29.10.2016

Ranking najlepszych ekranizacji horrorów STEPHENA KINGA


Jesteście? Uf, dobrze trafiliście. Wprawdzie jest tu trochę ciemno, ale to właśnie to miejsce, od którego zaczniemy naszą trzydniową wędrówkę. Słabe latarniane światło oblepia lśniący chodnik, stopy ślizgają się po mokrych liściach. Zaraz skręcimy w tę małą alejkę. Tuż za nią zza drzew wyłoni się fragment kinowego neonu. To bardzo małe, kameralne kino. Czuć zapach starego drewna, zatęchłej tapicerki foteli, kurzu i pustki. Przyznam się, że nie mam pojęcia, co dziś grają. Neon mruga ostrzegawczo, ale afisze są puste. Wycofać? Nie, nie możecie się teraz wycofać. Zajmujcie miejsca.

Uwaga: To bardzo subiektywny, osobisty ranKING.
W rankingu brałam pod uwagę adaptacje jedynie tych powieści Stephena Kinga, które są najbliższe konwencji grozy i horroru, mają najwięcej właściwych gatunkowi elementów, choć ten, kto zna dzieła mistrza, wie, że pojęcie "horroru" u Kinga jest bardzo specyficzne, niekiedy humorystyczne i groteskowe. Tłumaczę się z tego, ponieważ w rankingu zabrakło znakomitych filmów, takich jak "Stand by me", czy "Hearts in Atlantis".

Miejsce 10
Oko kota (Cat's Eye) 1985
Na podstawie opowiadań: Gzyms i Quitters, Inc.
(opowiadania można znaleźć w zbiorze Nocna zmiana)
"Every breath you take
Every move you make
Every bond you break
Every step you take
I'll be watching you"
*

Utrzymany w tonie czarnej komedii, lekki horrorek Oko kota doskonale oddaje klimat opowiadań Kinga. I nie mówię tu tylko o opowiadaniach, na podstawie których zostały nakręcone pierwsze dwa epizody z filmu. Specyfika opowiadań mistrza horroru przejawia się w częstym łączeniu elementów groteski i komedii z prawdziwą grozą, jakiej na pierwszy rzut oka można w ogóle nie dostrzec. Podobnie rzecz ma się z Okiem kota. Z pozoru zwyczajne, zabawne sytuacje z epizodów nakręconych na podstawie opowiadań Gzyms i Quitters, Inc. przeradzają się w coś zupełnie odwrotnego. Coś przerażającego i groźnego. Nie wychodzą jednak z konwencji absurdalnego żartu. Za to trzeci epizod mógłby przypominać kino familijne, jego klimat jest dość baśniowy. Jednak stworek wychodzący nocą ze ściany tylko z początku wydaje się być zabawny i nieszkodliwy, dopóki nie zobaczymy, że odbiera śpiącemu dziecku oddech.
Stopień straszności: 2,3/5

  
Miejsce 9
Sekretne okno (Sekret window) 2004
Na podstawie opowiadania: Tajemnicze okno, tajemniczy ogród 
  (opowiadanie można znaleźć w zbiorze Czwarta po północy)

Zawsze zachwycało mnie to, że nawet te krótkie formy, jakie tworzy King, są tak sugestywne i bogate, że doczekują się rewelacyjnych adaptacji filmowych. Wbrew tej zasadzie, Tajemnicze okno, tajemniczy ogród nie jest wcale formą krótką, ale też niewiele się w środku dzieje, dlatego pomysł z ekranizacją wydał mi się nawet odważny. A może było to raczej pójście na łatwiznę? Dobór znanego aktora i thrillerowy charakter tekstu Kinga to już połowa sukcesu. Niestety film jako film nie wyróżnia się wśród innych współczesnych amerykańskich produkcji. Warto zwrócić na niego uwagę głównie jako na adaptację dość mrocznego thrillera mistrza, nie zapominając o świetnym, kultowym motywie, jaki przewodzi całej fabule. Dla pisarza zarzut popełnienia plagiatu sam w sobie może być... horrorem, a jeśli człowiek, którego pisarz rzekomo splagiatował, nachodzi go i grozi śmiercią? Trudno odmówić Sekretnemu oknu niespokojnego, mrocznego klimatu. Zwłaszcza, gdy siedzi się samemu w domu, a o okna szurają gałęzie drzew...
Stopień straszności: 3,5/5


