21.09.2016

Pasażer 23 | audiobook


Nie ulega wątpliwości, że Sebastian Fitzek doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika i to już na samym wstępie. Proponuje mocne wejście, interesujące tło wydarzeń i niesłabnące tempo akcji. Rejs luksusowym wycieczkowcem, na którego pokładach (lub pod pokładami) dzieją się niepokojące rzeczy. Ktoś kogoś ćwiartuje, ktoś popełnia samobójstwo, ktoś inny znika bez śladu. Psycholog policyjny, Martin Schwarz ma nieprzyjemne wspomnienia z rejsu Sułtanem Mórz, kiedy to pięć lat temu zginęli jego żona i syn. Tym razem znów musi znaleźć się na pokładzie, aby nie tylko ponownie zmierzyć się z dramatem utraty bliskich, ale również całkiem przypadkowo rozwikłać tajemnicę tzw. "pasażera 23".

Nie przypuszczałam, że w tej z pozoru banalnej historii Fitzek poruszy niezwykle trudny psychologiczny problem, który okaże się motorem całej sprawy. Ciekawe, że autor stworzył mnóstwo historii pobocznych, które mogły wprowadzać czytelnika (w tym wypadku słuchacza) w błąd, zbijać z tropu, zupełnie dezorientować. Przez dłuższy czas miałam wrażenie, że książka będzie dotyczyć kompletnie innej sprawy. Ale przy ocenie końcowej trochę się waham. Z jednej strony nie mam nic do zarzucenia Pasażerowi, bo Fitzek poprowadził go bardzo zgrabnie, z drugiej nie czuję, żeby była to książka "do zapamiętania". Nie miałam nawet zbytniej ochoty o niej pisać. Nie odczułam jej w żaden sposób. Zastanawiam się, czy to wina lektora, chociaż Piotr Grabowski przeczytał Pasażera całkiem poprawnie ("poprawnie" to często za mało). Jednak jego głos nie wciągnął mnie na tyle, bym niecierpliwie czekała na upragnione chwile z audiobookiem. Odsłuchałam Pasażera raczej przy okazji, trochę nawet na siłę, nie wiem, czy lektura papierowej książki nie okazałaby się przyjemniejsza.

Wg mojej skali 4/5

Pasażer 23
Sebastian Fitzek
audiobook

Wydawnictwo Amber 

Rok wyd. 2016
czyta: Piotr Grabowski
czas: 12 godz. 45 min.


Książka przesłuchana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(42)
   

19.09.2016

Zimne ognie


Na początek małe porównanie. Wtajemniczeni najpewniej wiedzą, jak wielką sympatią darzę S. J. Bolton, autorkę serii thrillerów z Lacey Flint. Tym większym rozczarowaniem była dla mnie jej nowsza książka Małe mroczne kłamstwa (o której nawet nie byłam w stanie napisać), pierwsza spoza serii o Lacey. Doszły mnie słuchy, że kolejna (również spoza serii) jest podobnie nieudana. Serię o Lacey, niepokornej policjantce z Londynu, uważam za majstersztyk gatunku, a suspens, jaki charakteryzuje dzieła Bolton jest w moim mniemaniu nie do powtórzenia. Dlatego tym mocniej ubolewam nad pewnym zjawiskiem, które zaobserwowałam także u Simona Becketta. Becketta bardzo cenię za Zapisane w kościach, czy Chemię śmierci książki z serii z kryminologiem-antropologiem, Davidem Hunterem. Jednak już Rany kamieni (spoza serii) okazały się kompletną porażką. O co chodzi? Dlaczego wspomnianym przeze mnie autorom cykle wychodzą tak znakomicie, a odrębne książki ich autorstwa z reguły zawodzą? Czy działa tu znajoma magia serii (zżywamy się z bohaterem, przywykamy do określonej atmosfery), czy może to nieudanie to jakiś zupełny przypadek? A może sam pisarz traci rytm wyłamując się z serii, czuje się zbity z pantałyku, dlatego musi podjąć bardziej wymagającą próbę utrzymania poziomu swoich dzieł i stara się... za bardzo?
  
Akurat w przypadku nowo wydanej książki Becketta nie można mówić o próbie dorównania sobie samemu, ponieważ Zimne ognie nasz autor napisał dużo wcześniej zanim powstała seria z Davidem Hunterem. I może dlatego czytało mi się je jakby nie były książką Becketta! A jednak czy powstała wcześniej, czy też nie, książka w pewnym stopniu powtórzyła schemat "wyłamania się z serii". Jest nie tylko... inna. Jest nie tylko słabsza. Jest zadziwiająco niebeckettowa! Pierwsze, co rzuca się w oczy to wybór bohatera. Otóż Beckett na główną bohaterkę swojego thrillera psychologicznego wybrał... kobietę. A temat, który przewodzi fabule, jest również bardzo... kobiecy.
   
