23.09.2014

Jutro przypłynie królowa



Pewna byłam, że wyspa ta nie istnieje. Czytałam kiedyś o niej w jakimś czasopiśmie podróżniczym i wybałuszałam oczy. Obmywana wodami zimnego Pacyfiku, odcięta od szlaków, od spojrzeń, wyspa zamknięta. Od zawsze brałam ją za wytwór wyobraźni. Nie jest ona jednak ani literacką fikcją, ani tajemniczą tropikalną wyspą z morskich opowieści. Pitcairn. Mówią o niej: wyspa przeklęta. Wulkaniczna, otoczona groźnymi klifami; przed laty stała się domem załogi statku Bounty, ich azylem i więzieniem. Długi czas nie docierały do niej żadne inne statki. Nie dolecicie tam żadnym samolotem, ani nie znajdziecie biur podróży, które oferowałyby niezapomniany urlop na tej rajskiej wyspie. To pułapka. Mikroświat kilkudziesięciu osób, które zdecydowały się wrócić i zostać. Które Pitcairn mają we krwi, a które boją się żyć gdzie indziej. Potomkowie buntowników, którzy w 1790 roku opuścili angielski statek Bounty, zabrali ze sobą grupkę Tahitańczyków i osiedlili się na wówczas bezludnej wyspie, stwarzając tym samym społeczność samowystarczalną, odciętą od świata i ograniczoną wewnętrznymi prawami. Nieco przerażającą. Takie historie zna się tylko z opowieści, a jednak akurat tej Maciej Wasielewski doświadczył na własnej skórze. Pojawił się na Pitcairn. Jego prośba o pobyt na wyspie została przyjęta. Miał do spełnienia kilka warunków, m.in. nie mógł być dziennikarzem. Nie mógł o tej wyspie napisać nic. Nie mógł powiedzieć prawdy. A jednak Maciej Wasielewski jest autorem reportażu Jutro przypłynie królowa, który pokazuje prawdę o Pitcairn. Prawdę poniekąd okrutną.

Od 1838 roku Pitcairn jest wyspą brytyjską, lecz życie wyspiarzy od początku rządzi się własnymi prawami. W pierwszych latach zdają się tworzyć doskonałą, zamkniętą komunę. Nie dopuszczają do siebie obcych, nie budują portów, sprawdzają kogo wpuścić na ląd, kogo przyjąć do siebie, a kogo nie spuścić z oka. Na wyspie działa jeden kościół - Adwentystów Dnia Siódmego. Ludzie nie okazują strachu, nie okazują emocji, nie przyznają się do swoich dolegliwości i wszelkich chorób. Nie mogą tańczyć. Relacje między mieszkańcami wyspy opierają się na długach wdzięczności. Każdy szuka haka na każdego, każdy podpatruje i czyha. "Wyspiarz mówi: - Nie wiem kiedy, ale uwierzyliśmy, że wolno nam wszystko". Młode, 12-letnie dziewczęta chowają się przed chłopcami, którzy chcą je zgwałcić. Gwałty na Pitcairn są na porządku dziennym. Gwałci wujek, sąsiad, chłopak zbierający jabłka w sadzie. Każda kobieta to przechodzi, więc nie ma się komu skarżyć. Za dnia trzeba uciekać i chować się między skałami. "Nie zatrzymuj się kiedy nie musisz..."

"Noc nie była sprzyjającą porą na gwałt. Nocą kradnie się ropę, truje drzewa sąsiadów, 
kiedy nie można już na nich patrzeć. Gwałt jest częścią dnia. Jak jedzenie."

Po latach te wystraszone, zhańbione dziewczyny wystąpią do sądu, a mężczyźni, którzy dopuszczali się na nich seksualnej przemocy zostaną skazani na więzienie. Więzienie, które sami sobie zbudują na wyspie. Te gwałty to chyba najgorszy - poruszony przez autora, dramat życia na Pitcairn. Znikomość norm moralnych, bezkarne uleganie popędom. Kobiety czekające na wybawienie, którego potem nie chcą przyjąć. Kobiety, które boją się odejść i zostać bez mężczyzn. Które nie mogą uwierzyć w ich postępki, choć przecież o wszystkim wiedzą. Życie na wyspie okazuje się być koszmarem. Nienawiść do Brytyjczyków, zło wpisane w życiorysy ich przodków, zło pielęgnowane i cicho tolerowane. I to marzenie wypowiadane szeptem: "niech jutro przypłynie królowa z pomocą".


Książka Wasielewskiego to gorzka historia społeczności z Pitcairn. To obserwacje i urywki wyspiarskich wspomnień, które udało mu się przemycić na bezpieczny ląd. Reportaż poruszający i zarazem bulwersujący, napisany językiem nieco poetyckim, trochę chaotycznym, ale i bardzo dosadnym. Chwilami miałam dość tej paskudnej tematyki. Nie mogłam uwierzyć, że na wyspie nie działo się nic dobrego, że atmosfera pęka od lęków, ludzkiego niepohamowania, amoralnych czynów i traum, jakie wyryły się w umysłach tych młodych wyspiarek. Ciężko jest przełknąć te przykre, choć z pewnością godne uwagi fakty. Nie powiem, że całość czyta się przyjemnie, ponieważ nie czyta. Znajdźcie mi jednak drugi taki reportaż z tej piekielnej wyspy. Wasielewski przetarł trudne szlaki, a tematyka jego książki jest pewnym novum w historii reportażu. Polecam choćby z tego względu.



-------------------------------------------------------------- stopka ------------------------------------------------------------------


Jutro przypłynie królowa
Maciej Wasielewski
Wydawnictwo Czarne
Rok wyd. 2013
s. 166

Wg mojej skali: 4/5

 
Książka przeczytana w ramach wyzwań:
KLUCZNIK (wydana w serii)



Wcześniej na blogu:

      https://2.bp.blogspot.com/-2HBII7pcRaY/WgGBRSdUqHI/AAAAAAAAOZs/Gn5WyXti-hUZR3u-DHVhFikLdjVk2E56gCLcBGAs/s200/540343-352x500.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.