14.06.2015

Dziennik zdrady

"Podobno, gdy śpisz, twoje senne marzenia
są życiem innego, prawdziwego człowieka. 
A gdy czuwasz, ktoś inny śni twoje życie."

Kufonisi. Niewielka wyspa Archipelagu Cyklad. Niesiony morskim wiatrem pył z wykopalisk wsiąka w rozgrzaną skórę. Czyjeś spojrzenie śledzi mężczyznę, który kąpie się w zatoczce otoczonej skałami. Ciepła przestrzeń wpycha się między palce, spowalnia krew i odbiera czujność. Zaburzyć to. Zaburzyć ten sielankowy obrazek spokojnej Kufonisi i napisać: to tu archeolog Dukarelis zdradził żonę. Ale jeszcze przez chwilę nie będę tego robić. "Zagłębienia w skałach pełne są grubokrystalicznej soli, ze szczelin wystają słonorośle, kapary i koper morski..." Nocami kilka par oczu wpatruje się w rozgwieżdżone niebo. "Szepty... szepty... szepty..." Czytam to, atmosfera upalnej Kufonisi wgryza mi się w umysł, czuję ją niemal wszystkimi zmysłami (taka jest to książka) i coraz bardziej (nic na to nie poradzę) chce mi się... krzyczeć! Emilios Solomou stworzył książkę niezwykłą, parującą, niemal sensoryczną, której niezwykłości ja nie jestem w stanie do końca zawierzyć. Nie tylko dlatego, że ta wspaniała atmosfera jest zdradziecka, podszyta kwitnącą w niej ułudą, ale również dlatego, że wyłącza myślenie, otępia, opierając się wyłącznie na naszych emocjach. Jakby tego było mało, Dziennik zdrady mami nas pseudofilozoficznymi, płytkimi rozmyśleniami, które są tak przeciętne, że mój krzyk nabrałby dodatkowej zasadności. I choć pewnie trochę dramatyzuję, Solomou dał mi trudny orzech do zgryzienia. Bowiem pomimo tego, że klimat Dziennika bałamuci i otumania, to jednak sprawia, że mam ochotę wciągać w nozdrza to cykladzkie powietrze pełne zapachu ziół i kwiatów. I choć dumania bohaterów są schematyczne i banalne, to niemal rozczula mnie ich patos. I jest jeszcze coś. Powieść Solomou jest przeraźliwie smutna. 

Ogromny grecki smutek potęgowany błogim klimatem wyspy. Podsycany wspomnieniami, które mieszają się jak szalone, jakby nie istniały pojęcia przeszłości i przyszłości. Wszystko stanie się w tej jednej chwili. W chwili, gdy Dukarelis zatrzyma wzrok na Antygonie, a pył wzbije się w powietrze i przywrze do lepkich ust. W chwili, gdy odkopią szczątki młodej dziewczyny, którą potem nazwą Kasjopeją. I w chwili, gdy żona Dukarelisa wsłucha się w dźwięk rozdzwonionego telefonu, wiedząc, że czas bardziej dzieli niż łączy. Tylko o czym tak naprawdę jest ta opowieść? O miłości? O gwiazdach? O czasie, który niszczy, i chwilach, których nie da się już odkopać? Dukarelis przybywa na niewielką grecką wyspę, Kufonisi, gdzie prowadził niegdyś wykopaliska archeologiczne. Wtedy to uległ czarowi młodej studentki, zdradzając kochającą żonę. Teraz gnębią go duchy przeszłości. Ciekawskie oczy wyspiarzy szukają w nim kogoś znajomego. Nikt go tu już nie pamięta. Włóczy się po bezdrożach, wdycha morskie powietrze i myśli. Ma o czym. To, co dzieje się na końcu historii, jest w istocie potworne.

Dlatego ja mam bardzo ambiwalentne odczucia względem Dziennika zdrady. Nużył mnie jego prosty, roztrzęsiony styl (jakby Solomou pisał to wszystko na wstrzymanym oddechu; dość niestarannie) i równocześnie wciągał. Z początku drażniło słabe zarysowanie postaci, a potem podobała mi się ta ich przezroczystość. Może nie do końca umiałam wgryźć się w ten literacki, ciepły, grecki klimat, to jednak potrafię przyznać, że Solomou stworzył historię wyjątkową. Smutną, nostalgiczną, momentami przesadnie ckliwą, ale wyjątkową. I przysięgam – jej wnętrze pachnie morzem.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:
http://ksiazkoweklimaty.pl/

Wg mojej skali 3,5/5

Dziennik zdrady
Emilios Solomou
Wydawnictwo Książkowe Klimaty
Rok wyd. 2015
s. 320



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
104 KSIĄŻKI
(36)

Wcześniej na blogu:

        https://2.bp.blogspot.com/-jolGJEdPCd4/WQBM8AIB3tI/AAAAAAAAN9M/z_jUEEs8J10RE1G6-7c5c_9xipXEhp-1QCLcB/s1600/513626-352x500.jpg

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.