26.02.2017

Tydzień na Przestrzeniach #2














O EBOOKACH, CZYLI FRAGMENT CIERPLIWOŚCI DIABŁA.
Jako że słucham ostatnio audiobooków Maxime Chattama (na przemian z The Clarion Call Falconera), przytoczę Wam ciekawy fragment z Cierpliwości diabła. Fragment o czytaniu ebooków. A może o... opętaniu?
"Jego sąsiadka wyjęła z torby czytnik e-booków i pogrążyła się w lekturze jakiejś niewidzialnej książki. Silas nie mógł oswoić się z tą nowinką. Czytać bez odwracania kartek. Czytać, nie trzymając książki w ręce. Czytać, nie gładząc palcami okładki. Czytać, nie wpisując w książkę chwil własnego życia – tu śladu brudnego palca, tam rzęsy, która wsunęła się w grzbiet tomu na dwadzieścia lat, zagiętego rogu, który ma przypominać o ważnym zdaniu, albo choćby wartym zapamiętania słowie. Nie, ta mania czytania z ekranu wcale mu się nie podobała. Dla niego było to tak, jakby zwracać się do ducha książki.

A na temat duchów Silas wiedział naprawdę dużo.
Kątem oka zerkał na dziewczynę. Nawiązując zbyt częsty kontakt z duchami powieści, które pochłaniała, doprowadzi w końcu do tego, że ją opętają. Będą wolniutko wciskały się do jej głowy za pośrednictwem tego ekranu – słowo za słowem, będą przenikały do kory mózgowej jako fale płynące z ekranu. Bo książka papierowa tylko czekała, żeby ktoś zechciał naznaczyć ją swoją historią, a z e-bookiem było zupełnie inaczej – fale płynęły, tworzyły pole elektromagnetyczne czy coś w tym rodzaju, coś naładowanego słowami, wywołującego podświadomy rezonans semantyczny, który w końcu przemieniał się w głosy.

Opętana. Zostanie opętana."
NIE JESTEM FANKĄ CZASOPISM O JEDZENIU, ALE...
Sama nie wiem, czy w ogóle jestem fanką jakichkolwiek czasopism. Kiedyś czytałam Książki. Magazyn do czytania. Zdarza mi się przeglądać magazyny hobbystyczne, takie jak Podróże, czy Digital Camera. Zdecydowanie nie przepadam za czasopismami dla kobiet, magazynami sportowymi, kulinarnymi i prozdrowotnymi. Ale tu chyba się rozpędziłam, bo ostatnio... szaleję na punkcie magazynu Slowly Veggie. Może dlatego, że lubię zdrowo się odżywiać (i zdrowo karmić innych, choć to na ogół niełatwe), wciąż brakuje mi nowych smaków, a idea weganizmu kiedyś była mi bliska. Może dlatego, że w wolne dni poszukując jakiegoś dobrego przepisu, zamiast włączać komputer staram się korzystać z tradycyjnej formy (tak, również z książek kucharskich, a nie tylko z blogów). W Slowly Veggie jest mnóstwo ciekawych, niebanalnych przepisów. Przedstawiane na zdjęciach potrawy prezentują się tak zjawiskowo, że trudno mi oderwać od nich wzrok! Poza tym Slowly Veggie to nie tylko przepisy na wegetariańskie i wegańskie pyszności, ale również artykuły, wywiady i pomysły na mądrzejsze, bardziej świadome, ekologiczne życie. Podoba mi się. Jedyny zarzut mam do przepisów ze zbyt wymyślnymi, trudno dostępnymi składnikami.  A Wy macie jakieś swoje ulubione czasopisma?

CO (I DLACZEGO) PRZYSZŁO DO MNIE Z KSIĘGARNI BOOKMASTER?
W poprzednim Tygodniu na Przestrzeniach wspominałam Wam, że wróciłam do współpracy z księgarnią internetową Bookmaster i mogłam wybrać sobie trzy dowolne pozycje do recenzji. Zamówiłam Oszpicyn Krzysztofa A. Zajasa (bo na tyle, na ile miałam okazję poznać jego styl, wiem, że nie zawiedzie), Wegan nerd Alicji Rokickiej (bo marzyłam o tej książce! Poza tym będzie to pierwsza w historii bloga recenzja książki kulinarnej!), a także Dom z liści Marka Z. Danielewskiego. Przyznam, że tej ostatniej pozycji panicznie się boję, bo to jakiś EDYTORSKI POTWÓR!

W TYM TYGODNIU PISAŁAM O...
Szczęśliwych rodzicach Laëtitii Bourget  — zjawiskowej ilustrowanej książce (wcale nie do końca dla dzieci!).
Dzieciach Norwegii Macieja Czarneckiego — reportażu poruszającym dość kontrowersyjny temat działania norweskiego urzędu ochrony praw dziecka, czyli o przygodach Polaków z Barnevernetem. 

✽ ✽ ✽
Nie mam pojęcia, kiedy minął ten tydzień. Zagubiłam się gdzieś pomiędzy doczytywaniem Dzieci Norwegii, pracą, czekaniem na wyniki badań, pieczeniem placków z mąki kokosowej, wzrostem temperatur i szukaniem przepisu na pączki wegańskie, których w rezultacie nie upiekłam. W powietrzu wywąchuję już wiosnę i szukam sposobu na to, by znów zacząć czytać przed snem, a nie padać jak zabita. Chociaż na razie jeszcze naczynia "same" się zmywają, podłoga zmiata, zioła zalewają wrzątkiem, a nam dobrze jest w nowym miejscu i już zapominamy prawie, że jest nowe.
    
Do przeczytania za tydzień! 
    

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.