Miejsce 8
The Boogeyman 1982
Na podstawie opowiadania: Czarny Lud
(opowiadanie można znaleźć w zbiorze Nocna zmiana)

Baliście się w dzieciństwie potwora z szafy? Albo ciemnego miejsca w pokoju, z którego wiało chłodem? The Boogeyman będzie odpowiedzią na Wasze strachy. Ten krótkometrażowy film z 1982 roku (nie mylić z innym!) jest adaptacją opowiadania Czarny Lud, gdzie strachy mają trochę inny kształt niż pokazano go na filmie. Jednak zarówno opowiadanie, jak i film są dość niesamowite, mimo że mają bardzo prostą fabułę. W filmie pewien mężczyzna zwierza się swojemu psychiatrze z przekonania, że za śmierć jego trójki dzieci odpowiada tajemniczy Boogeyman człowiek/potwór zza drzwi, choć to chyba tego mężczyznę oskarżają o zabójstwo. Mężczyzna boi się, że Boogeyman przyjdzie również po niego. W filmie przez cały czas panuje mroczna, duszna atmosfera, podsycana muzyką, dźwiękami burzy i padającego deszczu, a także grą głównego bohatera jego zaszczuciem i strachem przed Boogeymanem. W opowiadaniu pojawia się charakterystyczny dla Kinga motyw potwora straszącego dzieci (jak np. w Stukostrachach), który rzekomo żyje tylko w ich wyobraźni.
 Stopień straszności: 4,5/5


Miejsce 7
Maglownica (The Mangler) 1995
Na podstawie opowiadania: Magiel
 (opowiadanie można znaleźć w zbiorze Nocna zmiana)
   
Brrr... Przygotujcie się na szaleńczy śmiech, którego echo poniesie się po całej hali. Dźwięk obijającego się o siebie metalu. Opary unoszące się z wielkiej maglownicy; piekący żar i pot ściekający po czole. I tryskająca krew. Tej będzie szczególnie wiele. Słucham? Śmiech? Nie, śmiech nie ustanie. Maglownica to jedna z tych bardziej krwawych adaptacji dzieł Kinga. I jedna z gorszych. Chociaż trudno ją do czegoś porównywać, tym bardziej, że horrory z lat 90. nie bywały wysokich lotów. Maglownica tryska ironią i czarnym humorem, ale jej scenom nie brakuje drastyczności (widzowie o słabych nerwach raczej sobie nie pooglądają). A przecież pomysł morderczej... maglownicy wzbudza uśmiech. Nie dajcie się jednak zwieść. Sceneria, w której dzieje się akcja Maglownicy (np. stara pralnia) jest mroczna i kipi od grozy. Niesamowita jest również postać jednego z bohaterów właściciela pralni, który zaśmiewa się, gdy maglownica wciąga kolejną ofiarę. Przy tym nie brakuje naprawdę krwawych scen (maglownica wciąga i składa swoje ofiary jak prześcieradła oraz robi z nich dosłowną miazgę). Dlatego z uwagi na ilość lejącej się krwi i drastycznych scen trudno określić film jako groteskę, czy też komedię (mimo że wydaje się karykaturalny, rodzajem karykaturalności właściwej filmom Tima Burtona). Uwaga! Opowiadanie nie robi takiego wrażenia, jak film, i z tego, co pamiętam, trochę różni się detalami. Przykładowo, w opowiadaniu postać policjanta nie jest szczególnie istotna, zaś w filmie gra on jedną z głównych ról.
Stopień straszności: 5/5


Miejsce 6
Misery 1990
Na podstawie powieści o tym samym tytule.

