21.11.2015

Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości...

"Zanim będziemy mogli zapłacić rachunek
i zabrać ze sobą ludzką tkankę,
ktoś będzie musiał zmienić ją z kawałka człowieka
w przedmiot o wartości rynkowej."

Nawet nie zdajemy sobie sprawy jaką wartość ma nasze ciało. I bynajmniej nie jest to stwierdzenie o charakterze religijnym, duchowym, czy czysto fizjologicznym. Od najdrobniejszej komórki jajowej, przez nerki, krew, włosy, aż po same kości jesteśmy zaledwie produktem, materiałem, surowcem podlegającym wycenie i wplatającym się w rynek towarów, niczym nie różniący się chociażby od rynku ropą naftową. Poza tym, że nie zawsze jest legalny. To jednak łączy go z tak zwanym czarnym rynkiem, gdzie materiałami kupna i sprzedaży są narkotyki, czy też kradziona broń. Handel ludzkimi organami, jak i biznes oparty na handlu krwią, ale również na sprzedaży własnych komórek jajowych lub własnego potomstwa oraz handel dziećmi — Scott Carney określił mianem czerwonego rynku

To dzieje się naprawdę. Z ulic świata porywane są dzieci i sprzedawane amerykańskim małżeństwom. W indyjskich szpitalach-barakach z wystrojem rodem z horroru ludzie oddają litrami krew, matki-surogatki rodzą dzieci, choć nikt nie dba o zdrowie "dawców". Na Cyprze istnieją wielkie kliniki in vitro, które masowo pobierają gamety od zdesperowanych kobiet przybywających na wyspę z innych krajów celem łatwego zarobku (i jeszcze łatwiejszej utraty zdrowia). Tak zwana turystyka medyczna. Podobnie jak dawcy nerek, których nie brakowało wśród uchodźców z Indii i Sri Lanki, ocalałych po tsunami w 2004 roku. Nie są to jednak normalni, honorowi dawcy. To ludzie, którzy poprzez oddawanie części swojego ciała zarabiają na życie. Inni (głównie w Indiach) zarabiali na życie handlem ludzkimi kośćmi lub całymi szkieletami, które służyły później badaniom naukowym. W ten sposób na przykład Ameryka uczyła się budowy ludzkiego szkieletu na kradzionych indyjskich szczątkach, niekiedy wygrzebanych ze świeżych grobów.

"Etos rządzący obecnie czerwonym rynkiem na całym świecie 
bazuje na założeniu, że opierając się na altruistycznym dawstwie, 
można w etyczny sposób zbudować komercyjny system wymiany tkanek."

Handel surowcem ludzkim, a tym samym posuwająca się wciąż dehumanizacja to zjawisko na skalę światową. Mimo wszelkich działań mających na celu wstrzymanie funkcjonowania czerwonego rynku, ma on się bardzo dobrze i może mieć się coraz lepiej. Naturalnie jest to częściej kwestia pieniędzy niż ludzkiego życia. W grę wchodzą potężne kwoty, w nielegalną działalność zaangażowanych jest masa lekarzy, a przede wszystkim nie brakuje dawców, którzy są najbardziej pożądanym, choć i najbardziej poszkodowanym ogniwem całego procesu. Scott Carney bardzo żywo zagłębił się w ten temat. Dużo czasu spędził w Indiach, choć nie tylko o Indiach pisze w swojej książce. Sam jest antropologiem i dziennikarzem śledczym. Jego wiedza medyczna była niezastąpionym elementem decydującym o solidności i wiarygodności tego reportażu; nie nadużywał jej, a bardziej skupiał się na przebiegu "akcji". Jednak Carney nie poprzestał na czystych faktach. W Czerwonym rynku prowokuje czytelnika do zajęcia własnego stanowiska, wchodzi w sferę etyczną, choć nie jest stronniczy. Bardziej unaocznia wymiar problemu niż wartościuje jego skutki — trudno bowiem oceniać. Kupiona krew ratuje czyjeś życie. Kupione komórki jajowe dają nadzieję bezdzietnym parom. Choć oczywiście jest i druga strona medalu. Czerwony rynek momentami czyta się jak dobry thriller. Autor zbudował mroczną, niekiedy upiorną atmosferę, choć tu też bym nie przesadzała (wszystko do granic rozsądku). To naprawdę dobry, ciekawy i wciągający reportaż. Może nie każdy temat mnie osobiście tak bardzo interesował, ale całość prezentuje się znakomicie.

Wg mojej skali 4,5/5

Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, 
złodziei kości, producentów krwi 
i porywaczy dzieci
Scott Carney
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2014
s. 240

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
104 KSIĄŻKI
(60)
  

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.