Kate do tej pory nie układało się z mężczyznami, jednak jej pragnienie posiadania dziecka jest tak silne, że decyduje się na szalony krok — postanawia wykorzystać możliwość sztucznego zapłodnienia. W tym celu poszukuje dawcy, który spełniłby jej oczekiwania; nie chce jednak, aby był to ktoś anonimowy. Na ogłoszenie, które Kate zamieszcza w specjalistycznych czasopismach, odpowiada Alex Turner, psycholog kliniczny. Kobieta nie przypuszcza, że połączy ich coś więcej, ale i nie spodziewa się, że znajomość z Alexem może okazać się największym błędem jej życia.

Mój lakoniczny opis fabuły może przywołać Wam na myśl tandetny romans, jednak Beckettowi wcale o romans nie chodziło. Stworzył on mało wymagający, ale w rezultacie dość wciągający thriller psychologiczny, który z jednej strony może się podobać, ale z drugiej — u fanów Becketta, zostawia dziwne poczucie konsternacji. Jestem dość rozchwiana między uznaniem Zimnych ogni jako książki "tego" Simona Becketta a odczuciem, że mogłaby napisać go... kobieta. Nie mogę z tym dojść do ładu. Thriller jest niezły ale od pewnego momentu. Jest trochę przewidywalny ale nie do końca. Beckett wprowadził sporo mało znaczących wątków (napad na starszą sąsiadkę, nieprzyjemności ze strony byłego partnera Kate), które nijak odnosiły się do całej fabuły, a na pewno jej nie wzbogacały. Podobnie jak pewne (drażniące) powtarzane detale, np. wspominanie o częstym rumienieniu się bohaterów.

Styl pisarza również pozostawia wiele do życzenia i staram się przypomnieć sobie, czy podobne zastrzeżenia miałam do jego serii z Davidem Hunterem. Ale przecież nie! Nie mogłam mieć. Czytając ją byłam zachwycona, że znalazłam kolejnego świetnego pisarza. Teraz jestem trochę podłamana. Może i można pogodzić się z tym, że Zimne ognie są dużo słabsze, tylko dlatego, że są wczesnym dziełem Becketta. Jednak po ich przeczytaniu raczej bez entuzjazmu zdecydowałabym się na lekturę pozostałych jego książek. Jeśli Wy czytaliście Zimne ognie, gorąco odsyłam Was po więcej. Jeśli zaś czytaliście to "więcej", to Zimne ognie potraktujcie jako beckettową ciekawostkę. Trochę inną od pozostałych. Rzeczywiście tło psychologiczne jest tutaj silnie podkreślone, a nuta napięcia wdziera się gdzieś w połowie lektury, jednak ogólnie książka jest bardzo nijaka, a końcówka niestety nie zaskakuje. Pociesza mnie jedynie moje własne przekonanie, że Zimne ognie biją na głowę Rany kamieni (teraz zdałam sobie sprawę, że byłam na Becketta za te Rany naprawdę obrażona).


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
księgarni internetowej BookMaster:
 
BookMaster
   
Wg mojej skali 3/5 
  
Zimne ognie
Simon Beckett
Wydawnictwo Czarna Owca
Rok wyd. 2016
s. 352
  

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(41)
     

15.09.2016

Chemia śmierci | audiobook

„Nagie, lecz wciąż rozpoznawalne zwłoki Sally Palmer 
były studium rozedrganego ruchu, siedliskiem kłębiącego się
pod skórą robactwa, które wypełzało z jej ust i z pozostałych otworów ciała.
Czerwie zbijały się na ziemi w gromadę, dołączały do pochodu 
i znikały w trawie. Nie ma znaczenia, który z chłopców
uciekł stamtąd pierwszy…”
 
Być może akcja wielu thrillerów, czy horrorów zaczyna się na skraju mokradeł. Podmokła ziemia, w której grzęzną stopy, nieznośny odór rozkładu. Takie standardowe budowanie nastroju ma to do siebie, że na fana literatury gatunku prawdopodobnie podziała. Jednak Chemia śmierci, mimo powtórzenia pewnych schematów (których już nie da się uniknąć), zawiera w sobie coś więcej. To taki thriller dobrze nasączony, bo nie zatrzymuje się na samych opisach mrocznej scenerii, lecz dociera do jej trzewi. Przekonuje, że barwy są o kilka stopni bardziej nasycone, cienie groźniejsze, a oczy martwych zwierząt wodzą za nami w ciemności. Simon Beckett poza pomysłowością i wiedzą, jakie pozwoliły mu stworzyć tak dobrą, przemyślaną historię, może poszczycić się również znakomitym warsztatem pisarskim. A to, wbrew pozorom, cecha wcale nie tak często spotykana u autorów literatury kryminalnej.
    
