16.04.2015

Gniew | audiobook

"To znaczy 'zły' to złe słowo. Nie jesteś zły, 
jesteś bardzo dobrym człowiekiem, wiesz? Naprawdę."

"Teodor Szacki..." — to już ostatni raz, gdy Robert Jarociński akcentuje te dwa słowa, tak dobrze znane fanom Miłoszewskiego. A robi to naprawdę niepowtarzalnie! To dla jego głosu wybrałam Gniew w formie audiobooka, tak samo jak za pierwszym razem Uwikłanie i zaraz po nim Ziarno prawdy. Ale ten Gniew ujął mnie szczególnie. Wchłaniałam każde słowo, skupiałam mocno uwagę, a końcówkę przesłuchałam nawet dwa razy, bo coś mi za pierwszym razem umknęło. Może to świadomość, że jest to ostatnia część kryminalnej trylogii z prokuratorem Szackim, może z obawy, że pewnie jeszcze długo nie trafię na tak dobrze nagranego audiobooka... A może po prostu Gniew był aż tak dobry, że nie chciałam uronić ani sekundy?

Teraz to chyba łamię już wszelkie reguły. Powinnam na początku (o tu, w tym miejscu już) ukrywać wrażenia, jakie pozostawił po sobie niedawno dosłuchany Gniew. Powinnam zacząć z pewnego dystansu, w zasadzie nie zaszkodziłoby odbiec kilka kroków i spojrzeć na ten Olsztyn, na Szackiego, którego lubię jeszcze, jeszcze bardziej, właśnie z tej oddali. Tyle że nie potrafię. Fizycznie może nawet nie mogę. Jestem tutaj. Tutaj mieszkam i znam te wszystkie miejsca, które prokurator Teodor Szacki opisywał swoim sarkastycznym językiem. Na których widok przewracał oczami. Których klimat niezwykle dosadnie wyraził, opowiadając o mokrej mgle i korkach. Jeśli ktoś sądzi, że Szacki przesadził, nawyolbrzymiał, a stolica Warmii jest w listopadzie raczej baśniowa i magiczna, niż ponura i depresyjna, i z rozmieszczeniem przestrzennym u niej wszystko w porządku, zaprzeczę. Albo mam spaczone spojrzenie, albo współdzielę pesymistyczną naturę z Teodorem Szackim. Jedno jest pewne — byłam pod wrażeniem! Trafności opisów. Niezwykłego klimatu Gniewu. Całej tej mrocznej historii, która jest z początku bardzo "warmińska". Myślałam, że Gniew Uwikłania nie przebije, a przebił. A ja nie jestem obiektywna i dobrze o tym wiem.

Ciemny, listopadowy Olsztyn. Z nieba sączy się coś na kształt deszczu lub śniegu, coś, co zamarza, gdy tylko dosięgnie przedniej szyby auta. To, oraz zatłoczone ulice, jak i ponure poniemieckie budynki, wystarczają, by Szacki po swojemu żałował, że dał się namówić na przeniesienie na ten mokry koniec świata. Opuścił najpierw Warszawę, potem sielankowy Sandomierz, by razem z nastoletnią córką Helcią i nową partnerką Żenią, właśnie tu, w tym małomiasteczkowym klimacie, tworzyć sobie wizję prawdziwego domu. Oczywiście domu wymówionego przez zaciśnięte zęby. Szacki nie byłby sobą, gdyby nagle świat mu zaczął odpowiadać. A ten świat jest szczególnie podły. Pełen przemocy domowej, nienawiści, gniewu i strachu, który każe dzieciom bawić się w ciszy. I chęci zemsty. Chęci odegrania się na tych, którzy sieją zło. Szacki szybko się przekona, że to wszystko czai się tuż obok. Wezwany do znalezionych w okolicy przedwojennych szczątków, trafia na dużo ciekawszy trop i coraz bardziej wplątuje w niebezpieczną grę. Grę, która być może doprowadzi go do ostateczności.

Nie będzie tu jednak żadnej historii z czasów wojny (czego się szczerze obawiałam), bo Miłoszewski poszedł w zupełnie inną stronę. Początkowe wrażenie przesadnej wielowątkowości również powoli znika, a pozornie niepowiązane sprawy zaczynają do siebie niezwykle pasować. Miałam wrażenie, że książka jest doskonale przemyślana. Każdy szczegół zyskiwał z czasem swoje uzasadnienie, a zwroty akcji wielokrotnie zatrzymywały mnie na środku olsztyńskich dróg. I ten gniew Szackiego. Te emocje, które tutaj były bardzo silne, które wybiły go z jego warszawskiej apatii, z jego zniechęcenia i obojętności. To było świetne. Może wielu przeciwników Szackiego się z tym nie zgodzi, ale ja dostrzegłam w nim coś, co już dawno tam widziałam. To, co krył pod maską tego uroczego gbura, podłego cynika i bezuczuciowego drania.

Dlatego nawet nie wspomnę o żalu, jaki rośnie we mnie na myśl, że to koniec. Nie będzie już Szackiego, którego sceptyczny charakter tak doskonale akcentował Jarociński. A jednak po tej porządnej, potrójnej dawce dobrego polskiego kryminału, którą zaserwowałam sobie w formie audio, potrafię to Miłoszewskiemu nawet wybaczyć. Jestem usatysfakcjonowana. To takie uczucie, gdy niczego już nie trzeba dopowiadać. Można sobie odetchnąć. Można powiedzieć: "wow" w myślach. Fajne uczucie.

Wg mojej skali 5/5

Gniew
Zygmunt Miłoszewski
audiobook
Wydawca: Monodia Studio
czyta Robert Jarociński
długość: 14 godz. 6 min.


Książka wysłuchana w ramach wyzwań:
104 KSIĄŻKI (26)

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.