21.05.2016

Grzybowska 6/10. Lament

"(...) kto pochylił się nad detalami konstruowania komór gazowych
i zamówił do nich białe kafelki z gwiazdą Dawida
oraz pomarańczową terakotę, 
by na pustkowiu, w gęstym lesie udawały żydowskie łaźnie, 
a nie były odpychającym, budzącym strach 
betonowym bunkrem"

Naiwnie myślałam, że to będzie historia... budynku. Któraś z tych, jakie opowiada Filip Springer w swoich architektoniczno-socjologicznych tekstach. Albo zwyczajna historia ulicy, adresu; reportaż "z klatki schodowej", z zaglądania w okna, ze wspomnień snutych przez kobiety opierające się o parapety swoich mieszkań. Wiecie... stare fotografie, wyblakłe listy i kwiaty w doniczkach. Konstrukcja betonu i szkła. Gruchające gołębie i smród kamienicy. Tylko ten lament w tytule na to z początku nie zwróciłam uwagi. Dlaczego "lament"? A to przecież lament wszystko wyjaśnia. Reportaż o budynku? O warszawskiej Grzybowskiej? Owszem. Właśnie taki. O wszystkim, czego można się było spodziewać i czego nie spodziewałam się wcale. O stracie, strachu i śmierci kłębiących się między szczelinami korytarzy, skrywanych w zaułkach i biegnących środkiem ulicy. Strachu i śmierci za murami getta. Współczesna Grzybowska 6/10, gdzie aktualnie mieszka matka autorki, to prawie Grzybowska 10, włączona do warszawskiego getta. Dom, wokół którego unosiły się dymy. W którym biły przerażone żydowskie serca. Dom Graffów, bo to głównie o nich.

O Graffach opowiedział Aleksandrze Domańskiej Jurek Yehuda Glass, na którego cudem trafiła, rozkopując historię budynku przy ulicy Grzybowskiej 10. Inaczej nie wiedziałaby nic. Pamięć o mieszkańcach zaległa w nieopłaconych rachunkach — stąd znała ich nazwiska. Tylko stąd. Zdawałoby się, że istnieli jedynie ci, którzy nie opłacili gazu. Potem udaje się jej dotrzeć do jednego znaczącego nazwiska. "I oto 'Graff S. skład żelaza, belek, blach i rur. Telefon 11-03-95', właściciel Grzybowskiej 10, nr hip. 1019 — ożył. Tak jak ożywa wspomnienie". I poprzez tego Graffa (a raczej jego nekrolog) udaje jej się skontaktować z Jurkiem, ocalałym byłym mieszkańcem Grzybowskiej, który od teraz będzie jej przewodnikiem. Dzięki niemu w tak niepowtarzalny sposób odtworzy historię, której nikt nigdy by nie poznał.

Oto przedwojenna Grzybowska 10, budynek zbudowany między 1832 a 1838. Brak cech szczególnych. Jego właścicielem (jak i innych okolicznych budynków) był Salomon Graff. To historia jego rodziny będzie w książce Domańskiej tym znaczącym "pierwszym planem", którym być może miało być coś innego. Historia opisywana w listach Romy (córki Salomona) do męża. Rysia do ojca. Listy z getta zamazywane czarnym atramentem. "A w miejscu każdej zatartej litery zalęga się zło". Bo głód, epidemia tyfusa, wysokie mury i huk pociągów. Domańska bardzo prosto i niewydumanie opisuje nam historię żydowskiego getta, ludzi, którzy mieli ocaleć, a nie ocaleli. Pisze o zbrodniarzach wydających wyroki. O dawaniu nadziei i o okrucieństwie. Bardzo zgrabne, mądre wnioski, bardzo dużo poruszeń. Domańska pisze z wyczuciem i z wyraźną emocją. Nie boi się tematu, nie boi się powtarzać historii, którą wszyscy raczej znamy (choćby pobieżnie). Stawia czoło. Podobnie jak ulica Grzybowska, która ocalała z bombardowania, stawia czoło wojennemu zniszczeniu, choć po wojnie staje się dzielnicą szemraną. Trzeba ją odgruzowywać, odkrywać nowe przejścia, wchodzić w mroki piwnic. Domańskiej udało się zlokalizować na zdjęciach starą Grzybowską 10. Tymczasem teraz w jej miejsce, na Grzybowskiej 6/10, w jej ciasnych mieszkaniach żyją starsi ludzie. Grzybowska 6/10, z której widać Wisłę. Lamentu nie słychać.

"Ale Grzybowska 6/10? 
Wielgachny blok z warszawskiego Osiedla za Żelazną Bramą, 
wybudowany "metodą monolityczną betonów wylewnych",
symbol PRL-owskiego "budownictwa uspołecznionego" 
z czasów Gomułki...?"        
         
Bardzo podziwiam Aleksandrę Domańską, że zdecydowała się pisać o budynku-widmie, o duchach, którym nadała dość wyraźne kształty. "Planując tę powieść nie wybierałam się do getta — pisze w zakończeniu. — Los mnie tam zaprowadził. Ja przecież pytałam tylko o przeszłość miejsca, gdzie stoi dom, w którym mieszka moja matka (...) nie wiedziałam, że to getto...!" A gdy się dowiedziała, postanowiła nakręcić o tym film. "Grzybowska 6/10" miała być obrazem, lecz stała słowem. Dobrym, dojrzałym i przeszywającym. Reportażem pełnym trafnie dobranych, mocnych cytatów. Porządnym. Od początku do końca pięknie przemyślanym i dopowiedzianym do ostatniej kropki. Takim, po którym zamykamy książkę i długo siedzimy patrząc w dal. Takie lubię najbardziej.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:
http://www.krytykapolityczna.pl/wydawnictwo
przeczuwałam, że to będzie coś ważnego!


Wg mojej skali 5/5

Grzybowska 6/10. Lament
Aleksandra Domańska
Wydawnictwo Krytyka Polityczna
Rok wyd. 2016
s. 296


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(22)
  

Wcześniej na blogu:

      https://2.bp.blogspot.com/-2HBII7pcRaY/WgGBRSdUqHI/AAAAAAAAOZs/Gn5WyXti-hUZR3u-DHVhFikLdjVk2E56gCLcBGAs/s200/540343-352x500.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.