29.05.2014

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak

"Tomku, Tomku, musisz do Maćka zejść. 
Musisz zejść do Maćka, bo Maciek pewnie 
czeka tam na ciebie, na przełęczy. 
Odbiór...

Jacek Hugo-Bader pisze do Jacka Berbeki, żeby go zabrali. Chce książkę napisać, film nakręcić. Zgromadzi środki. Wszystko. Byle tylko mógł jechać z nimi do Karakorum. Tam, gdzie 6 marca 2013 roku w drodze ze szczytu Broad Peak zginęli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Cel wyprawy: znaleźć i pochować zamarznięte ciała. Tyle. Pożegnać chłopaków godnie, tak jak zasłużyli. Niełatwa to będzie wyprawa. Sentymentalna, bolesna, żałobna przecież. Ale i ciężka fizycznie, bo to wysokie góry, a chłopaki utkwiły (jakby to napisał JHB) gdzieś pod samym szczytem. Jadą Jacek Berbeka, Jacek Jawień, Krzysztof Tarasewicz oraz Alicja i Marek, rodzice Tomka, i Agnieszka, Tomka narzeczona. Jedzie i nasz autor ze swoim sprzętem, otwartą głową i specyficznym sposobem bycia. Nie wszystkim pasuje. Naprawdę nie ma łatwo z tymi charakternymi ludźmi. Nie jest też łatwo zrekonstruować przebieg tamtej zimowej wyprawy bez spekulacji i domysłów. Bezstronnie i nieomal obiektywnie. Ale to właśnie czyni. Rekonstruuje i nie pomija nic. Pokazuje nam racje każdej ze stron, zamieszcza opinie internautów, skąpe dialogi, nakreśla klimat, jaki panuje w tamtych zabójczych górach. Sylwetki czterech wspinaczy, którzy mieli zdobyć szczyt, tak jak zdobywali inne. Zdobyć szczyt i zejść. To bardzo poruszająca relacja, a Hugo-Bader nie omieszkał naładować jej swoim temperamentem, dosadnością, ale i właściwą sobie poetyckością.
   

Karakorum. Majestatyczny łańcuch gór na pograniczu Indii, Pakistanu i Chin. Trzeci pod względem wysokości szczyt - Broad Peak, ma 8047 metrów wysokości. Nieco wyższy jest tylko Gaszerbrum I i najwyższy K2. Zimą 2013 roku rusza wyprawa Krzysztofa Wielickiego. To czterech silnych, doświadczonych i świetnie przygotowanych do wspinaczki, różnych wiekowo mężczyzn. Najstarszy Maciek Berbeka. Poza nim Adam Bialecki, Tomek Kowalski i Artur Małek. Wszyscy są gotowi do ataku szczytowego. Wszyscy ten szczyt zdobywają. Wraca tylko dwóch. Adam i Artur. Maciek i Tomek nie mają sił na zejście i giną gdzieś w górze. Dramat i równoczesne spekulacje kto zawinił. Wielicki? Że im pozwolił, nie pomógł, nie wspierał? Źle wspierał? Adam i Artur - bohaterowie, którzy nie mieli szansy cieszyć się z sukcesu. Adam, który miał wyjść na ratunek, a nie wyszedł. Śmierć to śmierć. A śmierć w takim stylu wydaje się jedną z tych godniejszych. Nazwisko w historii zapisane, w sercach też. Bo zginęli. "Gdybym zginął, byłbym bohaterem", takie mniej więcej słowa wypowiedział Adam Bielecki. Ale to przecież nie tak. W górach wszystko liczy się podwójnie. Koleżeńskość, wsparcie psychiczne, świadomość, że ktoś idzie kilka metrów dalej, że mimo niekoniecznie mądrej taktyki, głupiej determinacji, która naraża życie, jest szansa. Najdrobniejsza szansa na przetrwanie. Maciek i Tomek ją stracili. Mogli zrezygnować, mogli otrzymać pomoc od dwójki pozostałych. To już kwestie etyczne. Taktyczne. Osobiste. Trudno to określić.

Jacek Hugo-Bader zagląda ludziom w oczy. Nie odpuszcza. Każe zdejmować okulary i odsłaniać dusze. Nie lubią go tam. Często nie chcą gadać. A jednak z tego zlepku słów, wspomnień i obserwacji udaje mu się stworzyć coś naprawdę wielkiego. Pełną odwagi i bezpośredniości relację z wyprawy "po wyprawie". Wyprawy żałobnej. W takim celu właśnie wyruszyli. Towarzyszą im tragarze wysokościowi, potrawy przygotowuje tamtejszy kucharz. Sąsiadują z obozami innych wypraw, które udają się po prostu w górę. Nie po zmarłych bliskich. Ta tutaj wyprawa jest bardzo nietypowa, nastrojowo dziwna. Do tego nie ma pewności, czy ciała się znajdą. Już sam wysiłek, jaki będzie trzeba włożyć w dotarcie na odpowiednią wysokość, w zakopanie ich... Tak niedaleko przed szczytem. Hugo-Bader opisuje wszystko bardzo namacalnie. Wydaje się być cały zaangażowany w wydarzenia. Trochę się z tym wszystkim droczy, gdzieniegdzie prowokuje, ale i mówi z pewnego wycofania, bodaj żeby niczego nie naruszyć. By wszystko zatrzymało swoją pierwotność, swojego ducha. Czy rzeczywiście buduje scenariusz? "Długi film o miłości"? Cóż, rzeczywiście kręci. Czasem pisze tak, jakby pisał sceny. To wszystko naprawdę gra. Jest jakieś takie dobre. Nawet bardzo.

A cała książka? Rewelacyjna. Zapierająca dech w piersiach, jak niejeden górski widok. Magiczna, wzruszająca, taka... prawdziwa (według mnie nikt nie napisałby tego lepiej!). Porządna. Tak, to też dobre słowo. Porządna. Porządny długi film o miłości. O miłości do gór i ludzi. Albo o czymś innym. Nie wiem.
źródło zdjęcia: [tu]
   
Wg mojej skali: 5/5

Długi film o miłości. 
Powrót na Broad Peak
Jacek Hugo-Bader
Wydawnictwo Znak
Rok wyd. 2014
s. 340

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
52 KSIĄŻKI (37)

  

Wcześniej na blogu:

      https://2.bp.blogspot.com/-2HBII7pcRaY/WgGBRSdUqHI/AAAAAAAAOZs/Gn5WyXti-hUZR3u-DHVhFikLdjVk2E56gCLcBGAs/s200/540343-352x500.jpg  

A w odwiedziny chodzę do:

Wyzwanie czytelnicze 2017

Obsługiwane przez usługę Blogger.