27.02.2014

W syberyjskich lasach

W syberyjskich lasach
Sylvain Tesson
Wydawnictwo Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Rok wyd. 2013
s. 211

"Balansować między przyjemnością a niebezpieczeństwem, chłodem rosyjskiej zimy i ciepłem pieca. Nigdzie nie osiadać, zawsze oscylować między jednym a drugim biegunem skali wrażeń"

Sylvain Tesson (geograf, dziennikarz, pisarz i podróżnik) spędza sześć miesięcy w syberyjskim lesie, w chacie nad brzegiem Bajkału. Niczym eremita postanawia odciąć się od ludzi i wydarzeń. Zabiera ze sobą zapas jedzenia, alkoholu i pokaźną ilość ambitnych książek. Jego rytm dnia wyznaczają palący się w piecu ogień, głód i skrzyp lodu. Chodzi po lesie, pije herbatę, jeździ na łyżwach, kontempluje naturę i przygląda się "sejsmologii" własnej duszy. Żyje. Myśli. Zostawia ślady.

"Tesson to fragment czegoś, co było. Forma zachowuje wspomnienie butelki. Tesson byłby więc istotą tęskniącą za straconą całością, kimś, kto pragnie nawiązać kontakt ze Wszystkim. To właśnie robię, upijając się w syberyjskich lasach."

Zamarznięty Bajkał ma swoją specyficzną, wyjątkową mowę. Skrzypie. Śnieg skrzypi pod naciskiem rakiet śnieżnych. Meteorolodzy w dalekich stacjach pogrążeni są w permanentnej depresji. Tutaj nie da rady nie być na lekkim rauszu. Tu nie można inaczej. "Syberyjska zima jest (...) sterylna i czysta". Prosta. Bolesna. Wewnętrzna. Ciepła, bezpieczna chata kontrastuje z zimnym, groźnym krajobrazem. Okno jak ekran telewizora. Tesson, którego niedawnym sensem życia było trwanie w ruchu, teraz postanowił się właśnie zatrzymać. Wcześniej wędrował z Syberii do Indii, teraz zaszył się w lesie. Kilkumiesięczny odpoczynek od paryskiej, zabieganej rzeczywistości.

Choć tak naprawdę wcale się nie zaszył. Wychodzi. Odwiedza mieszkających kilometry od niego znajomych Rosjan. Od czasu do czasu przyjmuje gości. Karmi ptaki. Obserwuje i uczestniczy w intymnym życiu syberyjskiej przyrody. Pisze. Bardzo dobrze pisze. Tak, jak lubię. Nieco filozoficznie, ale nie pompatycznie. Nie dostrzegam tutaj szczególnego wymądrzania się; raczej dobre, refleksyjne pisarstwo.

"Czerwiec. Płacz". Mnie najbardziej poruszyło odejście jego ukochanej (tak, można zostać porzuconym nawet w dalekim, samotnym lesie). Tesson miał tak ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym, a jednak taka wiadomość jakoś przebiła się przez te wszystkie gęste drzewa, topniejący lód i izolację. "Odstawiam książki i płaczę wtulony w moje psy". To tylko chwila. Reszta to dochodzenie do świata, do osobniczego szczęścia. I delektowanie się. To polecam jak najbardziej przy lekturze tej książki. Delektowanie się każdym słowem.

Wg mojej skali 9/10.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.