01.04.2016

Wampir z Zagłębia

"Krótko po aresztowaniu Marchwickiego do komendanta wojewódzkiego dzwoni telefon. To Edward Gierek — pyta, czy złapali Wampira. 
Komendant nie ma pewności, podejrzanemu dopiero przedstawiono 
zarzut i się nie przyznał. — To jest czy nie jest? — słyszy w słuchawce podniesiony głos. Pada twierdząca odpowiedź. Od tej chwili Zdzisław Marchwicki musi być Wampirem."

Lata PRL. Dolny Śląsk. Był to jeden z tych mglistych poranków, jakie ostatnio nawiedzały miasta, nadając im iście upiornego wyglądu. Ścieżki przy torach, zagajniki, rozstaje dróg topiły się w lepkiej, gęstej mgle. Kobieta szła szybko, ale mgła ją skutecznie spowalniała. Ledwo widziała swoje stopy. Obcasy wbijały się w mokrą ziemię nie wydając dźwięku. Najpierw usłyszała jego kroki, a potem tylko ten tępy, przeszywający ból z tyłu głowy, jakby ktoś uderzył w nią twardym przedmiotem. Nawet nie krzyknęła.

Zdzisławowi Marchwickiemu, zwanemu Wampirem z Zagłębia, postawiono zarzuty zabójstwa czternastu kobiet i usiłowania zabójstwa sześciu innych. Morderstw Marchwicki dokonać miał na przełomie lat 60. i 70., w przeciągu pięciu lat. Kobiety uśmiercał zazwyczaj twardym narzędziem, uderzając nim w tył głowy ofiary. Mimo że nie gwałcił, w jego czynach dopatrywano się motywów seksualnych. Ścigano go dwa kolejne lata, chodząc po mieszkaniach i szukając mężczyzn, których wygląd był zgodny z rysopisem oraz rysem charakterologicznym. Wydała go jego własna żona, nad którą według zeznań miał się wielokrotnie znęcać. Proces Zdzisława Marchwickiego był widowiskowy i obejmował 126 posiedzeń Sądu. Sprawa liczyła 166 akt. Poza Zdzisławem sądzeni byli jeszcze członkowie jego rodziny — bracia Henryk i Jan, oraz siostra Halina Flak wraz z synem. U każdego dopatrywano się współwiny, świadomego uczestnictwa lub czerpania korzyści majątkowych z niektórych zabójstw. Zdzisław Marchwicki oraz Jan Marchwicki zostali skazani na karę śmierci. Do dziś postać Wampira z Zagłębia budzi rozmaite emocje i rodzi spekulacje. Skąd brały się te wszystkie sprzeczności w zeznaniach Zdzisława, dlaczego przyznał się do winy, równocześnie twierdząc, że nie zabił tych wszystkich kobiet. Czy to rzeczywiście Zdzisław Marchwicki był tym poszukiwanym Wampirem, który budził taki postrach wśród mieszkańców Śląska?

"— Czy oskarżony jest mordercą?
— No jak z tego wynika, co słyszałem, to wynika... Z tego, co wiem, co się dowiedziałem, to tak. 
— Nie chodzi o to, co oskarżony słyszał, tylko co sam oskarżony uważa. Czy oskarżony jest mordercą?
— No chyba tak myślę."

Może uprzedzę fakty i powiem, że Przemysław Semczuk nie podaje nam jednoznacznej odpowiedzi i nie wyciąga niezbitych dowodów za lub przeciw winie Marchwickiego, choć jego stanowisko już od samego początku wydaje się być dość określone. Ja miałam wrażenie, że Semczuk wciąż kręcił się w kółko. W swoim rzetelnym i dokładnym sprawozdaniu (bo inaczej tej książki nazwać nie umiem) przedstawił wiadomości, o których huczała cała Polska, fragmenty akt, listów, rozmów, przesłuchań i pogłosek, a jednak wciąż się powtarza, wraca do wątków, które już znamy na pamięć. Rozumiem, że chciał być dokładny, przedstawić sprawę z wielu perspektyw, przeżuć ją, dogłębnie przeanalizować, ale mnie w pewnym momencie zaczynało drażnić przesadne przeciąganie tematu. Gdzieś w połowie książki wiedziałam już, że niczego więcej się od Semczuka nie dowiem i rzeczywiście... nie dowiedziałam. Wprawdzie rozwinął on wiele podejrzanych aspektów, o których napomknął już Maciej Pieprzyca w filmie dokumentalnym Jestem mordercą, a także bardzo skrupulatnie przedstawił przebieg procesu (podobał mi się rozdział o wywiadzie Barbary Seidler ze Zdzisławem Marchwickim dla "Życia Literackiego"; fragment wywiadu był dosyć wzruszający), mimo to nie poszedł dalej, choćby we własnych spekulacjach.

Tu należy się zastanowić, czy odpowiada nam literatura faktu, której autor chowa się za faktami, w której zaledwie relacjonuje wydarzenia, tworząc ich rozmaite kompilacje, porównania, syntezy — bo chyba tego oczekujemy od tego typu literatury, czy jest wprost przeciwnie i potrzebujemy tego autora w środku. Ja potrzebuję, ale mi Wampir z Zagłębia się podobał (wciąż dźwięczy mi w głowie muzyka z filmu Jestem mordercą), jak i ciekawił mnie przypadek polskiego mordercy z czasów PRL-u. Trudno mi jednak cokolwiek powiedzieć o stylu Semczuka. Ot, sztywne relacjonowanie i przepisywanie. Za to poruszył mnie pewien autentyzm, wywołany ścisłym trzymaniem się źródeł, m.in. poprzez ich cytowanie. Bardzo ciekawa pozycja dla miłośników polskiej kryminalistyki. Może niewielu z Was wie, że nasza historia mogłaby "poszczycić" się niejednym Kubą Rozpruwaczem, czy innym psychopatycznym mordercą godnym amerykańskich filmów, czy skandynawskich kryminałów. W Wampirze z Zagłębia Semczuk wspomina kilka takich kryminalnych spraw oraz wymienia słynnych polskich morderców. Warto poczytać o tym, co się działo i na naszym polskim podwórku. 

Wg mojej skali 4/5

Wampir z Zagłębia
Przemysław Semczuk
Wydawnictwo Znak
Rok wyd. 2016
s. 384


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(17)
    

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.