„W miejscu, gdzie drut wrzynał się w ciało, ptak miał ciemne od krwi pióra. 
Wahając się, czy zdjąć go z kamienia czy nie, i czy w ogóle sobie poradzi, 
Lyn nachyliła się, żeby to sprawdzić. Wtedy kaczka otworzyła oczy.” 

Smród rozkładającego się ciała pomieszany z upałem musiał być nie do zniesienia. Znaleźli ją w lesie. Lasy otaczające niewielkie miasteczko Manham były siedzibą wielu dzikich zwierząt, ale i miejscowych kłusowników. Jednak martwe ciało, które znaleźli bracia Yates, a do którego już dawno dobrało się liczne robactwo, nie było ciałem zwierzęcia. Ktoś w okrutny sposób zamordował młodą kobietę. David Hunter, gdy trzy lata wcześniej przybył do spokojnego, uśpionego Manham, nie spodziewał się, że będzie miał do czynienia z podobną zbrodnią. Podejmując pracę w charakterze wiejskiego lekarza, chciał uciec przed własną przeszłością. Jednak po odnalezieniu zwłok Sally Palmer, jego właściwa profesja niedługo pozostała w ukryciu. Jako antropolog sądowy zobowiązał się pomóc miejscowej policji, choć nie przypuszczał, że sam niedługo znajdzie się w centrum potwornych wydarzeń.

Dokładne opisy rozkładu ciał, niesamowity suspens i atmosfera zamkniętej w sobie prowincji, w której nieufność wobec obcych jest tak silna, a agresja względem wrogów tak wzmożona, że łatwo zaciera się to prawdziwe, realne niebezpieczeństwo to cechy zdecydowanie przemawiające za wyjątkowością Chemii śmierci. Jedyne, co mogłabym jej zarzucić, to powolność. Choć ta powolność nie była tak odczuwalna, gdy słuchałam świetnie nagranego audiobooka, niż gdy kiedyś czytałam książkę. Jerzy Radziwiłowicz czyta Chemię śmierci prawdziwie męskim, kryminalnym tonem. Jego ponury, ciężki głos dodaje thrillerowi Becketta silniejszego wyrazu, dlatego moim zdaniem w wypadku Chemii śmierci wybór audiobooka będzie właściwszy od tradycyjnego sposobu czytania. To coś jak trylogia Miłoszewskiego. Niepodważalnie trzeba jej POSŁUCHAĆ.
   
Ocena 4,5/5 

Chemia śmierci
Simon Beckett
audiobook

czyta: Jerzy Radziwiłowicz
czas: 11 godz. 30 min.

  
Książka przesłuchana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(40)
  

Wcześniej na blogu:

https://2.bp.blogspot.com/-Mg-f5HNAJj8/V9L6vrL2QEI/AAAAAAAALlU/LwFXIALyRKQPJfCBM49Vi9AYgtsQh8vYwCLcB/s200/pinokio.jpg   https://4.bp.blogspot.com/-IDuKFmt7GO8/V700egcBAkI/AAAAAAAALiU/1mi1xRGEuSM_zbDmPDz81USvyd7kYxTIACLcB/s200/352x500.jpg   https://2.bp.blogspot.com/-XDikvRLLT0k/V7Xje0BMIgI/AAAAAAAALgk/aEhvLyM-yeEKHb5sJeqM94myQ8SUlrnugCLcB/s200/461582-352x500.jpg   https://1.bp.blogspot.com/-fjECpp6Uo2w/V59ya_bL8vI/AAAAAAAALEk/mYMFp4V9OKQnLmb8dTj5OaDhoKYfkULsQCLcB/s200/352x500.jpg   https://4.bp.blogspot.com/-fjqZpcem7TQ/V7XKsqioKHI/AAAAAAAALgQ/lKVK_pNMoZ0jybdaQhb7ZJxqmGxJ3S-qQCLcB/s200/glosnocy.jpg

Ładowanie...

A w odwiedziny chodzę do:

Technologia Blogger.