18.09.2017

Farma

„W kącie leżały trolle, rzucone na stertę niczym trupy, 
straszliwie zniekształcone, przerżnięte na pół, 
z wyłupionymi oczami i uciętymi głowami, 
zmiażdżone i porąbane.” 

Trolle z bajek, które w dzieciństwie czytała mu matka nie były tak przerażające, jak te odnalezione w piwnicy. To jeszcze Szwecja. Smagane północnym wiatrem zimne farmy, niektóre kompletnie odcięte od świata. W oddali słychać szum Rzeki Łosia, w której od dawna nikt nie widział łosia — poza nią. Tilde. Matka Daniela, wychowana w surowych warunkach Północy, była bardziej przygotowana do mieszkania na farmie niż jej mąż Chris. Emerytowane małżeństwo, aby uciec od kłopotów finansowych postanawia wyjechać do rodzinnego kraju żony i wieść bardziej samowystarczalne życie. Niestety Tilde nie zostaje dobrze przyjęta przez sąsiadów (w odróżnieniu od Chrisa) i powoli zaczyna dostrzegać, że na farmach dzieje się coś niepokojącego. Szczególnie interesuje ją los młodej dziewczyny Mii, adoptowanej córki Håkana — jednego z największych posiadaczy ziemskich w okolicy. Pewnego dnia Mia znika, a Tilde zjawia się w londyńskim mieszkaniu swojego syna z torbą pełną DOWODÓW. Dowodów na to, że na południu Szwecji dzieje się coś strasznego… i że ojciec Daniela jest w to zamieszany.

To już Londyn. Siedzą teraz u Daniela i patrzą sobie w oczy. Matka mówi z dużym przejęciem. Chcąc uniknąć chaosu i nadać swojej wypowiedzi większej wiarygodności, stara się trzymać chronologii, pokazuje synowi swoje zapiski, wyciąga z torby przywiezione przedmioty, które wydają się nie mieć żadnego znaczenia. „Nie zwariowałam”. Daniel słucha wszystkiego z niedowierzaniem. Zanim odebrał matkę z lotniska, dzwonił ojciec. „ Twoja matka… ma omamy… wyobraża sobie straszne, potworne rzeczy”. Niech Daniel nie wierzy w żadne jej słowo, a zwłaszcza w zapewnienia, że na terenach wokół ich farmy działa siatka pedofilów, którzy zabili Mię. Jak to się stało, że rodzice  przez całe życie tak zgodni, teraz tak bardzo się poróżnili? Nie poznaje ich, więc i nie wie, komu wierzyć. Przez całe życie był słaby, tchórzliwy, niepewny siebie. Czuję jak chce się schować w ramionach swojego partnera, jak chce ukryć pod łóżkiem. Ścisnąć w rękach bajkę o trollach i zapomnieć o wszystkim, o czym usłyszał, a co rozerwało jego ciepły, bezpieczny kokon. 
 
Najpierw myślałam, że ta Farma będzie o czymś innym; o czymś typowym. Niby napisana przez Anglika, ale jednak o farmie w Szwecji, więc uznałam, że poza zimnem i surowością przyrody będzie w niej sporo ze schematu, jakim rządzą się skandynawskie kryminały: zbrodnia, śledztwo, jakiś znudzony życiem komisarz. Nie spodziewałam się takiej dawki emocji. Co prawda rozchwianych i drażniących (bo najpierw uwierzyłam kobiecie matce!, później przestałam wierzyć samej sobie), ale na tyle silnych, by przyćmiły wszelkie niedociągnięcia językowe (językową oszczędność). Styl Smitha jest dość płynny, jedynie tłumaczenie chyba trochę poległo. A może relacja Tilde miała właśnie taka być niedoskonała, często nieskładna i nielogiczna (językowo). To sprawiało, że coraz mniej jej wierzyłam, ale im mniej jej wierzyłam, tym bardziej byłam przekonana, że mówi prawdę. Nie mogła nie mówić, to jasne (wcale nie spojleruję!). To było jasne jakoś na samym początku, bo autor chciał nas wszystkich sprowadzić na manowce. 
   