Film, który (zarówno jak książka) odbija się w głowie tak trwale, że nie sposób go z niej wyrzucić. Aktorkę z Misery, Kathy Bates, zobaczymy później w Dolores Claiborne i warto solidnie oddzielić od siebie grane przez nią postaci, żeby poprawnie odebrać ich charakter w tych dwóch odrębnych filmach. Nie będzie to trudne, gdyż postać, w jaką wcieliła się Kathy Bates w Misery, i sposób, w jaki ją zagrała, są tak wyraziste i niepowtarzalne, że Dolores niestety się do niej nie umywa. Misery to zdecydowana ikona ekranizacji dzieł Kinga. Horror, który nie straszy żadnymi nadprzyrodzonymi elementami, bo groza czai się w człowieku! Psychotyczny charakter bohaterki, zimowa, klaustrofobiczna atmosfera i ponownie (jak w Sekretnym oknie) motyw gnębionego pisarza, którego gubią jego własne teksty. Chyba nie muszę przekonywać, że warto choć raz obejrzeć Misery.
Stopień straszności: 4/5


Miejsce 5
Dzieci kukurydzy (Children of the Corn) 1984
Na podstawie opowiadania o tym samym tytule.
 (opowiadanie można znaleźć w zbiorze Nocna zmiana)

Rozległe pola kukurydzy, słońce i delikatny wiatr, a wokół cisza. Czy warto obejrzeć Dzieci kukurydzy, by potem już zawsze bać się szumiących kukurydzianych pól? Chcielibyście spotkać Tego, który Kroczy Między Rzędami? Mnie na samą myśl o Dzieciach kukurydzy mimowolnie przechodzą ciarki. To taki film, który obejrzany w dzieciństwie, pozostaje w pamięci jak odcisk. Jak szrama. Jest to również dobry przykład adaptacji dość krótkiego opowiadania Kinga, które jest jednym z tych lepszych, a które lubię nawet bardziej od samej ekranizacji! W opowiadaniu główną rolę odgrywa kukurydza i to, co w niej siedzi; poza tym jej plastyczne opisy wzmagają wyobraźnię. Pamiętam niesamowitość otoczenia szumiącą kukurydzę, zapachy nawozu, pustkę ulicy. Atmosfera tej pustej drogi i opustoszałego Gatlin robiła niepowtarzalne wrażenie. Jednak opowiadanie zawiera te sekwencje z filmu, które na ekranie zostały nieco uszczuplone. W filmie akcja bardzo postępuje i to, co w opowiadaniu wydawało się istotne, w filmie jest zaledwie przystawką. Dla mnie taka "przystawka" mogłaby trwać o wiele dłużej. Film kładzie nacisk raczej na warstwę społeczną, nie metafizyczną. Uwypukla motyw religijnego fanatyzmu, wszelkie nadprzyrodzone zjawiska są jakby tylko dodatkiem i gryzą się z grozą, jaką zdążyły już wywołać zachowania bohaterów. Dzieci. Jasne, fanatyzm religijny u dzieci może przerażać! W opowiadaniu koncepcja tego fanatyzmu jest trochę "za mgłą", jest wprowadzana powoli, a akcja zaczyna się dość późno, bo w jakichś 3/4 części tekstu. W filmie o wiele wcześniej wszystko staje się jasne i zaczyna się rozbudowywać. Tyle że opowiadanie nastawione jest raczej wyłącznie na klimat, na prawdziwe straszenie. Film ma zgoła inne zadanie, chociaż przecież także straszy! Straszą dzieci, straszy kukurydza, straszy Ten, który Kroczy Między Rzędami.
Stopień straszności: 5/5

  
Miejsce 4
Christine 1983
Na podstawie powieści o tym samym tytule.

