25.08.2016

My

"Jestem jak wieża; 
boję się ruszyć łokciem, żeby nie posypały się 
okruchy ścian, kopuł, maszyn..."

Wielka Wojna Dwustuletnia. Najpierw pokonano Głód. Później pokonano Miłość. Zorganizowano nas w numery, w pokoje o przezroczystych ścianach, zamknięto w Godzinach Osobistych, kiedy to możemy zbliżać się do innych, ale nie za blisko. Zresztą, tego "za blisko" już dawno nie ma. Nie odczuwamy miłości. "Pomyśleć tylko: tutaj ludzie kochali tak po prostu (...) Jak można było tak niedorzecznie, nieopatrznie tracić energię". Dlatego, jeśli jakaś emocja przeszywa nasze życie, nie umiemy sobie z nią poradzić. Pracujemy w imię Dobroczyńcy, w imię Państwa, budujemy Integral, myślimy jednomyślnie w Dzień Jednomyślności. Naszym obowiązkiem jest zdrowie. Nawiązujemy płytkie relacje, które sprawiają, że w momencie dysonansu nie wiemy jak się zachować. Zresztą, nie wpadamy w dysonanse i nie okazujemy emocji. Ale jeśli ktoś spytałby nas o szczęście, prawdopodobnie nie odpowiemy. "U nas także nie podano jeszcze absolutnie dokładnego rozwiązania kwestii szczęścia". 

Δ-503 jest matematykiem. Funkcjonuje według odgórnie ustalonych zasad i nie odbiega od normy. Od pozostałych różni go być może tylko to, że pisze dziennik, a swoje przemyślenia kieruje do przodków, czyli... do nas. Jego teraźniejszy świat już dawno nie przypomina naszego. Otoczony wielkim murem, szklany, zmechanizowany, niepodważalny. Jednak coś nagina zwartą strukturę. Coś się przedziera przez mocno zespolone tkanki tak doskonale działającego organizmu. Emocja? "Źle z wami! Widocznie wytworzyła się wam dusza". Dusza? "Wszystko zostawia ślad. Ledwie dostrzegalna zmarszczka na czyjejś twarzy — już na zawsze zostaje w was". Źródłem poruszenia Δ-503 jest kobieta o imieniu I-330. To ona wyrywa go z jego bezpiecznego, mechanicznego marazmu, zmusza do łamania reguł, wywołuje nieznane mu uczucia, a w rezultacie skłania do buntu, na który to bunt Δ-503 nie jest chyba do końca gotowy. 

Futurystyczna wizja świata, jaką stworzył Eugeniusz Zamiatin w swojej powieści My, dla wielbicieli sci-fi i wszelkich antyutopii może wydać się (na pierwszy rzut oka) mało oryginalna. Może nawet podejrzanie znajoma. Jednak ci sami wielbiciele sci-fi powinni doskonale zdawać sobie sprawę, że zanim postał Nowy wspaniały świat Huxleya, albo orwellowski Rok 1984, powieść My już dawno istniała i stanowiła inspirację również dla wyżej wymienionych dzieł. Ironiczna, ale nie satyryczna. Raczej groteskowa, a zarazem groźna i niepokojąca. Za pomocą metafory państwa maszyn, ukazywała wizję społeczeństwa totalitarnego, w którym jednostka pod wpływem despotycznych zasad obdarta została z właściwości, indywidualności, wolnej woli, a także większych, uświadomionych pragnień. Staje się zmatematyzowana, a w rezultacie zmechanizowana. My jest przerażającym przykładem na to, jak "dobro zorganizowane staje się złem", a z utopii, w której ludzie pozbawieni pragnień nie odczuwają cierpienia, tworzy się niebezpieczna antyutopia. 

Tym straszniejszą wizję wysnuł Zamiatin odbierając swojej historii pozytywnych bohaterów. Jego bohater główny jest zdepersonalizowany, zatem i podatny na wpływy, pozbawiony własnego zdania, skołowany, a wreszcie pasywny i bezwładny. W powieści to kobiety odgrywają znaczące, dynamiczne role. Dlaczego? Być może dlatego, że zachowały ułamki dawnej emocjonalności i potrzeby pielęgnowania pamięci (jak u bohaterki o imieniu I-330, która lubiła przebywać w Domu Starożytności). Mężczyźni służą im głównie jako narzędzia do osiągnięcia celu. Główny bohater, choć dostrzega szansę zmiany, choć naddarł kawałek złudnego obrazu rzeczywistości, to jego bunt wobec Państwa wynika głównie z uczuciowych, bądź zwyczajnie płciowych pobudek, i poprzez to on sam jest słaby oraz niezdolny do zdecydowanego działania. "Wiecznie muszę płonąć, miotać się, szukać kąta, w który można by wbić oczy — wiecznie, aż nareszcie znajdę siły, by pójść i —"

Muszę przyznać, że rodzaj narracji, jaką w powieści wprowadził Zamiatin jest jednym z moich ulubionych i... wytęsknionych. Urywane zdania, metafory, niedopowiedzenia, połykanie słów, nerwowość, pasja, porywy, ekspresje. To wszystko wymaga od czytelnika dużej uwagi i aktywności, a także zaangażowania. Emocje, jakie przekazuje narrator wydają się żywe, niemal namacalne. Obrazy w powieści są oniryczne, trochę jak w stanie delirium. Słońce, sprężystość, mgła, barwa perłowa, różowa, złota. Wszystko, dosłownie wszystko wskazuje na to, że My stała się jedną z moich ukochanych powieści. Dawno nie czytałam tak dobrej klasyki! A na dokładkę (choć chętnie zacytowałabym połowę książki):

"Porośli sierścią, ale za to pod sierścią ocalili gorącą, czerwoną krew.
Z wami gorzej: wyście porośli cyframi, cyfry po was pełzają jak wszy.
Trzeba was obedrzeć ze wszystkiego i wypędzić do lasu.
Żebyście się nauczyli drżeć ze strachu, z radości, 
ze wściekłego gniewu, z zimna..."

Wg mojej skali 5!/5

My
Eugeniusz Zamiatin
Wydawnictwa ALFA
Rok wyd. 1989
s. 182

 
Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(38)
  

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.