Muszę jednak przyznać, że całość wyszła mu całkiem nieźle, bo nie dość, że opowiedział mroczną historię (a może swojego rodzaju straszną bajkę dla dorosłych), ubarwiając ją charakterystycznym klimatem i symboliką Północy (trolle, lampki w oknach, święto Midsommar, wiejski folklor), to poruszył również trudny temat i skupił na psychologicznym wymiarze bohaterów. Podobała mi się siła matki (nawet jeśli wynikała z obłędu) i słabość syna. Mimo że cała Farma jest jednym wielkim monologiem Tilde, to sporo dowiadujemy się o uczuciach Daniela (obserwujemy jego przemianę). Co mi się nie podobało, to jego nagła błyskotliwość, cudowne olśnienie na końcu (zbyt łatwo odkrył prawdę). Miałam wrażenie, że autor tak bardzo chciał już wyjawić czytelnikowi swoje tajemnice, że poszedł na skróty. Ale może cała ta książka była właśnie taką drogą na skróty.

Wg mojej skali 4/5

Farma
Tom Rob Smith
Wydawnictwo Albatros
Rok wyd. 2015
s. 384


 

05.09.2017

Drugie dziecko | audiobook


To już nie ulega wątpliwości, że mam dużą słabość do thrillerów Charlotte Link (Złudzenie, Przerwane milczenie, Echo winy), ostatnio nawet bardziej w wersji audio. Drugie dziecko czyta znajoma mi już lektorka Ewa Abart i muszę zdradzić, że tym razem nie do końca stanęła na wysokości zadania. Przeciwnie, miałam wrażenie, że wczuwała się znacznie mniej niż w poprzednich książkach (nie tylko autorstwa Charlotte Link). Może to wina fabuły Drugiego dziecka, braku akcji, napięcia, albo niedoboru charakternych bohaterek, których kwestie zawsze tak dobrze udawało jej się eksponować głosem. Trudno. Drugie dziecko jako audiobook nie powala doskonałym przekazem, ale jako powieść sprawdza się całkiem nieźle.

Charlotte Link zdecydowanie nie jest mistrzynią spektakularnych zakończeń, ani guru suspensu. Jej thrillery są bardzo obyczajowe, nastawione głównie na psychologię postaci. Bohaterowie zazwyczaj skrywają jakąś tajemnicę, wikłają w intrygi, wiodą nieszczęśliwe, niepoukładane życia. I w te życia wkrada się zbrodnia (lub zbrodnie), z którą muszą sobie na swój sposób radzić. Dla Link nie do końca istotne jest samo dochodzenie — szczególnie w Drugim dziecku, gdzie motyw morderstwa w nadmorskim sennym miasteczku w północnej Anglii niby jest motorem wydarzeń, jednak zostaje przyćmiony przez wojenną historię z przeszłości, historię Fiony i Chada, jak i przez takie problemy jak niezrozumienie, odrzucenie, brak wiary w siebie, uzależnienie od innych. To w historii staruszków (i w jej konsekwencjach) zawiera się cały prawdziwy smak powieści. Przyznam, że mimo naiwności i banalności fabuły, które gdzieniegdzie dawały o sobie znać, byłam ciekawa dalszych losów bohaterów, jak i obstawiłam złego mordercę. Pozostaję wierna Charlotte Link i już słucham jej najnowszej powieści Oszukana.

Wg mojej skali 4/5 

Drugie dziecko
Charlotte Link
audiobook
Wydawca: Sonia Draga
czyta Ewa Abart
długość: 19 godz. 09 min. 



Klasyka Horroru 2 | wrzesień 2017


Nawet jeśli wrzesień to wciąż kalendarzowe lato, w powietrzu i w głowie czuć już znajomy nerw jesieni. Chłodny powiew, który nie pozwala na długie przesiadywanie na ławce przed domem. Zimne klamki, mokre ślady zostawiane na schodach po nagłej ulewie, głuchy dziecięcy śmiech. Wrzesień to miesiąc powrotu do szkoły. Cichy, upiorny płacz za rogiem. Tupot nóg. Chciałoby się uciec od nowych obowiązków, zamknąć w szczelnym, bezpiecznym świecie wyobraźni. Obronić przed wyzwaniami rzeczywistości przyjazną fikcją. A może... fikcją nieprzyjazną? Literackim strachem zabić strach codzienny. Dlatego we wrześniu doskonale powinna sprawdzić się literatura weird fiction. Granica horroru i fantasy. Wątki nadprzyrodzone, niekiedy kosmiczne lub mityczne, ścieranie się nauki z fantastyką wciąż jednak oscylujące w klimacie grozy. Liczę na Waszą inwencję i pobudzenie wyobraźni. Wrzesień to dobry miesiąc na rozruszanie umysłu. 