Christine jako film pojawia się tutaj głównie z mojego uwielbiania do książki. Adaptacja zawsze wydawała mi się dużym spłyceniem atmosfery, jaka biła z powieści Kinga. Klimat pustych ulic małego amerykańskiego miasteczka, opisy starego plymoutha, młodzieńcza przemiana głównego bohatera, Arniego, ta rockowa muzyka (przed każdym rozdziałem jest fragment tekstu jakiejś amerykańskiej piosenki dużo tam mojego ulubionego Bruce'a Springsteena!)... Mnie to wszystko czaruje! To chyba jedyna książka o takiej tematyce w pewnym sensie samochodowej (dużo w niej opisów naprawiania auta, pracy w warsztacie), która urzekła mnie od początku do końca! A motyw uwielbienia, jakim Arnie darzył Christine, to jeszcze inna historia. Wpływ, jaki miało na niego to nawiedzone auto w książce jest bardzo wyraźny i dokładnie opisany. Film, choć bardzo mocno wzorował się na tekście (nawet bohaterowie z wyglądu są niemal do złudzenia podobni do swoich książkowych pierwowzorów), nie oddał całej aury starego plymoutha. Na kartach książki Christine naprawdę żyła King się o to postarał! Dlatego książka jest kwintesencją kingowego horroru, zaś film jest po prostu udany. Lubię w nim scenę, gdy Arnie staje w warsztacie przed Christine, a ona ożywa. Są takie sceny...
Stopień straszności: 3/5


Miejsce 3
 Carrie 1976
Na podstawie powieści o tym samym tytule.

Przyznaję się. Długi czas nie lubiłam filmowej Carrie (oczywiście chodzi mi o Carrie z 1976 roku, a nie żaden remake). Wywoływała u mnie skrajnie negatywne odczucia. W odróżnieniu do książki, która była pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Kinga, jak i w ogóle jego pierwszą powieścią grozy. Czemu nie lubiłam filmu? Okrutnie drażniła mnie tytułowa bohaterka, choć pewnie bardziej przerażała, czy może przyprawiała o niesmak. Potrzebowałam prawie kilkunastu lat, by podejść do Carrie z dystansem i docenić prawdziwą genialność tej starej produkcji. Film jest mocny, wyrazisty, silnie kontrastowy i niepokojący. Dręczy nas fanatyzm matki Carrie, przeraża metamorfoza, jaką przechodzi sama Carrie w przeciągu kilku chwil! Nastrój jest tak rewelacyjnie stopniowany, że widz nie może oderwać wzroku, choć doskonale wie, że zaraz coś się stanie. Dla mnie Carrie to prawdziwie kingowy horror, którego wstyd nie obejrzeć.
Stopień straszności: 4,5/5

 
 Miejsce 2
Lśnienie (The Shining) 1980
Na podstawie powieści o tym samym tytule.

Ten film to dla mnie swojego rodzaju déjà vu. Często zdawało mi się, że wiele scen (a szczególnie scenerię) z filmu już dobrze znam, już je kiedyś widziałam, a wątpię, abym oglądała go we wczesnym dzieciństwie. Wszystko w Lśnieniu jest tak wyraziste, że trudno oglądać je (nawet po raz pierwszy) bez uczucia pewnego "wyostrzenia" spojrzenia; niemal połykałam wzorkiem pojawiające się obrazy! Mnie Lśnienie zarówno fascynuje, co rzeczywiście straszy. Atmosfera grozy działa od początku przerażają sami bohaterowie, przeraża wizja odciętego od świata hotelu, w którym doszło do brutalnych morderstw. Wiele razy wyłączałam film na tej samej scenie, bo realnie bałam się oglądać dalej! No, a sceneria? Sceneria i klimat filmu to zupełne mistrzostwo! Są takie adaptacje i takie powieści Kinga, o których w ogóle nie powinno się już mówić, zostawiając miejsce na ich przeżywanie. Na zachwyt i strach.
Stopień straszności: 5/5


Miejsce 1 
To (It) 1990
 Na podstawie powieści o tym samym tytule.

