19.03.2016

Dziewczyna z poczty

"Bezwiednie, nie wiedzieć kiedy, otworzyła ogromną szafę w ścianie —
a stamtąd, przez uchylone drzwi, jak diabeł z czerwonym językiem 
z pudełka, wyskakuje na nią z nieoczekiwanego w tym miejscu lustra 
obraz rozmiaru człowieka to jej szklane odbicie, 
ona sama okrutnie prawdziwa i jedyna, która nie pasuje 
do tego wykwintnie skomponowanego wnętrza"

Trudno mi pisać o książkach, które są tak niezmiernie wspaniałe, jak i absorbujące, że na czas ich czytania wypełniają sobą całą przestrzeń myśli. Dopadają nas w tramwajach, w przejściach, w rozmowach, unieruchamiając płynący gdzieś rytm, któremu winniśmy się poddać na co dzień. Dziewczyna z poczty, austriackiego pisarza Stefana Zweiga, ma moc takiego paraliżowania i przygwożdżania, mimo prostej, może nawet banalnej fabuły. 

Mała austriacka poczta w Kleif-Reifling, dwie godziny kleją od Wiednia. Lata powojennego kryzysu. 28-letnia Christine, uboga asystentka pocztowa, dostaje zaproszenie od swojej dawno niewidzianej ciotki. Ciotka zachęca dziewczynę, aby towarzyszyła jej i jej mężowi podczas ich urlopu w Szwajcarii, w jednym z najmodniejszych górskich kurortów. Christine, mimo targających nią wątpliwości, decyduje się zostawić schorowaną matkę i skorzystać z dawno należnego jej urlopu, by wkrótce, ze swoim głębokim poczuciem zmarnowanego życia, otworzyć się przed możliwościami, jakie stwarza jej ta nieoczekiwana podróż w nieznane. Początkowa niepewność oraz zażenowanie własną biedotą i nieporadnością, za sprawą kilku strojnych ubrań i nowej fryzury, zmienia się w lawinę odzyskanej nagle młodości, dynamizmu, przebojowości i wdzięku, jakimi Christine oczarowuje wszystkich wokół, a szczególnie męską część hotelowych gości. Jeszcze nieświadoma, że przyjdzie jej z tych wyżyn szybko zlecieć na dół, że fałszywie zyskane uznanie szybko się rozpierzchnie, a ona — jeszcze bardziej zgorzkniała, niźli była przed wyjazdem, wróci do biednej wiejskiej mansardy, prędko zdając sobie sprawę, jak bardzo pragnie światowego, wystawnego życia, którego musnęła, jak łatwo mogła żyć pełną piersią i jak niewiele tak naprawdę znaczy człowiek bez pieniędzy — teraz pławi się w tym nowym, odrodzonym świecie swojej kobiecości, który wtłoczony w klitkę pocztowego urzędu, nie mógł do tej pory wyrosnąć i zakwitnąć. Tak jakby nie istniał. Christine wpada w pułapkę swojej naiwności, swojej biedy i pazerności życia, jednak to współczuć jej chce się najbardziej, a nie karcić, czytając dalszą część historii. Czytając o jej złości, apatii, poczuciu straty i braku chęci życia, można wczuć się w sytuację przeciętnej, trzydziestoletniej samotnej dziewczyny, która niewiele ma przed sobą, ani za sobą. I myśląc, że wyzwoli ją mężczyzna podobny do niej, możemy albo trafić w sedno, albo wręcz przeciwnie — bardzo się pomylić.

Nieukończona, urwana gdzieś w biegu Dziewczyna z poczty pełna jest kontrastów. Bieda kontrastuje tutaj z bogatym, lśniącym przepychem, wolność ze zniewoleniem, rwąca ekscytacja z przeszywającą, tępą złością. Nawet mały austriacki urząd pocztowy, na którym od lat nic się nie zmienia (porysowane ceraty, chwiejne pulpity, kurz i woń wilgoci) z luksusowym szwajcarskim kurortem w górach. I w dziewczynie z poczty milion tych kontrastów. Z jednej strony jej stracone życie, z drugiej życie cudownie darowane, być może po dwakroć. A jednak jest to powieść do granic tragiczna, bo jakkolwiek potoczyłyby się dalsze losy bohaterów, nie ma dla nich szczęśliwego zakończenia. Podziały klasowe, powojenna zgryzota tych, którzy nie mogą się lepiej ustawić w życiu i pewnie już tego nie zrobią. Smród podrzędnego hotelowego pokoiku, gdzie bliskość raczej straszy niż ma kogoś wiązać. Brak miejsc do łapania się za rękę. Brak szans do prawdziwego odepchnięcia się od ziemi. Zweig nie musiał wcale dopisywać końca, by czytelnik wiedział, co i jak się stanie. Motyw samobójstwa, wielokrotnie spotykany w twórczości Zweiga, jest tutaj aż nazbyt spodziewany. Zweig sam popełnił samobójstwo w 1942 roku. Otruł się w jednym z pokoi hotelowych w Ameryce Południowej.

Gdy zaczęłam czytać Dziewczynę z poczty nie miałam pojęcia o fabule, ani nie tworzyłam żadnych wyobrażeń odnośnie tej książki. Zaskoczenie wzrastało z linijki na linijkę. Potem już nie mogłam przerwać tego całego szaleństwa! Styl Zweiga jest niesamowity. Zdania pędzą, oczy nie chcą się odklejać od tych zdań. Wszystko jak na jednym wdechu, trudno skupić się, aby wypuścić powietrze i miarowo oddychać. Piękna, ważna książka.

Wg mojej skali 5/5
 

Dziewczyna z poczty
Stefan Zweig
Wydawnictwo W.A.B.
Rok wyd. 2012
s. 336


Książka przeczytana w ramach wyzwań:
82 KSIĄŻKI
(13)
 

Wcześniej na blogu:

      https://1.bp.blogspot.com/-LlOHrlscguE/Wb-E8wubcJI/AAAAAAAAOG8/0Oemzhaa55IqFh-zwo57FjOpimEydhs7ACLcBGAs/s200/img007.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.