23.11.2014

Przebudzenie


... po śmierci? Wielu świadków śmierci klinicznej twierdzi, że po zamknięciu oczu widzieli przeszywające światło. Czy tak było w rzeczywistości, czy tak bardzo włada nami strach przed ciemnością? O czym myślisz, gdy widzisz za oknem błyskawicę? Katolicy, protestanci, wyznawcy prawosławia wierzą, że po śmierci dusza człowieka ma szansę na życie wieczne w upragnionym raju. Raj nazywają niebem. To metafora, ale od dziś pomyślisz o niej widząc burzowe niebo przeszywane piorunami. Kinga nie obchodzi w jakie niebo wierzysz. Pokaże Ci coś, co utkwi w Twojej głowie, niezależnie jak wielką bzdurą będzie się wydawać. On Cię nie przestraszy. On Cię solidnie przerazi, a nawet PORAZI tym, co przygotował. Ale nie zrobi tego od razu. Najpierw opowie o młodym pastorze Charlesie Jacobsie, który pewnego październikowego dnia 1962 roku zawita do spokojnego miasteczka Harlow. Tak pozna się z małym Jamie'm Mortonem i odtąd przez wiele lat ich drogi będą się krzyżować. Jacobs nazwie to w pewnym momencie... przeznaczeniem.

Pastor Jacobs ma niezwykłe zainteresowania. Pasjonuje go elektryczność. Prąd, wyładowania atmosferyczne. Jego własne eksperymenty w przyszłości mają posłużyć mu do leczenia wielu chorób i tym samym propagowania nowej religii, której stanie się jedynym kaznodzieją. Wielebny Jacobs będzie miał jednak cel wyższy niż uzdrawianie maluczkich. O tym wszystkim przekona się Jamie, który opowiada nam te wydarzenia już z pozycji starszego pana. Opowiada z przejęciem o swoim życiu i o tym, jak spotykał Jacobsa na swojej drodze przez wiele lat. Będzie tu dużo typowego sex, drugs and rock'n'roll, będziemy świadkami utraty wiary, niezawinionych śmierci, a także wielu makabrycznych sennych koszmarów. Aż w końcu coś się stanie. Coś, co zapowiadał już tekst na okładce. Coś, czego nie zapowiada spokojny, obyczajowy takt, w którym niesie nas stary dobry King przez około 500 stron. W pewnym momencie można się na niego najzwyczajniej wkurzyć. Bo co nam po elektryzującym (sic!) szarlatanie i jego wynalazkach? Co nam po szczegółowym opisie muzycznej kariery zwykłego chłopaczka, który po koncercie całuje się ze swoją pierwszą miłością na schodach pożarowych? Panie King, proszę trochę nas postraszyć! Tego w sumie po Przebudzeniu oczekujemy. 


Nie było zwykłego straszenia, choć momentami powiewało grozą. Stało się coś innego. Tak, coś się stało i nie ma sensu temu zaprzeczać. Trochę żałowałam, że to wszystko dopiero na końcu. Mogłam popełnić ogromny błąd, który popełniam dość często, a który jest wynikiem zwykłego braku czasu, którego nie chce się marnować na nieudane lektury - zostawić książkę niedoczytaną. Błagam, jeśli w którymkolwiek momencie podczas Przebudzenia będziecie mieli na to ochotę, nie róbcie tego! Mnie nużyło trochę te rock'n'rollowe życie Jamie'go. Te klimaty są mi dość bliskie, sama wychowałam się na rocku i rock'n'rollu, może dlatego nie robi na mnie to takiego wrażenia. Znam dobrze takie rockowe zachłyśnięcie, jeszcze niedawno obserwowałam je na co dzień w moim bliskim otoczeniu; mam znajomych muzyków. Obawiałam się raczej wątku wiary, którego unikam w książkach, a który tutaj został poprowadzony rewelacyjnie! King przeprowadził swoje postaci przez proste ludzkie życiowe stadia, ukazał ich na przestrzeni lat (Jamie'go poznajemy jako sześciolatka) i co mi się podobało - nie zrobił z nich fanatyków. Kwestia wiary (w Boga, w życie po śmierci) w Przebudzeniu może budzić spore kontrowersje, choć nie mniejsze niż budził motyw wskrzeszenia w Cmętarzu zwieżąt. Ja się tym nie zajmuję, nie oceniam. Nie oczekuję od horroru, że będzie poprawny religijnie.

Przebudzenie skończyłam czytać równo o północy i nie mogłam zasnąć. To, co zaserwował nam King na samym końcu, przeszyło mnie na wskroś! Nieważne, w co wierzę. Nieważne, jakie niebo rysuje nam się na horyzoncie i jak bardzo sam horror uznajemy za dobrą rozrywkę, podczas której trochę drżymy. I tak po tym wszystkim wracamy do siebie. Jeśli ktoś bezrefleksyjnie wróci "do siebie" po Przebudzeniu, to mu zazdroszczę. Ja nie wróciłam. Tak bardzo chciałabym napisać o tym wszystkim, co na końcu. O tym, jak wrzała mi wyobraźnia i o strasznych wizjach przesuwających się przed moimi oczami. O Lovecrafcie. Cała ta obyczajowość, której było tu stanowczo za dużo (stąd moja o pół niższa ocena), w jednej chwili poszła w niepamięć. King budował nastrój bardzo powoli, z namysłem, stawał się nieco irytujący, ale nie wyrwał się z niczym aż do samego końca. Tak oto efekt końcowy promieniuje na całość i scala wszystko w jeden wielki horror. Chcieliście powrotu mistrza horroru? Oto mistrz w pełnej krasie! Właśnie się przebudził.




-------------------------------------------------------------- stopka ------------------------------------------------------------------


Przebudzenie
Stephen King
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wyd. 2014
s. 536
Wg mojej skali: 4,5/5



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
KLUCZNIK (Bez happy endu) 
CZYTAM NOWOŚCI
52 KSIĄŻKI (61)



Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.