GŁÓWNA ZASADA MIESIĄCA: 
Czytamy literaturę weird fiction!

Przykładowi autorzy:
H. P. Lovecraft
Ambrose Bierce
Oliver Onions
Robert W. Chambers
Robert E. Howard
Thomas Ligotti


UWAGA: Linki do recenzji możecie przesyłać w komentarzach pod tym postem lub pod wyzwaniem głównym Klasyki Horroru 2. Liczą się tylko recenzje napisane we wrześniu 2017. 

Za każdą książkę wybraną zgodnie z zasadą miesiąca, uczestnik otrzymuje 5 punktów. Za opowiadanie 3 punkty. Za powieści/opowiadania grozy innego rodzaju (ale mieszczące się w zakresie wyzwania) uczestnik otrzymuje 2 punkty (powieść) lub 1 punkt (opowiadanie). Za książki grozy niespełniające żadnej z zasad wyzwania, uczestnik otrzymuje 0,5 punktu.

http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2017/07/klasyka-horroru-2-lipiec-sierpien-2017.html

  PUNKTOWE PODSUMOWANIE LIPCA I SIERPNIA:
Pyza Wędrowniczka: 5,5 pkt (łącznie: 107,5 pkt
Beata P.: 14 pkt (łącznie: 98 pkt)
Dominika S.: 10 pkt (łącznie: 28,5 pkt)
Lina: 7 pkt (łącznie: 19 pkt) 
 Karolina: 0 pkt (łącznie: 18 pkt)
Wiedźma: 0 pkt (łącznie: 10 pkt)
Luka Rhei: 0 pkt (łącznie: 10 pkt) 
Bukowa Kraina: 0 pkt (łącznie: 5 pkt)
 Ana, Agnieszka, Wiki: 0 pkt (łącznie 0 pkt.)

 Gościnnie: Efka  0,5 pkt (łącznie: 8,5 pkt)
 
W lipcu i sierpniu uczestniczki wyzwania czytały horrory marynistyczne. Przyznam, że przez długi czas nie zaglądałam na bloga i nie wiedziałam, jak im idzie. Miałam obawy, że zrobiły sobie wakacje od Klasyki Horroru 2 ;) Tym bardziej wynik mnie mile zaskoczył! Poza literaturą grozy o tematyce morskiej, pojawiły się też horrory innego rodzaju. Tak w skrócie prezentują się Ich literackie dokonania:

Horrory marynistyczne

Lina przeczytała Smugę cienia Josepha Conrada [link do recenzji]!!!

Dominika S. zdecydowała się na Okręt widmo Fredericka Marryata [link do recenzji] oraz Dziwne zjawiska Arthura Conan Doyle'a [link do recenzji], nadrabiając tym samym ostatnią swoją nieobecność.

Beata P. wybrała Szalupy z Glen Carrig  Hodgsona Williama Hope'a [link do recenzji] oraz dwa opowiadania Arthura Conan Doyle'a: Kapitan gwiazdy porannej [link do recenzji] i Sprawozdanie J. Habakuka Jephsona [link do recenzji]. Przeczytała również opowiadanie Stephena Kinga pt. Nocny przypływ [link do recenzji].

Pyza pisała o Czarnym macie Jospeha Conrada [link do recenzji].

Gościnnie ponownie wystąpiła w wyzwaniu Efka. Tym razem z propozycją współczesną, ale momentami marynistyczną. Zajrzyjcie do recenzji książki Cienie w mroku Michelle Paver [link do recenzji].


Horrory innego rodzaju

Lina wybiegła sobie w przyszłość i przeczytała zbiór opowiadań o duchach Opowieści starego antykwariusza M. R. Jamesa [link do recenzji].

