19.02.2014

Statek śmierci

Statek śmierci
Yrsa Sigurdardóttir
Wydawnictwo MUZA S. A.
Rok wyd. 2013
s. 336

"- Lady K. - rozległo się ponownie (...) Osoba po drugiej stronie mówiła powoli, akcentowała każdą głoskę i w żadnym razie nie wydawała się zdesperowana. Kimkolwiek była, z całą pewnością nie miała żadnych kłopotów"

Książki Yrsy ciężko zaklasyfikować do konkretnego rodzaju literatury. Bo jeśli Pamiętam cię było horrorem (o czym informował napis na okładce), to Statek śmierci miał okazać się thrillerem. Nie wiem, czy okazał. Mnie skusiła fabuła, bynajmniej nie nazwisko autorki. Po Pamiętam cię nie byłam do Yrsy ani trochę przekonana. Czegoś mi w tej książce brakowało; pamiętam to swoiste poczucie straty czasu i ulgę w trakcie czytania ostatniej strony. Przywykłam jednak dawać drugie szanse autorom, którzy za pierwszym razem nie wywołali oczekiwanego wrażenia. Tak jakoś. Niektórzy nie wykorzystują danej im szansy...

Tym razem jednak było inaczej. Mimo topornego początku, w którymś momencie coś mi w tym Statku śmierci drgnęło i choć nie zasiadałam do lektury z rozpalonymi policzkami, chętnie (chętniej niż przy Pamiętam cię) pokonywałam kolejne strony. Nie było aż tak źle. Możliwe, że poddałam się konwencji morskiej podróży (to zawsze na mnie zadziała, zawsze!), a może to po prostu lepsza książka Yrsy.

Późną nocą do portu w Reykjaviku przybija statek widmo. Ku zdziwieniu (i przerażeniu) grupki osób oczekujących w porcie, na pokładzie nie ma żadnej załogi, nikt statkiem nie steruje. Rzekomy "statek widmo" to luksusowy jacht Lady K., przejęty przez Bank Islandzki od zadłużonego właściciela. Płynął prosto z Lizbony. Na pokładzie był między innymi Egir wraz z żoną i dwiema córeczkami, a teraz zrozpaczona rodzina domaga się wysokiego odszkodowania. Tylko że nikt tak naprawdę nie wie, co stało się z pasażerami statku. Jak mogli zniknąć bez śladu na środku morza? Wszyscy?

Rozwikłaniem tej sprawy zajmie się Thora. Jej dochodzenie przecinane jest rozdziałami z samej podróży. Dziwne sny dziewczynek, niepokojąca pogoda, członkowie załogi, którzy ewidentnie coś ukrywają. Przez moment poczułam nawet lekką grozę. Może to te morskie opowieści o duchach ze starych wraków błąkających się po oceanach, może sama narracja. Coś na pewno podtrzymywało mroczną atmosferę. Owszem. Podobało mi się. Może nie wzbudzało okrzyków zachwytu, ale podobało. Na jeden raz wystarczy.

Wg mojej skali 5/10.


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
POD HASŁEM (Skaczą, fruwają, pływają, biegają)
52 KSIĄŻKI (13)

Baza recenzji Syndykatu ZwB   

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.