miast, których nie powtórzę z pamięci, zmieścił swoją podróżną chemię, która wytwarza się w głowie z każdym przejechanym kilometrem. Najlepiej w głąb i w pustkę. W niewiadome, bo tam najciekawiej i tylko tam można spotkać prawdziwych ludzi. Tylko tam można sobie opowiadać trochę błazeńsko o czymś, co wydarzyło się gdzieś na granicy snu i jawy. Jedziesz z tym Stasiukiem jego starym autem i zatracasz dotychczasowe kontury. Na Wschodzie wszystko jest wyraźniejsze, ale gorączkowość stasiukowego opisu może Cię zmylić. Przez moment poczujesz się jak w delirium.

"W gorącej ciemności. W czarnym kurzu nocy. 
Gdzie być może nigdy nie widzieli obcego. 
W Pionierskoje. W Pierwomajskoje. W Pigaru. W pizdu. 
Stukasz w blaszaną bramę nocy i wołasz: 
Wpuśćcie!"

Nie potrafię obiektywnie, bo znów się zachłysnęłam. Nieważne, że o samochodach, a ja nie jestem fanem motoryzacji. Nieważne, że o gaźnikach, pompach paliwowych, alternatorach, warszawie M-20, czy lublinie-51, skoro znowu o wizach, granicach, grochówce z widokiem na step. Tym razem nie są to "ciasne bałkańskie zadupia", a Ukraina i Rosja. Tym razem z Z., który trafił się przypadkowo i nigdy nie sypiał w namiocie. Stasiuk jest w swojej stasiukowej formie i mnie to zachwyca. Jego intelekt, literacka ogłada, która miesza się z wciąż literackim wulgaryzmem. Niewydumanie. Przyciąganie przestrzeni, w którą wchodzi, wjeżdża, a potem mieli na słowa. Wyrwę mu chyba tę żółtą okładkę. Nie zatrze tego, co w środku.

"Życie. Jakbyś co dzień wychodził, stał w korku 
albo kartę do czytnika w metrze przykładał. Może. 
Spróbujcie inaczej."

Wg mojej skali 5/5

Osiołkiem
Andrzej Stasiuk
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2016
s. 200


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
CZYTAMY NOWOŚCI 2017

100 KSIĄŻEK NA ROK 2017 (8)

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.