Pyza za to nadrobiła lekturę z marca (horror gotycki) wybierając Frankensteina Mary Shelley [link do recenzji]. Poza tym przeczytała jeszcze jedno opowiadanie Josepha Conrada pt. Książę Roman, którego nie zaliczyła do horroru marynistycznego [link do recenzji].


Dzięki, dziewczyny! Wyzwanie przetrwało czas wakacji i wkracza w ostatnią jesienno-zimową fazę. Potencjalnie najlepszą dla horroru :>

09.08.2017

Ubik

"WSKOCZCIE DO KLOZETU I STAŃCIE NA GŁOWIE
JA ŻYJĘ  A WYŚCIE POMARLI, PANOWIE."

Mam Wam wytłumaczyć, czym jest Ubik? Podejrzewam, że wcale nie chcielibyście dowiedzieć się tego ode mnie. Dick zrobi to po swojemu. Długi czas będzie Was cudownie zwodził, momentami bawił, chociaż z uwagi na wydarzenia nie powinno być Wam wcale do śmiechu. Witajcie w świecie przyszłości... roku 1992! Tutaj rzeczywistość pomiesza się z jawą. Nie będziecie pewni, kiedy rozpoczęła się właściwa fabuła oraz kto w ogóle pozostał wśród żywych. Ubik może nie być gratką dla wyjadaczy współczesnej literatury sci-fi, bo opiera się na prostej konstrukcji, ogranicza do niewielu efektów i nie przesadza z futurystycznymi wizjami. Daleko mu również do kosmicznych koncepcji Lema, czy do antyutopii w stylu Huxleya, albo Zamiatina. Powieść Philipa K. Dicka, napisana w 1960 roku, ma jednak w sobie coś na tyle intrygującego i na tyle interesującego, że oceniana jest dość wysoko w klasyce gatunku.

Joe Chip wraz z grupą inercjałów, zatrudnionych w Korporacji Runcitera do blokowania mocy jasnowidzów oraz wszelkich zdolności psi, wyruszają na Lunę, by podjąć się niecierpiącego zwłoki, choć dość podejrzanego zlecenia. Odtąd wszystko dzieje się błyskawicznie. Wielka eksplozja, stopniowe wymieranie załogi, przedmioty cofające się w czasie. Joe Chip doświadcza dziwnych wizji, a wśród otrzymywanych niejasnych znaków, które mogą go doprowadzić do wyjaśnienia całej sytuacji, przewija się tajemniczy produkt Ubik.

"Daj się ponieść Ubikowi! 
Nieszkodliwy po przyrządzeniu zgodnie z instrukcją."

Nie do końca jestem przekonana, co do sensowności dorabiania Ubikowi jakiejś szczególnej filozofii (czego podejmowali się krytycy). Rzeczywiście, mamy tu ciekawą wariację czasoprzestrzenną, zmieszanie realizmu z irracjonalizmem, błędy percepcji oraz motyw platońskiej idei formy  koncepcja siły życiowej, jaką jest Ubik (z łac. ubique oznacza wszędzie). Utrzymywanie ludzi w stanie pół-życia, czy też reinkarnacja kierują czytelnika raczej w stronę kwestii teologicznych. Zresztą, całego Ubika można ponoć przełożyć na kontekst religijny, choć ja nie zapędzałabym się w takie rejony. Dla mnie to rewelacyjne literacko sci-fi, nawet jeśli poza światem przyszłości, w którym rządzą maszyny homeostatyczne (każące sobie płacić nawet za otwieranie drzwi własnego apartamentu), skokami czasowymi i utrzymywaniem ludzi w stanie pół-życia, nie ma w Ubiku zbyt wielu ciekawych efektów futurystycznych. Mimo to nie sposób się od niego oderwać, nie sposób zawierzyć do końca Dickowi — nawet w te ostateczne wyjaśnienia. Naprawdę dobra rzecz.

Wg mojej skali 4,5/5
   
Ubik
Philip K. Dick
Wydawnictwo Rebis
Rok wyd. 2014
s. 307



25.07.2017

Zawsze ktoś patrzy

Nadal istnieją ludzie, którzy czują się tak bezpiecznie, 
że odsłaniają okna i zapalają światła po zachodzie słońca. 
Nie wiedzą, że ktoś prawdopodobnie ich obserwuje."

