30.10.2014

Wyspa na prerii

"Preria to ziemia dzika, wymagająca czujności. 
Spokojna, nieśpieszna, ale jednocześnie agresywna, gdy ją zaczepisz.
Nie dłubie się palcem w prerii, bo cię preria ugryzie."

"Takie to miejsce - preria, kraina kurzu, gwoździ i rdzy. Trochę dzika, trochę niepiśmienna. Kraina, gdzie ludzie chodzą do baru z gwoździami w kieszeniach". Zaskoczył mnie ten Cejrowski, choć nie powinien. Znam jego pióro od dawna i nie czytuję go już. Niepamiętne to czasy, gdy traktowałam relacje podróżnicze jako czystą rozrywkę (a takową pan WC bezwzględnie zapewnia). Przyglądałam się zatem od niechcenia tej Wyspie na Waszych blogach, kręcąc przecząco głową. Nie. Nie złamię się. Nie skuszę. Na mnie czekają Bałkany wyobrażone, na mnie czeka Jakuck. Dam sobie spokój z prerią. Nie lubię prerii. Nie mam do niej żadnego stosunku. Nie. Nie. Nie? I tak w ten oto sposób (w jaki?) ugięłam się. Wypożyczyłam Cejrowskiego i zaginęłam w tej wietrznej, zakurzonej przestrzeni. Zagubiłam się i trudno mi z niej teraz wyjść. No bo jak?

Wyobraźcie sobie młodego studenta (wiadomo kogo), który jedzie na dziką prerię (taa, do Ameryki, Arizona, jak w westernach), gdzie dorabia u pewnego farmera, a potem dostaje na tej prerii... dom. Na własność. Jako że nie chce tak cennego (zdaje mu się) prezentu, pozwalają mu go wygrać w karty. I tak oto staje się właścicielem domu na prerii, do którego wybiera się teraz (po jakichś dwudziestu kilku latach nieobecności), na święta. Ta preriowa pustka, wiatr, kurz lepiący się do ciała, szum traw i wycie kojotów. Jiii-haaa! Tu wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. Wiedzą już co zamówisz w barze, zanim w ogóle przestąpisz próg. Wiedzą co Ci się zepsuło i czego potrzebujesz, chociaż mieszkasz wiele mil od nich. Taka jest preria. W sklepach tanio, ludzie chwytają się kilku działalności, wszystko można załatwić, wszystko się naprawi, dowiezie, zaradzi. "Tak działa Ameryka i tak powinno być wszędzie", mówi WC i najwyraźniej ma rację. Ta wolność tam, która nam, Europejczykom wydaje się nierealna. Te prawo posiadania, słowność, uczciwość. Czytam i nie mogę uwierzyć. Może to te trudne warunki, ten piach, pył, upał, zgrzytanie metalu? A może solidarność, która tworzy się w takim miejscu, jest w pełni uzasadniona. Stado wre, plotkuje, a jednak zachowuje spokój i żyje w przyjaźni. Kowboje uwielbiają dowcipkować z innych (z samych siebie też), nie widzą problemu tam, gdzie Europejczyk załamuje ręce. Uczynność leje się ze wszystkich stron, prawie jak żar z nieba.

Atrakcyjności Wyspie na prerii odmówić nie można. Do tego czyta się ją jak dobrą przygodówkę. I współuczestniczy. Lubię Cejrowskiego za styl, za przyciąganie uwagi, za to, że każe czytelnikowi siedzieć koło niego na porczu i gapić się w horyzont. Cejrowskiego można lubić lub nie, można potępiać za jego poglądy lub za nie popierać, ale literacką osobowość to facet ma naprawdę niepowtarzalną. Żeby mnie prerią zachwycić! Żeby mnie tam tym wszystkim uwieść i zamknąć w tym westernowym krajobrazie! Dlatego i Wy bawcie się Wyspą. To dobry antydepresant dla jesieniofobów ;)

Wg mojej skali 4,5/5

Wyspa na prerii
Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Rok wyd. 2014
s. 296



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 

KSIĄŻKOWE PODRÓŻE
52 KSIĄŻKI (55)


Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.