A Ty? Czy bałeś/aś się w dzieciństwie klaunów? A może boisz nadal? Przestraszysz się Pennywise'a? Jego uśmiechu, żółtych zębów, przekrwionych oczu? A może Pennywise to coś więcej niż postać odrażającego klauna?

Pierwsze miejsce mojego ranKingu zajął... miniserial It (To) z 1990 roku. Tak wysokie miejsce przypisałam mu nie tyle z sentymentu, ile z przekonania, że To zawiera w sobie cały klimat twórczości Kinga. Tak jak pisałam o Carrie, że jest taka "kingowa" (co można powiedzieć także o Christine, czy Dzieciach kukurydzy), tak To nie tylko jest "kingowe" ono rzutuje na całe moje postrzeganie literatury grozy, jaką tworzył King. Motyw małego miasteczka (tu: Derry), motyw grupy zaprzyjaźnionych dzieciaków, motyw czegoś nie do końca wyjaśnionego, jakiegoś potwora, który przybiera określoną postać. King często czerpał z pomysłu przedstawiania strachów z dzieciństwa tu zostało to silnie zaakcentowane. Dlatego właśnie To zawiera w sobie wszystko, za co literatura Kinga stała się rozpoznawalna. Jest tu bardzo amerykański symbol klauna, który zamiast bawić, przeraża. Jest dużo krwi, nienaturalnie dużo krwi w filmie zostało to świetnie przedstawione! Zresztą, cała atmosfera filmu jest wspaniała. Mimo że nie znoszę klaunów, Pennywise mi się podobał, bo był zdeformowany, zły, raczej sobie kpił niż bezmyślnie wydurniał. Ale ja wciąż trochę bardziej chyba piszę o książce. Jej filmowa adaptacja nie jest wcale szczególnie wybitna. To taka typowa telewizyjna produkcja, raczej nie mierząca w kinowy rozmach. Jednak It to It. Dla mnie miejsce pierwsze!
Stopień straszności: 4/5


Poza rankingiem:
Smętarz dla zwierzaków (Pet Sematary) 1989
Na podstawie książki o tym samym tytule.

Poza rankingiem? Takie ważne dzieło Kinga? No właśnie. Fabuła i tematyka Cmętarza zwieżąt (jak tłumaczą polskie wydanie powieści) są dla mnie chyba najciekawsze ze wszystkich, jakie do tej pory stworzył King. Z początku książka razi swoim lapidarnym, a zarazem infantylnym stylem, ale potem zaczyna pędzić, wciągać, zapierać dech, i w efekcie trudno się od niej oderwać. W prosty, choć niebanalny sposób King porusza tematykę śmierci i mroczne próby jej przechytrzenia. Wskrzeszony kot przeraża swoim dziwnym zachowaniem, a droga na cmentarz realnie straszy. King w Cmętarzu... daje porządny upust swoim szaleńczym zapędom, dlatego czytaniu towarzyszą silne emocje. Podczas oglądania filmu są one raczej stłumione, a między nimi plącze się nawet zwykła nuda. Film po zderzeniu z książką przestaje bronić się klimatem, a także pomysłem, bo wszystko to, czego szukałam znalazło się na kartach powieści.
Stopień straszności: 4/5


*fragment piosenki Every Breath You Take Stinga (słychać ją w pierwszym epizodzie)

Wcześniej na blogu:

      https://2.bp.blogspot.com/-2HBII7pcRaY/WgGBRSdUqHI/AAAAAAAAOZs/Gn5WyXti-hUZR3u-DHVhFikLdjVk2E56gCLcBGAs/s200/540343-352x500.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.