Ona też ich obserwowała. Nieustannie. Taką miała pracę. Nawet teraz, przyczaiwszy się w krzakach przeciętnego osiedla Miami, wyciągnęła z torebki niewielką lornetkę, nieodłączny element jej roboczego wyposażenia. Lornetka, jak i czarne maskujące ubranie, dzięki któremu nikt jej nie zobaczy. Było już wystarczająco ciemno i mogła zacząć pracować. Ciemno na tyle, żeby nikt jej nie dostrzegł („zawsze ktoś patrzy”), ale i nie pomógł, gdy obcy mężczyzna, pachnący mentolową płukanką do ust, zajdzie ją od tyłu i zaatakuje.

„Every breath you take and every move you make. Every bond you break, every step you take, I’ll be watching you” śpiewam za The Police przywołując w głowie obraz z pierwszego epizodu Cat’s Eye, filmowej adaptacji opowiadań Stephena Kinga. Z początku byłam przekonana, że w najnowszej książce Joy Fielding to jej główna bohaterka Bailey Carpenter stanie się ofiarą jakiegoś psychopatycznego obserwatoraprześladowcy. Okazało się jednak, że młoda pani detektyw, pracująca dla prestiżowej kancelarii prawniczej, sama śledzi innych. Na zlecenie. Dopóki nie zostaje zgwałcona podczas jednej z akcji. Tego wieczoru nikt nie wygląda przez okno. Nikt nie widzi kobiety z lornetką ukrywającej się w krzakach, ani jej gwałciciela („Ale ja nie zniknęłam. Ktoś mnie zobaczył. Ktoś na mnie patrzył. Zawsze ktoś patrzy”). Policja ma niewielkie pole manewru, zaś Bailey — kiepsko radząca sobie z traumą, oskarża każdego podejrzanego mężczyznę. Na przykład faceta z apartamentowca naprzeciwko, którego obserwuje przez lornetkę.

Wiem, że to niełatwe, ale proszę sobie przypomnieć te krzaki. Czy oficer Marx naprawdę jest tak naiwna, myślę teraz. Nie wie, że pozostanę w tych krzakach do końca życia”. Zawsze ktoś patrzy to przede wszystkim psychologiczne studium zgwałconej kobiety, która nie mogąc powrócić do normalnego życia („Byłam skomplikowana, niejednoznaczna. A potem zostałam zgwałcona”) ma wrażenie, że postradała zmysły. Zawsze ktoś patrzy to również thriller, który trzyma w napięciu i przyciąga uwagę swoją niedosłownością, przerzucając środek ciężkości z wątku na wątek, z osoby na osobę. W książce Fielding nie do końca chodzi o umyślną obserwację, o śledzenie ofiary lub zwykłe sąsiedzkie podglądactwo, lecz o pewną ironię losu. Bo właśnie w tych właściwych, wyjątkowo istotnych momentach — nikt nie patrzy. Nie ma żadnego postronnego obserwatora, nie ma świadków. Nikt nie odpowiada na krzyk. Tymczasem ludzie nie gaszą świateł przekonani, że w swoich domach-twierdzach są bezpieczni, nietykalni. Że ci wszyscy, których spotykają codziennie w swoim najbliższym otoczeniu, to osoby godne zaufania.

Po nieudanych (moim zdaniem) Morderstwach nad Shadow Creek Fielding wraca na stare, dobre tory. Emocjonująca narracja zapiera dech w  piersiach. Traumatyczne przeżycia, rozczarowania, strach. Ale i skomplikowane rodzinne relacje, nieudany romans, zadry z przeszłości. Upalne Miami, luksusowe apartamentowce, ciche osiedla i sklepowe wystawy. Lubię ten amerykański klimat thrillerów Fielding. Doceniam to, że autorka nie poprzestaje na zwykłej kryminalnej historii, a koncentruje na jej warstwie psychologicznej.

Wg mojej skali 4,5/5

Zawsze ktoś patrzy
Joy Fielding
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wyd. 336
s. 2016

 

Wcześniej na blogu:

  https://4.bp.blogspot.com/-5ZOkp9_YYI4/WVsn7oAWTjI/AAAAAAAAODI/Shxan-kaMisAuecc4RuuEkcrDg2VicULwCLcBGAs/s1600/link.jpg      

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.